Wyprawa noworoczna 2011

Z deszczowego Tajpej trzeba się raz na jakiś czas wyrwać po porcję witaminy A, czy której tam, która powstaje pod wpływem Słońca, czyli gwiazdy najbliższej Ziemi.
Wieczorno-nocna wyprawa

zakończyła się sukcesem. Światło na końcu tunelu nie okazało się pędzącym z naprzeciwka pociągiem pancernym, ale słońcem.

Jak zwykle moja droga prowadziła przez szereg niebezpieczeństw.

Przejechałem też przez dywan w salonie jaskiniowców.

Nagrodą był piękny kurort ukryty w dolinie pośrodku do niedawna (80 lat) całkowicie niedostępnych gór.

Drogę wykupi Japońce, władające Tajwanem 100 lat temu. Wzdłuż obecnej asfaltówki można się natknąć na wiele dawnych, częściowo nieczynnych szlaków wspinaczkowych

Które są cudne.

I kończą się często tak:


Akurat w tym miejscu stwierdziwszy w czasie robienia zdjęcia że zaraz kolejny kawał zbocza może runąć w dół, miałem niezłego stracha. Zapewniam, że robi wrażenie znacznie lepiej niż na zdjęciu.

Aby dotrzeć do tych urokliwych zakamarków, z narażeniem życia przedzierałem się przez chaszcze i zagrożone osunięciem zbocza, więc proszę o słowa zachęty.

Więcej zdjęć wkrótce.
Dobranoc!