Floryda, w tym epizod THE BRIDGE IS OUT!

Eksploracja Florydy sprowadzała się do oczekiwania na start sondy kosmicznej, który wyznaczono wpierw na 5 lipca, ale potem przesunięto na 19 lipca.

Początek był piękny – granicę stanu Floryda przekroczyłem w nocy z 4 na 5 lipca, licząc, że zajadę do jakiejś mieściny przy autostradzie, żeby napatrzeć się na fajerwerki i przemarsz weteranów.
Zamiast pokazu fajerwerków zaliczyłem zarąbistą burzę, która doprowadziła do zwarcia w motorze i całkowitego zatrzymania na poboczu w strugach deszczu

Po przeczekaniu nocy w namiocie, cały mokry i zziębnięty, o czwartej nad ranem doturlałem się do stacji benzynowej – motor dało się odpalić z pychu, a żadne lampy oprócz stopu nie działały. Jedyną opcją było przytroczyć do przedniego reflektora latarkę czołówkę. Co też zrobiłem.


(To zdjęcie akurat nie jest moje, bo w chwili przekraczania granicy stanu zaczęło już kropić i nie wyciągałem nawet aparatu. Ku..wa.)

O świcie na szczęście zrobiła się pogoda – wcześniej, tak jak na Księżycu, pogody nie było.

Epizod „pęknięta guma”

Za długo szczęście moje nie trwało. Na dwie godziny przed dotarciem do Centrum Lotów Kosmicznych Cape Canaveral złapałem gumę.

Cała historia jest na osobny wpis, a w skrócie macie to:

po kilku perypetiach i próbie załatania dziury w dętce za pomocą sprayu, dotarłem autostopem do zakładu wulkanizacji. Postanowili mi pomóc. Jeden z pracowników, wielbiciel motorów, zwiózł mój motor z autostrady, przenocował, pozwolił naprawić motor i zmienić olej itp.

Następnego dnia okazało się, że nie da się kupić nowej, więc naprawili starą i kategorycznie odmówili przyjęcia jakiejkolwiek zapłaty.

W czasie poszukiwania dętki miałem okazję po raz pierwszy w życiu żreć śniadanie w amerykańskim stylu:

Wyjaśniam. To bar z typu takich, w których bohaterowie filmów zatrzymują się po chwilowym zgubieniu pościgu, jedzą coś, opcjonalnie dają w mordę lokalnemu osiłkowi, a potem napiwek cycatej kelnerce.

Poniżej: daję napiwek cycatej kelnerce, mówiąc jej, że spełniam moje marzenie o realizacji sceny filmowej. Oczywiście powiedziałem to z pominięciem wątku o cycach – jakąś przyzwoitość trzeba zachować.

Następną czynnością było przebukowanie mojej wejściówki na start rakiety. Z 5 lipca zrobił się 19. Piękne. Zostałem więc skazany na dwa tygodnie czekania… i włóczenia się po Florydzie…

Pierwszy nocleg: na jakiejś opuszczonej posesji. Praktycznie przez całe wschodnie wybrzeże Florydy ciągnie się mierzeja – między nią, a stałym lądem jest pas wody. Ten właśnie pas, obudowany rezydencjami i willami, widać na zdjęciu.

A to poranna kąpiel. Takie bądź bardzo podobne plaże ciągną się praktycznie wzdłuż całego wybrzeża.

Jeden z noclegów: urzekł mnie piękny i cichy zachód słońca i postanowiłem zabiwakować nad brzegiem, poczytać w spokoju książkę i odespać jeżdżenie po 14 godzin dziennie.

Szybko zorientowałem się, że kamień przy brzegu to nie kamień, ale aligator!

Pragnąc upewnić się, czy nie grozi mi nocna ceremonia obrzezania, doczytałem w Internetach, że żadna nocna niespodzianka mi nie grozi. Aligatory to spokojne i stateczne pieszczochy atakujące tylko małe zwierzątka. Są też bardzo płochliwe. Ten mój był ewidentnie ciekawski, więc na wszelki wypadek przed snem obrzucałem go kamykami. Trafiłem tylko raz, ale dopiero po dłuższym czasie w końcu gdzieś sobie odpłynął.

 

Plaża w Pensacola.

Całkowicie opuszoczona i zupełnie różna od tego, co było w filmie Kontakt.

Nocna burza w okolicach Tampa

I słynne Everglades, bagna na południu Florydy.

Posiedziałem sobie tam trochę. W miejscu ze zdjęcia, w głębokiej na około 2 metry wodzie cały czas pływały różne rzeczy. Ledwie po jednej minucie czekania przyuważyłem czterometrowego węża przemykającego pod wodą tuż przy miejscu, gdzie stałem.


Florida Keys

Pogoda raz była, a raz jej nie było.

Zupełnie w kratkę.

 

Obowiązkowym punktem programu pobytu na Florydzie był przejazd przez autostradę znaną wszystkim z filmu Prawdziwe kłamstwa.

 

A to najsłynniejszy kawałek: Seven Mile Bridge.

I zachód słońca przy nim:

Na samym końcu drogi czekała mnie bardzo miła niespodzianka – POLSKIE ŻARCIE!!!!!

Polish Market w Key West:

Wyżerka kiełbachy, normalnego chleba, a nie jakiegoś zasranego CIASTA zwanego „pieczywem tostowym” nastąpiła w trakcie zażywania kąpieli:

Nażarty nie na żarty dotoczyłem się do lotniska w Miami. Stąd miałem zaplanowany wypad do Puerto Rico.

 

minelo6dni

Samolot powrotny się spóźnił. Na szczęście nie było dobitki w postaci kradzieży motoru. Na lotnisku w Miami mój wierny rumak nie dał się ukraść prze 5 dni postoju:


A „jak już wcześniej informowano, w pogodzie na Florydzie jest jeden stały element: deszcz. Waliło jak w czasie potopu – aż ulicy nosem poszło.

Nie pozostało nic innego jak odczekać najgorsze biwakując na parkingu – czytając i obżerając się resztkami zapasów. Przejazd przez Majami odbył się w deszczu – tak jak wjazd na całą Florydę. Tym razem mogłem przynajmniej przeczekać najgorsze pod dachem.

Na plaży trochę na północ od Miami Bitch plaża jest dzielona z żółwiami. Miejsca składania jaj są starannie oznaczane.

Daytona Bitch i wyścig z burzą

Nocleg nad jednym z licznych jezior pomiędzy mierzeją a stałym lądem. Cisza i spokój

I wreszcie! Po 15 dniach czekania, w co wliczam 5 dni na Puerto Rico, w końcu dopadnę wzrokiem startującą rakietę. Oto szczęsna chwila: przybycie do miasteczka Canaveral.

 

Następny chronologicznie odcinek: Nazistowskie rakiety w kosmosie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.