Cz. 8 – Drugie Słońce Peru

Peruwiański klimat na początku Szlaku Inków: pani z bukietem kwiatów zamiast kapelusza.


Pierwszą atrakcją było mijanie się ciężarówki z autobusem.


A tak mniej więcej wygląda szlak. Obliczony jest na 3 noce, 4 dni. W cenniku. W rzeczywistości jest trochę inaczej. Przede wszystkim większość szlaku jest zrobiona współcześnie, gdyż nie zachowały się stare kamienie – rozkradzione przez miejscowych.

================================
A to moja pamiątka: maczeta, którą obmieniłem za lokalną walutę (żeby gość odkupił sobie nową) i na pamiątkę monetę z czasów zaborów. Maczeta ma szczególną wartość: cięła ksztole w Machu Picchu przez co najmniej 10 lat.

Ok: początek szlaku.


Na poboczach rozkwitały pąki białych róż i chaty, wioski oraz zagrody dla lam.

Tu nawet można było płacić VISĄ. ha ha!



Ten moment wyglądał trochę jak atak zombie – trochę było straszno

Ale przez większość czasu można było podziwiać wodospady

albo ruiny inkaskich strażnic.

lub nieużywane fragmenty szlaku.


Czasami szlak przekuto przez środek stały, nad czym pani przewodnik trochę się rozwodziła.

.
A gdy dotarliśmy już do ostatniego obozu, znalazł się czas na lekturę: to moja ulubiona książka w wersji hiszpańskiej.


Nocne obozowisko i posiłek przygotowany przez tragarzy.

Błąkająca się po nocy lama. Zwierzaki te pasą się na trawie, która porasta ruiny jednej z budowli Inków.
Poszedłem tam w nocy popstrykać zdjęcie ruinom i dzwoniącym łańcuchami inkaskim duchom.

Gdy po marszu rozpoczętym jeszcze po ciemku dotarliśmy do miejsca z widokiem na słynny widok…
Może powinienem napisać tak: „Gdy wyszli zza zakrętu ich oczom ukazał się las!”

Innymi słowy zamiast pięknej fotki zabiorę do domu uciętą głowę szefa biura turystycznego, który nas wysłał w deszcz!


Ale jednak nie! Po ok. godzinie zrobiło się słonecznie!

PO zakończeniu zwiedzania zakosztowałem lokalnego specjału: ser + kukurydza. Sraczkę już miałem konkursową, więc nic mi zaszkodzić nie mogło!


U podnóża góry jest miasteczko Aquas Calientes, które ma połączenie kolejowe z resztą świata. Rzeka przepływająca obok huczała tak, że nie dało się prawie rozmawiać

Na torach bawią się dzieci i tętni życie.

Za wyjątkiem chwil, gdy nadjeżdża pociąg.

Okazało się wtedy, że lawina zasypała rano tory, i dlatego właśnie cały obiekt dało się zwiedzać bez konieczności przeciskania się przez ciżbę jak przy ewakuacji Stadionu Narodowego. Większość turystów przyjeżdża tam bowiem pociągiem. FART!
Na zdjęciu: tłumy koczujących ludzi czekają na najbliższy pociąg – 3 godziny.

Kolejny wpis:

cz. 9 – NO A LA CORUPCION!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.