Teleskopy

Aby zakumać śmieszne teksty trzeba obejrzeć film Kontakt, który gorąco wszystkim polecam.
Oto druga moja ulubiona scena:

embedded by Embedded Video

Centralnym punktem całej wyprawy była wizyta w dwóch teleskopach. Pierwszym z nich był VLA, czyli Very Large Array. Jego cechą szczególną jest to teleskop interferometryczny i w dodatku rozciągany:

Z interferometrią chodzi o to, że nie jest to jedna czasza, tylko 27 mniejszych, które działają jak jedna wyrąbista czasza. Kurczenie polega na tym, że teleskop może mieć średnicę 1 albo 27 kilometrów, w zależności od potrzeb chwili.

Tak wygląda komputer sterujący całością. Wcześniej zajmował cały pokój, ale po wymianie na nowszy model została jedna skromna szafka:

A to ja w czasie orgazmu. Po obejrzeniu filmu Kontakt co najmniej 25 razy (dawno straciłem rachubę), zasiadam na fotelu kontrolnym w pokoju sterowania.

embedded by Embedded Video

Jedna z anten o zachodzie słońca

embedded by Embedded Video

Po całym dniu wchłaniania klimatu miejsca poprzez czytanie powieści Kontakt pod jedną z anten, czas było wrócić na drogę.

Zanim znalazłem się na oświetlonej księżycem w pełni szosie

napatrzyłem się na piękny zachód słońca

[youtube qSffUbCxz1w nolink]

Acha, gdyby ktoś jeszcze wątpił w moje uwielbienie dla filmu Kontakt, to tu jest słitfocia z plaży w Pensacoli. Przeawantorowałem się przez ekstra 1200 km tylko po to, żeby ją sobie zrobić.

 

Arecibo

Drugi teleskop czekał na mnie na wzgórzach otaczających Arecibo na wyspie Portoryko. Perypetie z dotarciem na miejsce na piechotę i autostopem opiszę w innym odcinku.

To główny cel misji:

I ja czytający książkę, która zagnała mnie na koniec świata

Oto wiekopomne słowa pisarza…

„Pomiędzy MacDonaldem a niebem sterczała gigantyczna misa wzniesiona wysoko na szkielecie metalowych palców, tak wysoko, jak gdyby miała łowić gwiezdny pył, prószący nocą z Mlecznej Drogi. […]
Wtem misa poczęła się obracać, bezszelestnie, nieprawdopodobnie, i przechylać. I nie była już misą, tylko uchem, nasłuchującym uchem okolonym wzgórzami, które niczym zwinięte w trąbkę dłonie pomagały mu nasłuchiwać szeptu Wszechświata.
Być może to właśnie trzymało ich przy tej robocie – myślał MacDonald. Pomimo tych wszystkich rozczarowań, pomimo daremności wszystkich wysiłków, może właśnie ta ogromna maszyneria, czuła jak opuszki palców, dodawała im sił w zmaganiach z bezmiarem. Kiedy osłabli na swoich nasłuchowych posterunkach, kiedy mgłą zaszły im oczy od wpatrywania się w wykresy, mogli wyjść na zewnątrz swoich betonowych cel i odrodzić swoje przygaszone dusze w komunii z olbrzymim mechanizmem, który im służył, z niemym czujnikiem, wrażliwym na najmniejsze porcje energii, najmniejsze fale materii wiecznie na oślep pędzące przez Wszechświat. To był ich stetoskop, za pomocą którego mierzyli puls wszechrzeczy i odnotowywali narodziny i śmierć gwiazd, ich sonda, za pomocą której tutaj, na małej planecie skromnej gwiazdy na skraju galaktyki, badali nieskończoność.”

… którymi delektowałem się w pokoju kontrolnym teleskopu:

Nie brakowało klimatów z firmu Kontakt. To jest ten sam lub identyczny jeep.

Co prawda pojeździć się nim nie dało, ale za to dali mi w łąpę kask i pozwolili zejść POD antenę – pośrodku nocy. Fantastyczne!

A tak wygląda antena zasnuta nocnymi mgłami:

To jest gość, który mnie podwiózł do samej anteny. Zgarnął mnie po drodze, gdy szedłem na do teleskopu na piechotę. W Arecibo nie dało się wynająć ani motoru, ani roweru.

Zarąbisty akcent na zakończenie wyprawy na Portoryko. Wsiadając do samolotu rzuciłem do stewardesy pytanie, czy dadzą mi posiedzieć na fotelu pilota.
Wzięli mnie przez zaskoczenie – odpowiedź była „nie ma sprawy, siadaj!”

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.