Kangurlandia cz. 2 – Operacja Pustynna burza i poszukiwanie diamentów

Poprzedni odcinek: Kangurlandia cz. 1 geograficzne i astronomiczne uwarunkowania specyfiki australijskiej

Operacja „Pustynna burza”

Przez dwie godziny zblizałem się do burzy, która co chwila rozświetlała się błyskawicami.
Osoba jadąca na motorze powinna w takiej sytuacji przeczekać piorunobicie w bezpiecznym miejscu, gdyż nie jest wyposażona w klatkę faradaya, którą jest zazwyczaj samochód.
Ja jednak zamiast klatki faradaya miałem ułańską fantazję i śmierdzący niewyprany strój podróżnika, postanowiłem więc dzielnie przeć naprzód mimo rzucanych przez los obiektywnych trudności.


.
Po jakimś czasie okazało się, że burzy tradycyjnej towarzyszyła burza piaskowa.


.

Zrobiło się ciemno i zaczął wiać bardzo silny wiatr.

.
Miejscami zaczął padać deszcz…

.

I zachodzić słońce:

.

Kolory zrobiły się jak na Marsie (pamiętam z filmu TOTAL RECALL!, w związku z tym włączyłem sobie soundtraka do słuchania)

.

Te ciężarówki z przyczepami to słynne australijskie ROAD TRAINS, które są w Australii Zachodniej najbardziej ekonomicznym i jedynym sensownym środkiem transportu – kabina z kierowcą ciągnie czasem do czterech przyczep z towarem.
Poniżej patrzyłem jak jedna taka ciężarówa mija mój motor o milimetry.

.

Po zapadnięciu ciemności widać wyraźnie pożary buszu – widziałem je przez dwie noce pod rząd – na przestrzeni ok. 1000 km. Pustynia była całkowicie płaska.

.

A na koniec dnia czekał mnie kolejny biwak w ksztolach.

Dobranoc!

W poszukiwaniu diamentów

Do Iraku Amerykanie przyszli szerzyć ideały ostatniego stadium zdegenerowanej demokracji. Ich deklarowane ideały okazały się jednak równie materialne co iracka broń masowego rażenia (ang. weapons of mass distraction).
W rezultacie amerykańskie imperialisty sterowane przez masonów z Wallstreet, niczym wampiry ssące krew niewinnego dziewczęcia, ssią ropę z ziemi należącej do miłującego pokój narodu irackiego.
Na podobnej zasadzie mi udało się uzyskać wizę turystyczną do Australii. Zamiast zwiedzać muzea, do Australii pojechałem (przyjechałem) w poszukiwaniu diamentów, tudzież innych rud metali.

Diamenty można spotkać (i jest to bardzo radosne spotkanie) w tzw. złożach kimberlitowych – czyli w pobliżu wygasłych wulkanów, których okolice mogą zawierać diamenty w zerodowanym materiale, wyniesionym do powierzchni ziemi przez procesy wulkaniczne… i odwiewanie wiatrem.
Tak więc jadąc przez pustynię, uważnie przypatrywałem się krajobrazowi, szukając okazji na wzbogacenie się.

Proszę bardzo, znalazłem!

A więc ruszamy na poszukiwania! Kilometr dzielący to właśnie przeze mnie odkryte złoże diamentów pokonałem w podniosłym nastroju, śpiewając Bogurodzicę i inne wzniosłe pieśni.

Snułem także plany… Na początek kupię sobie gdzieś prywatną wyspę…

Albo nie! Wpierw spłacę ZUS, potem Urząd Skarbowy, a z tego co zostanie… może starczy na frytki w McDonaldzie.

Wspinaczka zajęła 3 minuty – wulkan był bowiem bardzo wygasły – to znaczy została po nim praktycznie kupa kamieni. Może wysoka na 10 metrów, nie więcej.

Ani na niej, anie przeszukanych skrupulatnie najbliższych okolicach osypiska NIE ZNALAZŁEM ani jednego diamentu! (Myślicie, że bym się przyznał, gdybym jakiś znalazł?)

W związku z tym porozglądałem się po okolicy, i tyle. Ciekawe co było w środku, nie dało się zajrzeć – było zbyt ciemno.

Może jednak są tam diamenty? Hmm… a może by tu… w sumie dobre miejsce, gdzie ja mam papier… jest!

Robiąc pobieżną inwentaryzację zawartości kieszeni w międzyczasie nacharchałem do szczeliny w samym szczycie. Czy ktoś z was napluł kiedyś do środka kateru? Cetralnie mu między oczy? Do tego trzeba mieć cojones, moi drodzy!

—————
Interludium I

GALACTIC NEWS NETWORK

ANNO DOMINI 25 832 456. Kwiecień.

PREZENTER: Witamy państwa, podajemy ostatnie wiadomości.
Sensacja. Po ponad 200 milionach lat odnalazł się autonomiczny próbnik wysłany na odległą planetę SOL-III. Niestety wpadł on do wulkanu w czasie pobierania próbek lawy. Usterka w układzie przechowania energii uniemożliwiło mu wydostanie się z pułapki. Dopiero gdy rdzeń wulkanu zerodował całkowicie,  wystawione na energię płynącą z gwiazdy kolektory słoneczne zebrały ilość energii niezbędną do regeneracji układu napędowego, startu pojazdu i wygenerowania przejścia powrotnego przez hiperprzestrzeń.
Największą sensacją jest jednak próbka biologiczna, jaką sonda zebrała! Otóż analiza wsteczna ujawniła, że jeden z prehistorycznych mieszkańców tej planety, dokonawszy śmiałego czynu zbliżenia się do krawędzi wulkanu, nacharchał do środka, obdarowując nas drogocennym prezentem w postaci próbki materiału genetycznego!
Naszym naukowcom, gdy już ochłonęli z entuzjazmu po tak przełomowym odkryciu archaicznego DNA, udało się zsyntetyzować replikę tej istoty małpokształtnej. Według pierwszych ocen jest to długo poszukiwane brakujące ogniwo między bezrozumnymi zwierzętami, a cywilizowanymi istotami ludzkimi.

Dzięki regeneracji pamięci komórkowej, udało się odtworzyć osobowość istoty w stanie w chwili pozostawiania próbki biologicznej. Teleportujmy się do labolatorium, gdzie trwa gorączkowa praca nad przywróceniem tej mołpoidalnej istoty do życia.

[KSZZ!!! zmiana ujęcia. Labolatorium]

Naukowiec: Re-kreacja organizmu właśnie zbliża się do końca. Użyliśmy całe pozyskane charcho-DNA, aby odtworzyć organizm wraz z jego osobowością z chwili pozostawienia wydzielin jamy gębowej.
Jako dodatkowy bonus mieliśmy do dyspozycji inny prezent. Jest on tak wspaniały, że dochodzimy do wniosku że został umieszczony na zaginionej sondzie celowo aby dostarczyć nam bezcennej wiedzy biologicznej. Dzięki przebogatej próbce uzyskaliśmy nieoceniony choć tylko niepełny wgląd w skład pokarmu, jakim istota się zywiła. Pozyskane DNA pozwoliło na odtworzenie trzech gatunków roślinnych (np. pszenica) oraz dwóch zwierzęcych (krowa i byk). Chojna przesyłka z przeszłości jest sensacją archeologiczną na miarę lokalnej grupy galaktyk…   Przepraszam… O!! już się budzi!! Za 5 sekund nastąpi włączenie świadomości! 5… 4… 3…

REPORTER: Posłuchajmy, co ma do powiedzenia ten osobliwy przybysz z przeszłości!

PRZYBYSZ: ….wa jego mać! Chusteczki zostały przy motorze! Trudno, znowu trza rwać książkę… ZARAZ! Co to? Gdzie ja jestem?
NAUKOWIEC: Witaj, obca istoto! Jesteś w galaktyce M31, labolatorium 23X98V na planecie Wulkan-II.

PRZYBYSZ: O, rozumiem. Uratowaliście mnie przed kolejną turą postkomunistycznych rządów PO! Dziękuję!! A moja planeta?

NAUKOWIEC: Niestety rządy PO obróciły planetę w pustynię, po której chulał wiatr. Potem poszła zupełnie w P**ZDU w czasie pobliskiego wybuchu supernowej. Została tylko opalona na węgiel skała.

PRZYBYSZ: Piękne. I co ja teraz z sobą zrobię?

NAUKOWIEC: Postanowiliśmy odremontować twoją planetę i odtworzyć najlepiej jak się dało, korzystając z zapisów w twojej pamięci.

PRZYBYSZ: A inni ludzie? A… będę miał bezprzewodowy Internet?

NAUKOWIEC: Ludzi nielza jak zrobić. Rozlazłoby się to po całej waszej galaktyce w poszukiwaniu ropy. Wygenerujemy ci tylko kilka tysięcy samic, abyś nie czuł się samotnie. A internet – podłączymy cię do zasobów całej lokalnej grupy galaktyk. Powinno ci wystarczyć.
PRZYBYSZ: LISTO!*
NAUKOWIEC: Aha, aby pomóc ci w konswerwacji twojego organizmu i utrzymaniu homeostazy, na całej planecie co 20 metrów postawimy kible. Na wszystkich kontynentach. Zadowolony? Ta wizja dominowała w twoim umyśle w chwili pozyskania przez nas twojego materiału genetycznego.
PRZYBYSZ: Tak…. W sumie wszystko jedno. Ale zaraz…  A co to mnie tu tak uwiera przy miednicy…
NAUKOWIEC: A! To nasz największy dar dla Ciebie. Wiedząc, w jak wielkiej potrzebie pochodnych celulozy byłeś w chwili obdarowywania nas twoim DNA, zmodyfikowaliśm je i z twojego boku będzie się generować wstęga tak zwanego papieru szer. 18cm. Nasi gen-technicy obliczyli, że prędkość 20cm na dobę  da ci jedną rolkę na tydzień. Czy tyle wystarczy?
PRZYBYSZ: K**WAAAAAA………..!

(Koniec interludium)

* – listo (hiszp.) znaczenie słowa wyjaśnione tutaj i tutaj. W powyższym wpisie nastąpiły zmiany poprodukcyjne, z czego wynikł paradoks czasowy.
————————

.
Rozczarowany i z pustymi rękami, ale przynajmniej raźnym i lekkim krokiem zawróciłem w kierunku pozostawionego na poboczu środka transportu.

Z całej wyprawy jedyne co znalazłem to kawałek kamienia z inkluzjami rudy żelaza!

Moja epicka podróż turla się dalej!

 

NEXT PART: Następny odcinek: Australia 2: radzież motoru oczami Sherlocka Holmesa
Początek podróży tutaj.

One thought to “Kangurlandia cz. 2 – Operacja Pustynna burza i poszukiwanie diamentów”

  1. Zdjęcia burzy zupełnie jak z „Twistera”. Dla uwiarygodnienia akcji i udramatyzowania ujęć proponowałabym dokomponować do kadru jakieś ludzkie postacie; coś na wzór Helen Hunt z rozwianą grzywą (z wiadomych względów Twoje zacne oblicze, pardon, na niewiele się tu zda. No, chyba że na fotkach już po jej ustaniu, jako wymowne ostrzeżenie przed zapuszczaniem się do krain gdzie diabeł mówi dobranoc.) Ale jak widać instynkt samozachowawczy był na miejscu- w przeciwieństwie do życia i wojny w zatoce perskiej, diamenty są wieczne. Więc może jeszcze kiedyś wcielisz się w rolę Jamesa Bonda w krainie kangurów. Myślę, że Hamilton nie miałby sprzeciwu wobec remake’u. Pomyśl o tym na emeryturze, jak już ZUS zacznie Ci zwracać te zaskórniaki, przez które musiałeś obchodzić się smakiem zestawu Happy Meal na rzecz małych frytek. A póki co bierz swe zacne cztery litery w przysłowiowe troki, póki Ci życie miłe. Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.