Rozmaite perypetie drogowe i żywnościowe

 

NAPRAWY
Kanada. Nowy przedni reflektor po przepaleniu starego dosztukowany z reflektora od traktora. Ale się zrymowało.
Pomocy udziela handlowiec z hurtowni narzędzi, którą znalazłem w nocy.

Pomoc nie na wiele się zdała. Reflektor padł po 1 dniu jeżdżenia po deszczach i resztę trasy przejechałem z latarką czołówką.

Jazda nocą była jak najbardziej możliwa. Latara świeciła lepiej niż oryginalny reflektor. O proszę:

Naprawa łańcucha w Nowym Jorku:

Po nieudanej próbie jego skrócenia (cały czas się rozciągał), wracając po nocy po prostu go zgubiłem. Rano okazało się, że motor
– nie został ukradziony
– po drugiej stronie ulicy, 30 matrów od miejsca jego czasowego porzucenia, jest sklep z częściami, w którym dało się kupić nowy łańcuch! Dzień wcześniej nie dało się znaleźć takowego – wszystkie sklepy motorowe zamawiały w hurtowni.

Miami Bitch: Zamiast wylegiwać się na plaży, musiałem w deszczu pożyczać narzędzia do nałożenia łańcucha, który – podobnie jak w Ameryce Południowej – niewytłumaczalnie zaczął się rozciągać:

Noclegi i odsypianie:

Wyjazd z lasu w Georgii – świetne, spokojne miejsce do spania

A nocleg po deszczu w Nowym Meksyku skończył się obtoczeniem opony w obwarzanek: błocko + żwir o grubości 2 cm.

 

Planowanie dnia jazdy noclegiem w jakimś określonym miejscu to wyprawa z dupy – równie bezsensowna jak taka bez krateru albo teleskopu. Jechać należy do chwili, aż oczy się zaczynają zamykać. Ze względów bezpieczeństwa, za każdym razem kiedy tak się działo, zjeżdżałem na pobocze na 20-30 minut snu. Żadnego biadolenia, że wytrzymam do najbliższej stacji benzynowej i baru, w którym można odespać choćby przy stole.

Póki nie nauczyłem się drzemać za motorem, ludzie zatrzymywali się i pytali, czy aby nic się nie stało. Jeden gość z Oklahomy:

 

==============================

ŻAREŁKO:
Po przejechaniu The Tail of the Dragon – słynnej trasy motorowej w Tennessee:


Nocny wyjazd z terenów górskich skończył się pizzą i tradycyjnym przyssaniem do gniazdka z prądem:

 

Biwak nad Potomakiem powyżej Harper’s Ferry:

Piekarnia z psimi kupami, a nie normalnym chlebem.

Oto posiłek najbardziej godny upamiętnienia – najlepszy hamburger i frytki, jakie jadłem w czasie całej wyprawy.

 

Przy wyrabianiu wysokich przebiegów trzeba było dożerać coś na szybko – parówki z patriotyczną musztardą:

 

 

RÓŻNE:

Przeprowadzka tuż przed wyjazdem pozwoliła rozszerzyć płynność finansową za pomocą poznajdywanych rozmaitych walut.

Ja ze wszystkimi klamorami w Nowym Jorku – niosę je do motoru po trzydniowej przerwie w jeździe:

Piękne widoczki:

 

 

 

Biwak nad Superior Lake…


Obok historycznego brodu:

 

Słynna droga w Monument Valley

Sklep i stacja benzynowa w pobliżu Albukierki

Nowy Meksyk… czy droga wciśnie się w zachód słońca, czy zboczy w dwie burze po obu stronach…. W końcu zaczęło padać… bateria w przednim reflektorze (latarce) też padła!

Takie żarcie to rozumiem: na początku i na końcu podróży znalazłem się w tej samej restauracji w Williams w Arizonie:

 

Spotkania z policją

1. W muzeum broni pancernej w Fort Lee.

Internat nakłamał, że eksponaty z gigantycznego muzeum broni pancernej zostały przeniesione z Aberdeen Proving Ground (między Nowym Jorkiem a Waszyngtonem) do Fort Lee 1000 km dalej. Po dojechaniu okazało się, że to góno prawda – w Fort Lee było tylko dwa czołgi na krzyż, ruchoma wyrzutnia rakiet i kawałek pociagu pancernego.

Na pocieszenie zostałem złapany przez strażników i policję wewnętrzną za robienie zdjęć. Kazali mi wybebeszyć wszystko z plecaków i sakw, ogąadli wszystkie papierki, paszporty (bo mam dwa), prawa jazdy i zawartość kart pamięci.

Na szczęście nic nie znaleźli.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.