Hong kong (wpis historyczny)

To widok z góry widokowej na wyspie HK. Rok 2154.

Między wyspą HK i stałym lądem pływają ultranowoczesne
promy stratosferyczno-morskie. Ultranowoczesny, oparty na najnowszej generacji
procesorach logiki rozmytej system cumowania budzi zazdrość i zgrzytanie
zębów twórców konkurencyjnych rozwiązań.

Energie, które wchodzą w grę są tak gigantyczne, że odkształcają lokalnie
czasoprzestrzeń w punkcie styku między nabrzeżem a promem – na zdjęciu
widzimy wyżej wspomniany efekt logicznego rozmycia liny. Dyrektor portu
widoczny w tle w odpowiednim momencie krzyczy „dzierżyj cumu!”

Ponieważ w HK jest mało miejsca, bloki mieszkalne buduje
się jedne na drugich. Na poniższym zdjęciu widzimy dwie warstwy.

Wszyscy znamy animacje robotów transformersów, które wywodzą
się wszak z tego rejonu świata. Ten jest w trakcie budowy. W tym roku
skończa tors i głowę. Jak tylko go wprawią w ruch, to nic tylko spier…..ć!

( a tak naprawdę to pomiedzy pilarami tego wieżowca jest
chatka rybacka, które właściciel staruszek zapisał wszystko na radio Maryja
i nie da sie tej parceli odkupić, bo Rydzyk za dużo chce.)

Poniżej relikt brytyjskiego panowania. Kto był w Londnie
to widział. Hongkong dodaje do tego swój smaczek.

Mieszkańcy HK mówią po angielsku z bardzo śmiesznym akcentem,
który słyszymy z ust Jackie Chana. Fajnie się tego słucha.

CDN

Alishan & Ludao (wpis historyczny)

Pierwsze wakacje na Tajwanie.
Wyprawa do miejsca o nieznanej mi nazwie – gdzieś w centrum Tajwanu.
Ta kępa bambusa strasznie mnie podjarała – bo w Polsce tego nie ma.
Teraz już się tak nie ślinię na widok tropikalnej roślinności, ale sami rozumiecie, jak obcym miejscem był dla mnie wtedy Tajwan – obecnie mój dom.


Zamawiam piwo. „Jedno jasne proszę!”

Tutaj tajwańska matka inwigiluje własne dziecko na obecność pcheł.
Swoją drogą – należy zadać pytanie, czy dzieci na Tajwanie wychowuje się integracyjnie- tzn. czy dziewczynki i chłopcy traktowane są równo.
Może w tym celu należy wysłać na Tajwan wszystkie wojujące feministki – i niech się zajmą badaniami.
Oczywiście dać im trzeba bilet w jedną stronę – i niech nie wracają.
STOP!!!! Niech wracają – przecież ja jestem na Tajwanie!!!!!!


1


2


3


Pogoda idealna i wiaterek niczego sobie. Fale były fantastyczne.

Po drodze trza było się czegoś napić. Ponieważ było po sezonie, sklepikarze utracili czujność.
W związku z tym wziąłem se kolę, zostawiłem kasę oraz notatkę z podziękowaniem na blacie i pojechałem dalej.

Piękny czerwony zachód słońca…

Był rozwiązaniem zagadki, o czym jeszcze nie wiedziałem. Zagadka: dlaczego tak mało ludzi na tej wyspie? była całkiem prosta. Otóż okazało się, że właśnie w stronę wyspy zbliżał się tajfun!!!


I wszyscy turyści oglądający telewizję wycofali się na z góry upatrzone pozycje – pod łóżka we własnych domach.
Turyści nie oglądający prognozy pogody musieli siedzieć w hotelu przez 3 dodatkowe dni.


I po długich dniach i godzinach pierwsze promyki słońca od 5 dni przekazały miłą wiadomość, że wreszcie można wracać na stały ląd do cywilizacji i internetu.

Zwiedzanie Tajwanu (Wpis historyczny)

Aha, byłem w muzeum, w którym są chińskie skarby kultury i cywilizacji.
Oczywiście nie znam nazwy.

Tak wygląda muzeum od zewnątrz:

A tak jeden z eksponatów, nocnik cesarza ping-ponga. Ale musiał mieć wielką dupę.

Tak naprawdę jest to kociołek do gotowania jedzenia. Ma 3,5 tysiąca
lat. Z biegiem stuleci przeznaczenie takich kociołków zmieniło się na
czysto rytualne. Wewnątrz są zazwyczaj inskrypcje opisujące jakieś ważne
wydarzenia itp.

Część zawartości sal muzeum, które odwiedziłem (2 budynki) zmienia się niej
więcej co miesiąc. Historia zbiorów w maksymalnym skrócie jest mniej więcej
taka:

W 1949 r aparat rządowy Republiki Chińskiej Czang Kajszeka spieprzał
na Tajwan uciekając przed komunistami z towarzyszem Mao na czele. Spieprzali
szybko, ale na tyle wolno, że zabrali ze sobą wszystko co się dało –
w tym właśnie zawartość muzeów. Do dziś zbiory są powodem nieporozumień
między kontynentem a Tajwanem. I oczywiście potężną kartą przetargową
Tajwańczyków.

Przy tej okazji (zajęć w szkole nie było) odwiedziłem
największy tzw. Tourist Night Market:

To jest taki stadion dziesięciolecia, aby zwiększyć podobieństwo obu
imprez handlowych, tutaj też większość sprzedawców stanowią Azjaci.
Ha ha ha!

Ci co się nudzą mogą pograć w tetris: Jeden gość grał, a jak wracałem
po godzinie to ciągle grał.

A tutaj koleś wróży drugiemu z ręki: To są tak zwani wróżbici, którzy
trzepią kasę na zabobonności Chińczyków, którzy mogą nawet zmienić imię,
dlatego że powie im tak wróżbita.

 

Zwiedzanie Tajwanu (wpis historyczny)

A po pracy czas na odpoczynek. Tym razem ryżojady zabrały nas żeby zobaczyć jakieś tam gorące źródła – pomnik narodowy przyrody (jego mać).

Niestety padał deszcz (bo następnego dnia przywiało tajfun). Z narażeniem życia i zdrowia zrobiłem jednak kilka zdjęć:

A tu już Wulai, czyli gorące źródła: Na górze, jak sama nazwa wskazuje, jakaś góra. Na dole, czyjaś śmierdząca ryżem nora.

A poniżej coś naprawdę dobrego – ryż zapiekany w bambusie – specjalność tajwańskich aborygenów. Pierwsze tradycyjne danie z ryżu, które mi smakowało.


A to są potomkowie złodziei chińskiego majątku narodowego, wywiezionego z PRAWDZIWYCH chin w 1949 roku. Wszyscy się uśmiechają bo jest robione zdjęcie. Potem znowu stają się ponurzy i zakładają na ręce opaski ze swastyką.

A to jet to co tam zobaczyłem – góry i chmury. Tu przynajmniej nie widać kłębów przewodów elektrycznych, którymi tutejszym zwyczajem pozasłaniane są piękne widoki.

 

Gorących źródeł nie widziałem, bo trzeba za to płacić, a – jak wszyscy wiemy – studenci nie mają pieniędzy i chodzą głodni.

 

Festiwal księżycowy (wpis historyczny)

 

Moon festival. To drugie co do ważności święto w Chinach
i okolicach. Jest tak dlatego, że chodzi o wyżerkę.

Poniżej wnętrze świątyni buddyjskiej poświęconej bogini
Guanyin.

W powietrzu jest więcej dymu z kadzidełek, niż tlenu, ale Chinolom
to najwyraźniej nie przeszkadzało. Co najwyżej niektórym, bo strasznie
zawodzili. Mówili mi że to jest taki rodzj śpiewu, ale moim zdaniem
po prostu chcieli wspólnymi siłami poruszyć masy powietrza żeby przewentylować
wnętrze.

Poniżej: ludzie kupują owoce i różne słodycze (w świątyni, albo można
przynieść własne) stawiają je na stołach i idą się modlić. Po powrocie
po artykuły spożywcze okazuje się, że nasyciły się one atmosferą duchowości,
bądź zostały „dotnięte” przez duchy. Wtedy zabiera się coś
takiego do domu i zjada.

A poniżej przyczyna tego całego zamieszania, czyli księżyc w pełni,
do którego w Polsce psi wyją:

A to jest muzeum w Tajpejskim odpowiedniku Łazienek Królewskich: tam jest staw, w którym żyje bardzo dużo ryb. ciągle dziwię się, dlaczego ich jeszcze nikt nie zjadł.

A to jest brama do tego całego parku:

W czwartek po teście nam odpuścili i cała szkoła pojechała do teatru,
który bez takich wymuszonych na studentach wycieczek dawno już by zszedł
na psy!

(wyglądam jak jakiś kujon-haker z podstawówki, kurde!)

To kilka osób z mojej klasy: od lewej: Niemiec, Polak, Tajwańczyk,
mój nauczyciel, Wietnamka, Nikaraguanka i taka dziewczyna z Brunei (Brunejka?
Pies ją wie jak sie to odmienia przez przypadki).

Ok, teatr to w Chinach nie teatr tylko cyrk bo wszyscy fikają koziołki
i robią różne dziwne rzeczy bardzo dalekie od statycznych scen typu
„Pić albo nie pić” (chyba że coś przespałem). W każdym razie
europejscy aktorzy by protestowali i zrobili strajk głodowy, jakby musieli
coś takiego odegrać.

Wpierw był pokaz akrobatów, potem pokaz zręczności.

i uwaga: nowość: film z tym stołem.
Później robili jeszcze dziwniejsze rzeczy, ale mi sie nie udało sfilmować.
W każdym razie nie wiedziałem, że coś takiego jest możliwe. Ale się
skubani obćwiczyli!!!

Z innej bajki:

tak wygląda niedziela i relaks Chińczyków – puszczają się latawice…..
o! przepraszam chciałem powiedzieć… puszczają latawce:

A to jest ładne zdjęcie. Akurat zdejmują z masztu flagę, nie tylko
żeby ją uprać, ale i po to żeby ją zdjąć:

Po zdjęciu flagi Tajwańczycy idą karmić ryby proszkiem do prania. Wygląda
to jak z jakiegoś horroru, tak te biedne wygłodzone ryby się kłębią!

Ponieważ odwiedzający spacerowicze samodzielnie by nie wpadli na to,
czego nie wolno robić, władze przygotowały ściągawkę:

Tutaj pilnują swojego wodza SunYatsena, żeby im go
nie ukradli.

Uczymy się chińskiego (wpis historyczny)

Żebyście nie myśleli, że tu jest tak fajnie i nic nie trzeba robić:

To jest mój zeszycik do pracy domowej:

Tego musze się obryć na jutrzejszą klasówkę, bo inaczej zabiorą mi
stypendium i zamiast studiować sinologię będę musiał przeszukiwać śmietniki (archeologia):

 

A to jest czytanka, którą trzeba czytać:

 

Z innych rzeczy:

To jest chińska kalwiatura. Niektóre rzeczy elektroniczne są tu o połowe
tańsze. Przyjmuję zamówienia na karty pamięci, kamery internetowe (taka
co w Polsce jest za ponad 500PLN, tutaj jest do wzięcia za 240PLN) i
inne drobiazgi. Aparaty cyfrowe są tutaj tańsze o o. 20-30%.
Notebooki o 10-20%

5 października

Nauka: cisną nas straszliwie – prawie codziennie kartkówki. Za tydzień
większy test, na którym będzie trzeba gadać przez 10 minut po chińsku
a oni to nagrają. KURWA.

Co bardzo ciekawe, system motywowania do nauki jest nie przez zastraszenie
i współzawodnictwo, ale przez zachęcanie – jest skuteczny. Wszyscy w
mojej klasie się uczą i zaczyna to wychodzić całkiem dobrze.

Tak wygląda centrum językowe, w którym się uczę. W środku na szczęście
jest klimatyzacja, bo inaczej na te wszystkie gryzmoły, które oni nazywają
językiem, nie dało by się patrzeć.

A to inne wstrząsy: właśniemiałem test z całego miesiąca i co dostałem?
haaa!!!!! 99% z pisania i 93% z gadania!!!

Szprechen zi dojcz?

Poniżej to, z czego się uczyłem. Korzystając z okazji pragnę podkreślić,
że poniższe potrafię już przeczytać na głos ze zrozumieniem.

Co to byłby ze mnie za blogier, gdybym nie dał moim
szanownym czytelnikom okazji do nauczenia się paru słów po chińsku. Otwieram nowy

dział:

Uwaga!

Survival chinese, czyli najbardziej podstawowe zwroty:

Po kitajsku po mojemu a tak naprawdę (żeby nie było że uprawiam dezinformację)
Sun Yat Sen „Wkrótce idę spać” Nazwisko założyciela republiki chińskiej w 1911 r.
parking leśny ? (jak masz chińskie czcionki w systemie, to widzisz) – złoto,metal
Przepraszam uprzejmie, gdzie jest najbliższy gabinet odnowy
biologicznej?
K-WY GDZIE?(dosł. „k-wy – w – jakie miejsce”)

Pogoda i warunki naturalne (wpis historyczny)

Gorąco.

Póki jest jeszcze lato – i zdarzają się upały – przejedźcie się samochodem
z zakręconymi szybami, bez wentylacji. Wystarczy 5 minut takiej jazdy,
żebyście wiedzieli, jak tu jest cały czas! Może po deszczu jest trochę
lepiej. A burza jest prawie codziennie.

Wilgotność jest bardzo wysoka, co w połączeniu z gorącem jest po prostu straszne. Wieczorem o 23.00
potrafi być za to strasznie zimno. Nawet 35stopni celcjusza. Na plus
oczywiście.

Wszyscy Chińczycy wtedy wyciągają z plecaków kożuchy i swetry z owczej wełny. Niektórzy też zakładają rakiety śnieżne, bo czasem temperatura tąpnie do +29 C i ludzie na ulicach zamarzają jak terminatory polane ciekłym azotem.

Inne dzieła natury.

Jeżeli były jakieś trzęsienia ziemi, to nie zauważyłem – a mówili, że są praktycznie codziennie.

Więcej tajfunów ma być na jesieni – nie mogę się doczekać – może będzie mniej smrodu.

Zdjęcia tajfunu:

A tak wygląda okolica uniewersytetu nocą:

Wszystkie wzgórza (na jednym z nich stoję i właśnie robię zdjęcie)
są porośnięte dżunglą. Na szczęście nie ma dzikich stworów, predatorów
i sfrustrowanych zboczeńców. W czasie eksplorowania takich bardzo ładnie
wyłożonych betonem ścieżek nie spotkałem NIKOGO. Nikt z tego parku nie
korzysta, nikt nie spaceruje – ławki daremnie czekają, aż ktoś na nich
usiądzie i zacznie pierdzieć

Pytałem się Chinoli, dlaczego, a oni na to, że po prostu tak jest,
że oni tam nie chodzą.

Dopisane 17 października:

teraz już wiem, dlaczego tutaj nie przychodzą – podobno z drzew zwisają
wielkie pająki. Ja co prawda nie widziałem ani jednego, ale nie mogę
się doczekać. Natomiast parki użytkowane są rano – o bladym świcie przychodzą emeryci i ludzie starsi, aby się wygimnastykować

Pogoda zaczyna się ochładzać. Zima ma być ok. 5-12 stopni Celsjusza
powyżej zera. Śnieg mona zobaczyć tylko na zdjęciach lub filmie. Z powodu dużej
wilgotności powietrza, te umiarkowane przecież temperatury są ponoć
wybitnie dokuczliwe. Zobaczymy.

 

Uwaga: Przeżyłem w piątek 15 października 2004 pierwsze trzęsienie
ziemi!!!!! ZA JE BIOZA !!! 7 W SKALI RICHTERA!

A BYŁO TO TAK:

Siedzę sobie przy Internecie i coś ściagam, a tu nagle biurko się zaczyna
trząść. Myślę sobie: „kto mi tu…???” ale nagle wszystko inne
zaczyna dygotać i ludzie zaczynają spieprzać w różnych kierunkach, najczęściej
w stronę drzwi.

Ci bardziej zorientowani tylko wystawiają dupy spod stołów, bo to właśnie
trzeba robić w czasie trzęsienia: „duck and cover”. Przy czym
zrobili to błyskawicznie, bo jak obok nich truchtałem, aby wypaść z sąsiedniego
pomieszczenia na otwartą przestrzeń, to już przestali się mościć w swoich
„jamach” i tylko się pewnie modlili albo coś.
Jak retrospekcyjna analiza wykazała, byli to Japończycy, przetrenowani w takich atrakcjach przez trzęsienia ziemi i naloty amerykańskie. Potulnie jak psy pokryli się pod stołami na najmniejszy sygnał niebezpieczeństwa.

Wrażenia kapitalne. Polecam wszystkim. Niestety w mojej okolicy trzęsienie
było trochę słabsze, bo góry ekranowały od epicentrum, które było 20
km dalej.

W oficjalnym komunikacie rządowym wszystko zwalili na Alkaidę i lewicujących
komuchów.

* * *

Tydzien temu znowu było trzęsienie ziemi. Tym razem
jednak nawet nie wstawałem od komputera, bo mi się nie chciało.

3 dni później Tajfun – i nie wolno wychodzić z domu.
Tym razem na Tajwanie nie obyło się bez ofiar. Wypłaszczyło 10 osób.

* * *

Galeria Sierpień 2004 (wpis historyczny)

Zdjęcia powiększają się po kliknięciu. Opis pod spodem każdego zdjęcia.

Kategorie są pomieszane: jedzenie (jedzenie!), religijność, ruch uliczny, ludzie,
budynki

Jeśli za definicję „jedzenia” przyjąć – obiekty wkładane do otworu gębowego [otworu wlotowego, będącego początkiem układu trawiennego], to obiekty na poniższym zdjęciu rzeczywiście zasługują na to miano:

 

To jest to ich cholerne ehm…. jedzenie. Błłłeeeeeeeee…….. Powyższy
stragan jest bardzo estetyczny. Zapewniam.

 

W czasie święta duchów, na ulicach stawia się strawy dla zbłąkanych
dusz, które nie przeszły jeszcze na tamten świat, gdyż zbłądziły. W
kotłach pali się substytut pieniędzy (te żółte paczki w głębi) które
pod postacią dymu i popoiołu idą do nieba aby służyć jako środek płatniczy
duchom.

 

 

A to film jaki tu jest w kinie. Sweeeet.

 

 

A to MPO w Taipei.

 

Może komuś kurczak z rożna?

Po raz kolejny błeeeeeee…. Ja chce kotlet schabowy.

Smacznego. Ja do takiego mięsa nie zbliżam się bliżej niż 2 metry. Komuś
może przysłać próbkę?

 

Kurze jajka sprzedaje się na ulicznych straganach. Leżą tak sobie cały
dzień.

 

Kawał:

– Mamusiu, nie chce jeść tego jajka, jest nieświeże.

– Jedz gówniarzu masz zjeść wszystko!

– Ale to naprawdę jest nieświeże!

– Powiedziałam! WSZYSTKO!!

– Ale dziobek też?

Więc ten kawał wcale tutaj nie jest śmieszny, bo Chinole
żrą właśnie takie zinkubowane jajka. Oczywiście nie wszyscy i nie cały
czas, ale czujecie klimat?

A ten koleś na światłach,jak czas przechodzenia już się kończy, zaczyna
dreptać coraz szybciej – jest to komiczne.

 

Święto duchów – na stolikach z darami pali się kadzidełka.

 

Szczelina miedzy domami – slams.

 

Wszystko jasne, prawda?

 

A to ja hotspotuję w środku jakiegoś wielkiego parku, zamiast się integrować z innymi.

 

Jeszcze raz powtarzam –

oni to wszystko żrą w całości!!!
(skóra, kości i wnętrzności!!!)

 

(Zdjęcia w tym dokumencie zostały wykonane przez Katarzynę Pawlak.)

Życie na Tajwanie (wpis historyczny)

4. Mam juz konto bankowe i chińską
książeczkę oszczędnościową, na którą już mi kazali wpłacić 1000 NT$
(dolarów tajwańskich = New Taiwan Dollar) co równa się mniej więcej
polskiej stówie.

Mam też osobistą pieczątkę, która
traktowana jest w bankach jako zastępnik podpisu. Tutaj gość ją robi:
w małej klitce-suter….suretynie, których jest tu pełno.

Jesli chodzi o internet:

90% miasta jest jednym wielkim HOTSPOTEM. Jest bardzo wiele sieci bezprzewodowych w firmach i nie są one zabezpieczone przed anonimowym logowaniem. Z tym więc nie ma problemu. Można po prostu zatrzymać się na ulicy, odpalić notebooka i włączyć się w sieć bezprzewodową i sprawdzić sobie pocztę.

Na specjalne życzenie:

tak wygląda nora, w której się gnieżdżę:

A tak wygląda moje ID:

A tak wygląda kasa:

Jak te dzieci podrosną, to założą mundury i nadal będą dyskutować nad
globusem. Ha ha ha. Jak Hitler.

A to klasyczny polski motyw na innym nominale – jelenie na rykowisku

Ruch uliczny (wpis historyczny)

Nota redakcyjna.
Jest to historyczny, pierwszy post jaki został przeze mnie napisany z Tajwanu.
Przy czytaniu tego postu proszę założyć śmieszna papierowe bambosze dawane w muzeach.
jest to bowiem jeden z przeszłości ołtarzy
[…] I wy winniście mu cześć!

(A. Asnyk)

ruch uliczny:

Zasady pierwszeństwa ustala się w sposób następujący:

P= (m * v * S)^2

Pierwszeństwo = masa razy prędkość razy rozmiar optyczny do kwadratu

W związku z powyższym autobusy mają pierwszeństwo bezwzględne i jeżdżą sobie często środkiem – bo co im zrobisz Polega to mniej więcej na tym, ze ty się patrzysz na jadącego jadący na ciebie i w pewnej chwili jeden pęka i ustępuje. O dziwo można się do tego przyzwyczaić.

Karetki pogotowia stoją w korkach, tyle że wyją.

Motockle i skutery są wszędzie.

RUCH ULICZNY – Reprise:

Kiedy wsiadam do autobusu, staram się usiąść tuż za kierowcą i obserwować przyszłego wroga, czyli ofensywne taktyki wymuszania pierwszeństwa przez autobusy.

Niestety: albo jeżdżą one po prostu jak popadnie, bez żadnej reguły, albo ich odkrycie przerasta moje możliwości.

Niektóre sceny wymuszania pierwszeństwa na skuterach po prostu MROŻĄ KREW W ŻYŁACH. Jedyna regularność jaką odkryłem, to to, że oznakowania namalowane na nawierzchni służą zazwyczaj jedynie jako ozdoby. Przy przekraczaniu jezdni jednokierunkowej należy patrzeć w obie strony (najlepiej jednocześnie, co świetnie ćwiczy mięśnie szyi). Osoba która się do tego nie zastosuje, może się bardzo niemiło zdziwić… widokiem pielęgniarki (skośnookiej) w chwilę (subiektywną) później [bo w tle za pielęgniarką na kalendarzu jest data 2032.
Po miesięcznym doświadczeniu potwierdzam regułę fizyczna określającą zasady pierwszeństwa – tutaj ten jedzie pierwszy, kto jest większy. Po prostu.