Kangurlandia – Epilog

Tak więc dokonało się – na przestrzeni czasu mojej wyprawy wchodziłem na góry i zbocza, oglądałem dziwne zwierzęta i penetrowałem jaskinie. Jadąc drogami i wertepami przejeżdżałem przez mosty (a także ich brak) oraz tunele. W zasadzie najeździłem się tak dużo, że jedyny tunel, przez jaki nie przeszedłem, to przewód pokarmowy krokoryla różańcowego (Crocodylus porosus).

Tak więc, objechawszy 13.5 tysięcy killometrów na motorze (jeszcze to czuję w tylnej części ciała), hułubiąc w głowie drogocenne wspomnienia….

————————–

Interludium ostatnie

Dwóch neurotechników Recall paliło papierosy patrząc z ulgą na znikające plecy klienta.
– Wreszcie polazł. Wyobraź sobie, że ten dupek zażyczył sobie wspomnienia z Australii z okresu tuż przed wybuchem III Wojny Światowej
– Co? Przecież tam były same skały nawet przed bombardowaniem atomówkami. Za mało mu widoku pustyń za oknami?
– Jak widać nie. Ale było z nim cyrku… Stary – kilka razy zaczął się ruszać, jakby czegoś szukał. Raz wyrwał mi z ręki notes i zaczął wyrywać kartki.
– Nieźle. Rzeczywiście powinien leżeć jak kłoda przez cały czas. Widocznie w implantowanych wspomnieniach działo się coś bardzo ważnego.
– Ale co? Gniótł dowody rzeczowe? Usuwał kartki z pamiętnika? Zresztą, nieważne! Zaraz zabieramy się za następnego. Widziałeś tego wielkoluda w recepcji? Całe życie pewnie żarł sterydy.
– Widziałem. Zażyczył sobie wycieczkę na Marsa. Założę się, że będzie cyrk. – rozgniótł papierosa. – Dobra! Do roboty – sprawdź klamry mocujące pacjenta – jeszcze będzie się wyrywał w czasie implantu i nas pokaleczy przy okazji.
– Taaa… jest, szefie.

————

pokornie mogę wracać do narzekania na tajwańską gastronomię.

K O N I E C

(The End)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.