Floryda, w tym epizod THE BRIDGE IS OUT!

Eksploracja Florydy sprowadzała się do oczekiwania na start sondy kosmicznej, który wyznaczono wpierw na 5 lipca, ale potem przesunięto na 19 lipca.

Początek był piękny – granicę stanu Floryda przekroczyłem w nocy z 4 na 5 lipca, licząc, że zajadę do jakiejś mieściny przy autostradzie, żeby napatrzeć się na fajerwerki i przemarsz weteranów.
Zamiast pokazu fajerwerków zaliczyłem zarąbistą burzę, która doprowadziła do zwarcia w motorze i całkowitego zatrzymania na poboczu w strugach deszczu

Po przeczekaniu nocy w namiocie, cały mokry i zziębnięty, o czwartej nad ranem doturlałem się do stacji benzynowej – motor dało się odpalić z pychu, a żadne lampy oprócz stopu nie działały. Jedyną opcją było przytroczyć do przedniego reflektora latarkę czołówkę. Co też zrobiłem.


(To zdjęcie akurat nie jest moje, bo w chwili przekraczania granicy stanu zaczęło już kropić i nie wyciągałem nawet aparatu. Ku..wa.)

Czytaj więcej

Pola bitew

Wytrwali czytelnicy dawno już odkryli, że atrakcje turystyczne odwiedzane w casie moich wypraw dzielą się na:

  • kwatery i wulkany
  • pola bitew
  • teleskopy i inne obiekty związane z kosmosem

Generalnie dzień bez odwiedzenia czegoś co robiło, robi albo zrobi „BUM!” jest dniem straconym.

A ponieważ Amerykanie również lubią sobie postrzelać, w tym do siebie nawzajem, całym ciągiem atrakcji były wizyty na polach bitew. Oto ich przegląd:

I.  Rewolucja amerykańska

Saratoga – wrzesień październik 1777

To raczej szereg starć, niż pojedyncza bitwa. Całość stała się punktem zwrotnym całej wojny. Amerykanie pogonili kota Brytyjczykom i zmusili ich do kapitulacji. Dodatkowym bonusem było to, że Francja przystąpiła do wojny przeciwko Imperium Brytyjskiemu.

 

Ticanderoga

To fort wybudowany prze Francuzów, a potem przejęty przez Brytyjczyków. W czasie rewolucji amerykańskiej został zdobyty prze Amerykanów i przeszedł z rąk do rąk jeszcze dwa razy. Fort strzegł przewężenia jednego z jezior, w sumie nic nadzwyczajnego.

Nadzwyczajny był za to powód, dla którego zrobiłem dodatkowe 500 km aby to miejsce zobaczyć:
http://youtu.be/k_G8K3JaHU8

Momenty filmu, który naświetlą sprawę:

http://youtu.be/k_G8K3JaHU8?t=50m22s

http://youtu.be/k_G8K3JaHU8?t=1h5m18s

Przysięgam, że to prawda.

Przeprawa promowa  tuż obok fortu była momentem, w którym licznik mojego motoru wskazał, że udało mi się już przejechać 10 000 mil:

Sukces!

 

II. Wojna secesyjna

Na początku lat 60-tych XIX wieku Amerykanie odkryli ropę naftową sami u siebie i rozpoczęła się tak zwana wojna domowa. Mówiąc jak chłop do chłopa: napadli sami na siebie.

Już na poważnie: Amerykanie nazywają ją wojną domową. Ale wojna ta w Polsce nazywana jest wojną secesyjną – trafniej, zważywszy na przyczyny jej wybuchu. W dużym uproszczeniu chodziło o to, że Stany Zjednoczone były federacją. Część stanów stwierdziła, że im się w tej federacji nie podoba. W rezultacie okazało się że wyjść z braterskiej wspólnoty można tylko nogami do przodu.

Harper’s Ferry

Tu wszystko się zaczęło. To historyczne, piękne miasteczko leży tuż przy ujściu rzeki Shenandoah do Potomaku.

Stacja kolejowa, sztuk raz:

Oraz słynny arsenał, na który w 1859 roku napadł John Brown, chcąc wszcząć powstanie niewolników. Także sztuk raz:

Cała sprawa z Brownem zrobiła większe zamieszanie niż nalot policyjny w burdelu o drugiej trzydzieści w nocy z piątku na sobotę. W kwestii niewolnictwa spolaryzowali się wszyscy, którzy spolaryzować się mieli i Jaruzelski w dniu wybuchu wojny powiedział między innymi:

Warunki życia przytłaczają niewolników coraz większym ciężarem. Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów, przebiegają linie bolesnych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści – sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji. […]

Antietam: 17 września 1862

To jeden z najkrwawszych dni całej wojny.

W czasie pierwszej fazy bitwy, poniższe pole kukurydzy przechodziło z rąk do rąk około 15 razy.

„Niby zwykłe pole”, pisze (jest napisane) na tablicy pamiątkowej.


Miejsce innej wyjątkowo krwawej potyczki przy Burnside’s Bridge:

O ofiarach w tej bitwie przeczytasz tutaj.

 

Druga bitwa pod Bull Run

Punktem centralnym bitwy były pozycje obsadzone przez konfederatów w wykopie nieukończonej linii kolejowej.

Taki był efekt całego szukania wykopu:

I około dziesięciu kleszczy. Całe dwa dni później jednego skurwiela złapałem w McDonaldzie jak mi łaził po ręce.

Obyło się bez boreliozy. Resztę skurwysynów podtopiłem Amolem (spirytusem) i wydłubałem ze skóry po nocnej awarii motoru na Florydzie.

Różne ludzie mają hobby.

 

Gettysburg

Oprócz uczestniczenia w odtworzeniu bitwy, zwiedziłem miejsce, w którym bitwa faktycznie miała miejsce 150 late wcześniej.

Poniższe zdjęcie zostało wykonane z Little Round Top – miejsca najbardziej zaciekłej potyczki w tej trzydniowej bitwie.

Obóz odtwórców bitwy, tak zwanych renaktorów:

A to słynny pisarz… ten, jak mu tam… aaa!… Jeff Shaara. Wraz z małżonką, która przedstawiała się jako sekretarka.
Dorobił się gość na pisaniu książek o wojnie secesyjnej. Na polu bitwy pod Gettysburgiem podpisywał swoje książki. Ten to ma dobrze.

 

Chancellorsville i śmierć generała Jacksona

Na poniższym zdjęciu widzicie szlak przemarszu wykorzystany w słynnym, genialnym manewrze generała „Stonewalla” Jacksona.

Szlak był przypadkowo odkrytą drogą, dzięki której Jackson zaszedł przeciwnika od tyłu i zastał go z opuszczonymi gaciami – w trakcie przygotowywania wieczornego posiłku. Żołnierze Północy byli tak wyluzowani, że nie zaalarmował ich nawet widok licznych zwierząt (zajęców, Tomaszów Lisów, słoni i żyraf) wybiegających z lasu w ucieczce przed nadciągającym wrogiem.

Gdy już szale bitwy przechyliły się zdecydowanie na stronę konfederatów, Jacksona ostrzelali i śmiertelnie postrzelili jego właśni ludzie.

Generałowi trzeba było amputować rękę, którą pochowano osobno.  Na tym zdjęciu robię zdjęcie właśnie tej mogi….

KurwAAAAAAAA! bo miałem halucynację, że ręka wydostaje się spod ziemi.

 

A to jest miejsce śmierci generała. Umarł na powikłania i zapalenie płuc w kilka dni po otrzymaniu rany:

 

Mordowanie Indian i chwilowy zgrzyt pod Little Big Horn 25 czerwca 1876

Któż z nas nie słyszał o słynnym generale Custerze? I o jego arogancji, przez którą doprowadził do rzezi własnych podkomendnych?

 

Cmentarz w Little Big Horn

Droga wzdłuż grani (?) wzgórza.

Pomnik upamiętniający poległych morderców rdzennych Amerykanów:

Po obu stronach drogi poustawiane są kamienie nagrobne – podobno tam, gdzie padli, tam ich pochowano.

A to nagrobek samego Cuslera:

Na nagrobkach prawdziwych Amerykanów (tzn. prawowitych właścicieli tych ziem), jest napisane: „zginął broniąc swojej way of life” – te słowa dobrze trafiają do Amerykanów.

 

Alamo:

To zdecydowanie najbardziej symboliczne miejsce, żyjące w zbiorowej świadomości Amerykanów.

Udało mi się zrobić pikne, późnopopołudniowe zdjęcia fasady tego budynku.

 

Cannonball z VLA do Gettysburga

Jeden z głównych celów wyprawy: przejazd przez Oklahomę w sezonie tornad!

To są ślady po F-5, które przeszło miesiąc wcześniej

 

Bicie rekordu przebiegu!

To, co nie udało się w Australii (deszcz, koleiny i zmęczenie uziemiły mnie na 976 km) i w Argentynie (padło łożysko), udało się w USA. Przebiłem barierę 1000 km dziennie.



641 mil = 1031 km!

Wtedy strasznie się podnieciłem i byłem dumny. A później jeszcze dwa razy udało mi się przebić tą magiczną barierę.

 

Most w St.Luis

Kulminacyjnym momentem przejazdu przez stan Kentucky była wizyta w oczywistym w tych okolicznościach miejscu:

Koniec! Ale triumfalny

Za doliną śmierci wznoszą się piękne, porośnięte drzewami góry.

A na wysuszonych na wiór nadmorskich równinach można napotkać masę ciekawostek – źródeł bogactwa Kalifornii. Między innym liczne polan naftowe.

A już zupełnie blisko Los Angeles zaczyna się kraina bogactwa i luksusu. Ostatnim etapem był przejazd o zachodzie słońca przez Malibu Coast.


Koniec! Triumfalny powrót:

Na sam koniec motor prawie się rozpadł na kawałki:


– bieżnik tylnej opony był zjechany tak, że widać było obszary zupełnie bez gumy
– nie działała lampa przednia
– kierunkowskazy na skutek przebicia działały tylko na bardzo wysokich obrotach i tylko przednie
– tablica rejestracyjna zginęła gdzieś w Arizonie – przez trzy stany (ponad 1000 mil) jechałem bez blachy
– klocki w przednich hamulcach całkowicie zużyte do metalu. Heblować się dawało tylko w dużej potrzebie.

Tradycyjne zdjęcie robione ręką kolejnego właściciela motoru:

I pożegnanie z buciorami, które kopały się z drogą nie tylko przez całe US&A ale i siedem krajów Ameryki Południowej. Łącznie 41 000 km!

Rozmaite perypetie drogowe i żywnościowe

 

NAPRAWY
Kanada. Nowy przedni reflektor po przepaleniu starego dosztukowany z reflektora od traktora. Ale się zrymowało.
Pomocy udziela handlowiec z hurtowni narzędzi, którą znalazłem w nocy.

Pomoc nie na wiele się zdała. Reflektor padł po 1 dniu jeżdżenia po deszczach i resztę trasy przejechałem z latarką czołówką.

Jazda nocą była jak najbardziej możliwa. Latara świeciła lepiej niż oryginalny reflektor. O proszę:

Naprawa łańcucha w Nowym Jorku:

Po nieudanej próbie jego skrócenia (cały czas się rozciągał), wracając po nocy po prostu go zgubiłem. Rano okazało się, że motor
– nie został ukradziony
– po drugiej stronie ulicy, 30 matrów od miejsca jego czasowego porzucenia, jest sklep z częściami, w którym dało się kupić nowy łańcuch! Dzień wcześniej nie dało się znaleźć takowego – wszystkie sklepy motorowe zamawiały w hurtowni.

Miami Bitch: Zamiast wylegiwać się na plaży, musiałem w deszczu pożyczać narzędzia do nałożenia łańcucha, który – podobnie jak w Ameryce Południowej – niewytłumaczalnie zaczął się rozciągać:

Noclegi i odsypianie:

Wyjazd z lasu w Georgii – świetne, spokojne miejsce do spania

A nocleg po deszczu w Nowym Meksyku skończył się obtoczeniem opony w obwarzanek: błocko + żwir o grubości 2 cm.

 

Planowanie dnia jazdy noclegiem w jakimś określonym miejscu to wyprawa z dupy – równie bezsensowna jak taka bez krateru albo teleskopu. Jechać należy do chwili, aż oczy się zaczynają zamykać. Ze względów bezpieczeństwa, za każdym razem kiedy tak się działo, zjeżdżałem na pobocze na 20-30 minut snu. Żadnego biadolenia, że wytrzymam do najbliższej stacji benzynowej i baru, w którym można odespać choćby przy stole.

Póki nie nauczyłem się drzemać za motorem, ludzie zatrzymywali się i pytali, czy aby nic się nie stało. Jeden gość z Oklahomy:

 

==============================

ŻAREŁKO:
Po przejechaniu The Tail of the Dragon – słynnej trasy motorowej w Tennessee:


Nocny wyjazd z terenów górskich skończył się pizzą i tradycyjnym przyssaniem do gniazdka z prądem:

 

Biwak nad Potomakiem powyżej Harper’s Ferry:

Piekarnia z psimi kupami, a nie normalnym chlebem.

Oto posiłek najbardziej godny upamiętnienia – najlepszy hamburger i frytki, jakie jadłem w czasie całej wyprawy.

 

Przy wyrabianiu wysokich przebiegów trzeba było dożerać coś na szybko – parówki z patriotyczną musztardą:

 

 

RÓŻNE:

Przeprowadzka tuż przed wyjazdem pozwoliła rozszerzyć płynność finansową za pomocą poznajdywanych rozmaitych walut.

Ja ze wszystkimi klamorami w Nowym Jorku – niosę je do motoru po trzydniowej przerwie w jeździe:

Piękne widoczki:

 

 

 

Biwak nad Superior Lake…


Obok historycznego brodu:

 

Słynna droga w Monument Valley

Sklep i stacja benzynowa w pobliżu Albukierki

Nowy Meksyk… czy droga wciśnie się w zachód słońca, czy zboczy w dwie burze po obu stronach…. W końcu zaczęło padać… bateria w przednim reflektorze (latarce) też padła!

Takie żarcie to rozumiem: na początku i na końcu podróży znalazłem się w tej samej restauracji w Williams w Arizonie:

 

Spotkania z policją

1. W muzeum broni pancernej w Fort Lee.

Internat nakłamał, że eksponaty z gigantycznego muzeum broni pancernej zostały przeniesione z Aberdeen Proving Ground (między Nowym Jorkiem a Waszyngtonem) do Fort Lee 1000 km dalej. Po dojechaniu okazało się, że to góno prawda – w Fort Lee było tylko dwa czołgi na krzyż, ruchoma wyrzutnia rakiet i kawałek pociagu pancernego.

Na pocieszenie zostałem złapany przez strażników i policję wewnętrzną za robienie zdjęć. Kazali mi wybebeszyć wszystko z plecaków i sakw, ogąadli wszystkie papierki, paszporty (bo mam dwa), prawa jazdy i zawartość kart pamięci.

Na szczęście nic nie znaleźli.

 

 

 

Dookoła wielkich jezior

 

Niagara i Kanada

Kanada to piękny kraj. Tylko zimny. Już na początku sierpnia zimno jak w psiarni.
Każdy postój na stacji benzynowej trzeba było połączyć z piciem czekolady na gorąco, trzymanej w rozklekotanych od zimna rencach… przyczepionych do rozklekotanego od zimna ciała.

Jak łatwo się domyślić z powyższego akapitu, Kanada położona jest bliżej bieguna niż US&A.

Jest częścią kolonialnego Imperium Brytyjskiego i budzi głęboką nienawiść społeczeństwa postępowych Stanów Zjednoczonych.

<iframe width=”560″ height=”315″ src=”//www.youtube.com/embed/DBpgcZ1zYJs” frameborder=”0″ allowfullscreen></iframe>

 

Największą atrakcją Kanady, oprócz braku lata i komarów, jest słynny wodospad Niagara.

Szum lejącej się wody towarzyszył mi przez całe 1000 mil jazdy dookoła Wielkich Jezior.

A całą drogę pokonałem bez przedniej lampy, która na słynnym Rainbow Bridge, na granicy Kanady i USA, definitywnie się przepaliła.

Już po zmroku, z przyczepioną na plastry latarką czołówką, dotarłem do otwartej do późnej nocy firmy sprzedającej narzędzia. Jej pracownik dał mi na noc narzędzia, wywlókł na zewnątrz przedłużacz i pozwolił biwakować na trawniku za budynkiem.

Nocą postanowiłem bawić się motocyklem:

Rano zaczęła się jazda po zimnicy. Na zmianę świeciło słońce i padał deszcz. Ale to moja wina, bo przemieszczałem się cały czas, a to słońce i deszcz stały w miejscu – tak przynajmniej gadali miejscowi.

Aparat wyciągałem wyłącznie w tych chwilach, w których nie padał ponury, uciążliwy, listopadowy deszcz, niech was więc nie zmylą piękne widoczki poniżej.

Takie jak ten

i ten

i pozostałe

Na koniec, już przy przekraczaniu granicy do USA, Amerykańscy Imperialiści poddali mnie szczegółowemu przesłuchaniu. Ja też im się odgryzałem pytaniami – powiedzieli, że za bardzo wyróżniałem się na tle ruchu lokalnego. ha ha!

Dodam, że to drugi raz kiedy Amerykańcy wybebeszyli mi całe bagaże. Pierwszy raz stało się to w forcie Lee, do którego wjechałem żeby porobić zdjęcia czołgów. Tam to już sprawdzili wszystkie numery pojazdu, a wszystkie powyciągane z sakw klamoty oglądali z trzech stron.

 

West Point i Staw Walden

West Point

Każdy naród ma prawo do samoobrony. Ale niektóre narody są równiejsze i mają też prawo do trzymania reszty świata za mordę. Jednym z nich jest Imperium Amerykańskie. A narzędziem, które służy temu szczytnemu celowi nie są kwiaty i cukierki, ale… ARMIA!

Scenariusz interwencji zagranicznych, oprócz wpadek takich jak w My Lai, wygląda zwykle tak:

708ce2f1c009e166b06ef0b0ab94855c_original

A z punktu widzenia obywateli USA, którzy często nie doceniają roli armii w procesie pozyskiwania i dystrybucji paliwa do swoich samochodów, wygląda to tak:

 

Ale wracając do wyprawy…

Każdy atak na instalację wojskową należy przeprowadzać rano. Posłuszny tej dyrektywie pojawiłem się na tyle wcześnie, żeby tamci jeszcze nie ukończyli przygotowań. W żargonie wojskowym nazywa się to, że trzeba ich zaskoczyć z opuszczonymi spodniami.

Nie do końca mi się ta sprawa udała, bo przyjechałem za wcześnie spędziłem pół godziny na parkingu czekając na pierwszą tego dnia wycieczkę z przewodnikiem.

Pierwszy obiekt, który oglądaliśmy, to kościół dla kadetów:

W sumie na tą wycieczkę nie było warto się zapisywać. Musiałem wejść na teren szkoły indywidualnie, żeby sobie popstrykać fotki. Najśmieszniejsza jest ta poniżej. To generał Patton – znany ze swojej nienawiści do komunistów.
W czasach gdy był kadetem w West Point, nigdy nie mógł znaleźć biblioteki. Stąd jego pomnik stoi właśnie przy niej. „Tu, gdzie jest, cieszy moje oko” – jak powiedział znany z wielkiego poczucia humoru Jabba the Hut.

A sprawą, z którą tam się pojawiłem było wykonanie zdjęć pozostałościom fortyfikacji z czasów Rewolucji Amerykańskiej. Fortyfikacje te projektował Tadeusz Kościuszko. Co wykonałem!

Poniżej szacownych budynków kampusu, przy dokach, trwało szkolenie z bronią dla szeregowych żołnierzy. Nie zgodzili się na to, aby robić zdjęcia. A szkoda, bo bawili się wszystkim co normalnie możemy oglądać na filmach o Iraku czy Wietnamie: CKM-ami M-60, granatnikami itp.

To co mi się udało to trochę pogadać z żołnierzami, którzy akurat mieli przerwę na lancz, oraz  z ich dowódcą. Szkoleni kadeci  to generalnie były dzieciaki po 14-15 lat. Niesamowite wrażenie. Całość przywoływała na myśl kwiat młodzieży niemieckiej w czterdziestym piątym. Podpowiem, że chodzi mi o kraj który równie przychylnie podchodził do spraw eugeniki co właśnie Amerykanie – zresztą właśnie na Amerykanach wzorowano sobie ideologie rasowe tego tajemniczego kraju.

 

Walden

Tak dobrze zaczęty dzień trzeba było skończyć jeszcze lepiej.
Nie licząc absolutnie najważniejszego punktu programu, teleskopu w Arecibo, drugim absolutnie najważniejszym miejscem, które chciałem zobaczyć był staw Walden, nad którym mieszkał słynny kolega pisarz Henry David Thoreau.

Ten podpalacz lasu (bow tej kwestii denundjuje go tłumacz polskiego wydania książki Walden) znany jest w Polsce dzięki filmowi Stowarzyszenie umarłych poetów.

Na miejsce dojechałem tuż przed burzą o zachodzie słońca – nie dało się wymyślić bardziej idealnej pory na odwiedzenie tak ważnego miejsca.

Tak wyglądał sam staw tuż po burzy – obłoki odbijające się w jeziorze były intensywnie żółte. Piękne, że tylko płakać jak w filmie Bedazzled

http://youtu.be/VSrws897-pk?t=2m29s

 

Samo miejsce po chacie wygląda tak:

A słynny fragment czytany w filmie…. tak!

Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, pragnąłem żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję, aby wykorzenić wszystko co nie jest życiem, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem…

 

————————-

Aha…..