10 000 mil

Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej!

Zwracam się dziś do Was jako żołnierz i jako szef (jednoosobowej, ale zawsze!) wyprawy motorowej. Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Wyprawa nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury finansowania żarcia przestają działać. Gasnącej gospodarce zadawane są codziennie nowe ciosy (wachę trzeba kupować). Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem….

Ale ZARAZ!!!
Dostajemy nowe informacje….

TAK!!!!
Doczekaliśmy odsieczy!!!!!

Z jankeskim zgrzytem gąsienic na pole bitwy wpada…..

Hiszpańska inkwizycja!!!!!!!!

Albo nie!

POLSKA HUSARIA!!!

Tu jest właściwe miejsce na rozproszenie ohydnych oszczerstw i kalumnii rzucanych przeciw tym szlachetnym jeźdźcom apokalipsy.

Przede wszystkim motocykliści to ludzie pełni entuzjazmu dla higieny osobistej:

Po drugie, posiadają niezwykle wyrafinowane poczucie humoru:

Po trzecie,

względem punktu drugiego istnieje jeden wyjątek. Poniższy kawał nie jest śmieszny:

Q: What is the difference between a Harley-Davidson and a vacuum cleaner?
A: A vacuum cleaner can carry only one dirt-bag.

Aha, i po czwarte i najważniejsze. Motocykliści to najłagodniejsi, najwrażliwsi ludzie pod słońcem, jak poucza nas film Raising Arizona:

embedded by Embedded Video

A już zupełnie na poważnie, albo prawie na poważnie, to braterska pomoc i gościna klubu motorowego Husaria uratowała moją wyprawę.

Pod PIĘKNIE SZELESZCZĄCYMI husarskimi skrzydłami (teraz już wiadomo z czego są zrobione) mogłem ze spokojną głową odwiedzić ostatnie z ważnych miejsc zapisanych w planie wyprawy: staw Walden w Concord pod Bostonem.

 

Pytał się jeden z was, dlaczego jeżdżę na wyprawy. Właśnie dla tego, co ten poeta napisał:

Dopisane następnego dnia:

10 000 mil wybiło dokładnie na promie przy forcie Ticandoroga.

 

Dziś… Kanada!

W drogę mi!