Kangurlandia cz. 0 – Prolog: A miało być tak pięknie…

WPIS KU POŻYTKOWI TYCH, KTÓRZY TEŻ CHCIELIBY WYJECHAĆ DO AUSTRALII

Przejechanie taksówką z lotniska 4km (CZTERY!!!!! KM) kosztowało 18AUD (x2.60 = 45PLN). Na szczęście jechałem do spółki z miejscowym gościem, z którym przesiadłem się do autobusu ZKM. Licznik się kręcił jak wściekły pulsar (to taka gwiazda). Nie zrobiłem zdjęcia, bo myśli zaprzątnięte miałem planami natychmiastowego wyskoczenia przez okno taksówki, bez jego otwierania, za to pozostawiając po sobie znany z filmów animowanych przerębel (szerzej opisany we wpisie o Malezji).

A to zakupy na kolacjo-obiad:

– mały słoik drzemu truskawkowego
– puszeczka tuńczyka (smak pieprzowo-cytrynowy, na głodzie nawet smaczny, normalnie bym kijem nie tknął),
– puszka fasoli w sosie własnym (celem generowania poduszki powietrzenej chroniących dolną zabudowę nerek w czasie długotrwałej jazdy na motorze),
– napój owocowy (wypiłem po drodze, bo słońce tu tak wali, jakby właśnie zmieniało się w supernową; butelkę z korko-ustnkiem zachowałem, postanawiając chlać od dziś czystą wodę – jak dzikie zwierzęta)
–  dwa banany
– słoiczek VEGEMITE – czyli takich drożdży z witaminami – specyficzny australijski produkt. Gdy Australia zdawała mi się tylko niespełnialnym marzeniem,  czasem kupowałem ten VEGEMITE, aby (dosłownie) obejść się smakiem przygody.
– 6 bułeczek na hamburgery (ku równie wielkiemu co nieuzasadnionemu rozczarowaniu pieczywo tak podłe, że kompletnie rozpada się przy krojeniu, więc jest nawet gorzej niż na Tajwanie)
– mydło (które w związku z niespodziewanymi wydatkami na wyżywienie, pewnie w którymś momencie zjem razem z papierkiem w dodatku)

Cena tej przyjemności zakupowej:
23.25AUD x 2.6  = 60.45PLN

———
Na myśl tu przychodzi pu-łenta znanego i cenionego kawału:
Przychodzi odpindolona baba do lekarza z pługiem na plecach.  Lekarz na to:
O-rzesz kuRRRwa!
————-

Jakby ktoś wątpił w cenę skromnych zakupów dla matki z jednym dzieckiem, to tu proszę przelicznik:

Tym samym wyjaśnia się, dlaczego  część Australii to pustynie: mieszkańcy, oszczędzając na zakupach żywności, wyżarli kangurom drzewa, krzaki i trawy, mchy i porosty, bakterie i wirusy i wszystko inne co zawiera DNA i wodę (a w końcu kangury też, bo to cenne źródło białka, a poza tym oszczędzili im w ten sposób straszliwej śmierci głodowej). Dziś – za Wikipedią – ” […] Obszar pustynny zajmuje powierzchnię większą niż na jakimkolwiek innym kontynencie; dwie trzecie powierzchni […]

Wyczytałem też, że ceny żywności razy-3 ponad racjonalną wysokość sprawiają, że Australijczycy to najczęściej podróżujący naród świata, i najszczuplejszy za wyjątkiem Etiopii.
Inny przykład: nitki dentystyczne do zębów – 14AUD (35PLN – KURDE!!!). Kupowane są pewnie tylko dlatego, że dentyści też walą ceny jak za zboże, więc tubylcy-desperaci prostą kalkulacją wolą nitki.

Ok, muszę kończyć – idę przegrzebać okoliczne śmietniki (na szczęście niedawno czytałem książkę o archeologii śródziemnomorskiej, więc mam teoretyczne podstawy), zanim rzucą się na nie hordy tubylców i turystów – może coś znajdę na śniadanie.

2 thoughts to “Kangurlandia cz. 0 – Prolog: A miało być tak pięknie…”

  1. Piotrek, trzeba było uprzedzić, wysłałbym Ci paczkę taniego, chińskiego jedzenia z Polski. A próbowałeś może steki z krokodyla? Mają tego dużo na miejscu, więc może będzie trochę taniej…

  2. Australia to piękny kraj. Podróżniku, opisuj tak dalej na wesoło i z humorem bo naprawdę czyta się świetnie. Wrócisz kiedyś do kraju i sobie zjesz jak człowiek, tanio i do syta 🙂 w jakimś obskurnym barze ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.