Latamy samolotem

Nie wszyscy zdają sobie pewnie sprawę, że aby dotrzeć na miejsce kolejnych wypraw należy posłużyć się samolotem.

A z tym bywa różnie. Oprócz wspaniałych widoków, na podróżnego czycha szereg zagrożeń.

Terroryzm

Gdy zobaczyłem tego pana, byłem pewien, że szuka soczewki kontaktowej.


Pobiegłem pomóc. Nagle coś mnie tknęło… Tak! To terrorysta! Modli się o dynamit.

Zatrzymałem się aby przemyśleć sytuację. Jak podejdę to:
1. Zasztyletuje mnie nożem do kastrowania wielbłądów w kształcie półksiężyca.
2. Dostanie furii, gdy się go spytam czy umie jeździć na wielbłądzie
3. Będzie chciał ożenić mnie ze swoją córką (brzydką jak wielbłąd), oczekując że zmienię wyznanie na Islam.
Oddaliłem się chyłkiem.

Współpasażerowie

Niestety najczęściej trafia mi się to – spasiony, spocony i rozpychający się Turek.

Drań zajął moje ulubione miejsce przy oknie.  Dobrze że przynajmniej nie pierdział na głos w czasie tego swojego snu, a ja mogłem się przesiąść na dalsze siedzenie.

Czasami jednak – bardzo rzadko – trafia się coś fajnego i da się zagadać:

…nadal jednak częściej jest źle albo bardzo źle. Dla ilustracji, po to, żeby zrobić piękne zdjęcie chmury burzowej z zachodem słońca w tle

musiałem przez cztery godziny znosić stukanie łokciem jakiegoś starego wiercącego się babsztyla.

Przewóz towarów niebezpiecznych

Zastanawiacie się pewnie kochani, co da się przewieźć samolotem. Otóż wiele. Za tym razem lecąc do Polski myślałem, żę pobiję rekord: dwa noże i dwa toporki. Niby wiele, ale w drodze powrotnej zapakowałem:

chełm rycerski:

– miecz (wystawał cały czas z plecaka jak u Wiedźmina)
– napierśnik pancerny (sztuk jedna)
– rękawice pancerne (komplet)
– nóż (kosa)

Przeczołgałem się z tym wszystkim przez 6 samolotów.
Ale się goście na bramkach bezpieczeństwa dziwowali. Kazali pokazywać, opowiadać. Generalnie sprawa była tak nietypowa, że nie robili żadnych problemów, a w zamieszaniu nie zwrócili uwagi na nadbagaż.

A oto garść pięknych obrazków już bez pretensjonalnych tekstów:

Bezpieczeństwo

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym na koniec wpisu dodał pożytecznych wskazówek, służąc własnym doświadczeniem tym spośród czytelników, którzy nie przelecieli się jeszcze samolotem.

Powyższy zestaw znaków należy rozumieć następująco:

1. Jak się wasz samolot roztrzaska z hukiem …
2. a przy impakcie flaki wam wylecą mordami
3. my sobie spokojnie przyjdziemy i zapierdzielimy wam bagaże, zupełnie tak jak ruskie specsłużby, które okradły z kart kredytowych ofiary ze Smoleńska.