Wizyta w Chinach – post historyczny

Pekin – Xi’an – Shanghai

Nie(ch) żyje towarzysz . Mao!!!!! Hip hip hura!

chciałbym tutaj zaznaczyć, że nie wszyscy jednak uwierzyli w odejście przewodniczącego. Dlatego też centralną budowlą na placu Tienanmen jest mauzoleum, w którym możemy uspokoić rozkołatane nerwy i upewnić się, że nie zacznie nam ponownie przewodzić. Zdjęć mauzoleum nie ma, bo chińscy sabotażyści (wypożyczeni z Niemiec robotnicy przymusowi) produkują słabe baterie, które starczają na 10-20 zdjęć. Większość budżetu podróży poszła więc mi na wymieniane co chwila baterie.

————–

A poniżej wielki mur. Jest to raczej DŁUGI mur, bo wielki to on wcale nie jest. Zresztą tak brzmi po chińsku jego nazwa: dosł. „Dlugi
mur”

Też nie mieli chłopaki co robić. Mur został zbudowany, aby osłonić Pekin przed najazdami barbarzyńców z północy.
Ku niepocieszeniu konstruktorów i pomysłodawców, a co dopiero roboli, którzy to budowali, mur w wielu przypadkach nie dowiódł swej skuteczności.

Barbarzyńcy obchodzili go bokiem. HA HA HA!!!!

A to mieszkańcy Peknu – pekińczyki w trakcie nawożenia trawnika. W tle mur zakazanego miasta, czyli miejsca, gdzie żył sobie

cesarz. Lewitujący pies po prawej stronie właśnie skończył rytualny obrządek oddawania czci temu szacownemu miejscu i zaciera ślady swojej tytanicznej pracy.

 

To jest jedna z bram prowadzących do budowli cesarskich – już wewnątrz Zakazanego Miasta.

 

A to żółw morderca. Specjalnie tresowany, wyjątkowo niebezpieczny potwór strzegący wrót pałacu. Już sama myśl o tej bezlitosnej kreaturze rodem z horrorów kat. F odbierała wszelką ochotę do odwiedzania cesarza, który w międzyczasie mógł w spokoju siedzieć na kiblu i czytać książkę  (i nie musiał wstawać, żeby przywitać gości).

 

Toalety z pisuarami wprowadzono do pałacu cesarskiego dość późno, więc drzewo uwidocznione na poniższym zdjęciu zostało bezlitośnie i systematycznie trute przez spieszących z domu do biura cesarzy dynastii Ming (1368-1644) i Qing (1644-1911). Drzewo sponsorowane przez Green Peace i producenta armatury łazienkowej KOŁO jest zatwierdzonym przez UNESCO pomnikiem barbarzyństwa chińskiego na przestrzeni wieków.

A to jest oddział chińskich komandosów, który biega sobie w kółko w wyznaczonej zagrodzie w Zakazanym Mieście.

Jedyną ich funkcją jest, jak podejrzewam, pokazywanie się zagranicznym turystom. Ta demonstracja siły z pewnością sprawi, że Chiny zostaną zaliczone przez evil-doera George’a (evildoer – ang. czyniący zło) do ŚWIATOWEJ OSI ZŁA.

Jako że Chiny nie wysłały swoich wojsk do napadu na rope o pardon na Irak, to w ten sposób jasno zademonstrowały opinii światowej, że wspierają terroryzm.

WOLNOŚĆ DLA TYBETU!!!!!!

Podroż pociągiem do Xi’an

Poniżej uzdjęciowiony pociąg jest bardzo czysty, tani i wygodny. I oczywiście bardzo długi, bo Chińczycy wszystko maja albo
wielkie albo długie za wyjątkiem jednej rzeczy, co jest  powodem ich głęboko skrywanych kompleksów.

Dworzec Xi’an, głęboko w sercu Chin, jest podniesionym do kwadratu stadionem dziesięciolecia. Ludzie śpią na ziemi czekając na pociąg, charchają, plują i robią tłok. Dzikie Chiny.

Ta urocza wtulona w tradycyjną zabudowę restauracyjka już od rana przyciąga klientów unoszącymi się smakowitymi zapachami. Stoliki naśladując jakże odległe paryskie kawiarenki porozstawiane na chodniku. Pełni zasadniczo jedną funkcję: dowodnie pokazuje że ktoś tu je, a więc istnieje szansa, że człowiek przeżyje eksperyment gastronomiczny.

Wzorem ultranowoczesnej zachodniej mody kucharz przyrządza posiłek na oczach klientów. Jest to związane z humanitarną decyzją oszczędzenia życia inspektorom sanitarnym, którzy po ewentualnym wejściu do wnętrza budynku zostali by albo rozszarpani przez szczury albo zeżarci żywcem przez karaluchy-mutanty.

A tak na poważnie to tam jadłem i było smaczne, a niniejsze słowa wcale nie piszę na oddziale gastroskopii lokalnego szpitala.

Do Xi’an jedzie się w sumie po to, aby zobaczyć zagrzebane szczątki jakichś wypieków z gliny. Otóż pewnego razu pod podłogą tej hali targowej MARCPOL odkryto kolejkę za mięsem sprzedawanym z przodu hali (zdjęcie nie obejmuje). Ludzie stoją czwórkami, jak ustalił społeczny komitet kolejkowy.

Shanghai – miasto możliwości

A to jest miasto moloch Shanghai. Tylko jeden komentarz
– Mają rozmach skurwiszony.

Najsłynniejsza i chyba najwyższa budowla w SH to wieża telewizyjna. Z bliska jest tak wielka, że trzeba zdjęcie robić poziomo,
żeby się zmieściła w kadrze.

A z daleka wygląda tak:

I to już koniec kochani. Jeszcze tylko zdjęcie sponsora
wycieczki:

Tomasza P. ps. „król pizzy” – lewej stronie instrumentu władzy ludowej w Pekinie oraz mnie samego – po prawej stronie.

Jak widać powyżej, Chińczycy mundury pożyczyli z filmu o drugiej wojnie światowej (nawet czapki).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.