Jak wiedzą ci, którzy mnie znają, mam zatrważającą skłonność do mówienia tego co myślę.
Ostatnimi czasy moją ofiarą została nauczycielka.

Szersze tło sytuacji – Tajwańczycy mają trochę dziwny akcent – zamiast SZ mówią S a zamiast DŻ mówią C. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że te drugie dźwięki już w języku chińskim istnieją i mają się dobrze.
Osoba bez dużej praktyki (znaczy się ja) i bez umiejętności szybkiego domyślania się z kontekstu jakie zniekształcenia wystąpiły, może gapić się na mówiącego jak na święty obrazek, bez szans na skumanie, o czym jest mowa.

Otóż do rzeczy – moja obecna nauczycielka nie zawsze kontroluje swój akcent, więc po jednej lekcji, nieco sfrustrowany, powiedziałem co o tym myślę.
Natura nawyków językowych (ten, co je ma ich nie widzi) spowodowała wybuch oburzenia i kategoryczne zaprzeczenia ze strony nauczycielki. Na tyle silne, że aż się upewniłem u kolegów z klasy, czy nie mam kłopotów ze słuchem. Ku mojej uldze, okazało się, że jednak inni też zauważyli wahania acentu.
Od następnych zajęć nauczycielka zaczęła mówić bardzo wyraźnie i już nie ma akcentu tajwańskiego.

I teraz moja druga cecha – często przegapiam efekty własnych działań – parę dni później w czasie lekcji pani z rozpędu powróciła do akcentu TW – ale (i tego właśnie nie zauważyłem) po ułamku sekundy:

1. poprawiła się spowrotem z S na SZ
2. nerwowo i z przerażeniem spojrzała na mnie.

O czym mi doniesiono post factum po zajęciach.

HE HE HE

Print Friendly, PDF & Email

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *