Praktyka społeczna na Tajwanie i w Polsce

Jako słynny socjolog mogę teraz pouczać innych nt. przejawów życia społecznego w różnych punktach kuli ziemskiej. Tak więc szanownych czytelników (chociaż może powinienem powiedzieć „szanownego czytelnika”, bo z tego co widzę to tylko jedna osoba czyta to co tu wypisuję) czeka seria gawęd ogólno-socjologicznych.

Cóż to takiego praktyka społeczna?

To pewne ogólnie reprodukowane schematy zachowań, powszechne i „oczywiste” w danym społeczeństwie bądź kulturze. Praktyka może być taka, że
– ludzie żyją ze sobą w większej harmonii i zaufaniu, bądź też
– patrzą na siebie wilkiem na każdym rogu.
Prosta ilustracja: jeśli w kinie nie ma miejsc numerowanych, przy wchodzeniu na salę robi się bitwa pod Grunwaldem. Jeśli miejsca są numerowane, każdy grzecznie siada na miejscu, jakie zdołał wytargować u pani kasjerki.

Kumacie? To lecimy:

Kolejki na poczcie

Tajwan
Na każdej (KAŻDEJ!) poczcie jest system numerków – tak jak u nas w Warszawie na poczcie głównej. Chamstwo nie ma prawa zaistnieć.

Polska
Robią się często dwie kolejki do dwóch okienek, ale czasami ktoś stanie sobie pośrodku, albo zacznie się wpychać. Albo nie wiadomo, czy jest jedna, czy dwie. Albo zaraz przyjdzie ktoś kto powie, że tutaj stał ale tylko na chwilę (godzinę) wyszedł postać w kolejce do mięsnego. W rezultacie człowiek jest wkurzony na chamstwo i generalnie uczucie jest niezbyt przyjemne.

Sprzedaż na lewo i szara strefa

Tajwan
Jest tu tak, że numery paragonów uczestniczą w loterii – można wygrać 20 zeta (w przeliczeniu) jeśli trzy ostatnie cyfry będą zgadzać się z wynikami losowania, a nawet 100 tysięcy, jeśli będą zgadzać się wszystkie.
Rząd tą loterię wymyślił, żeby ludzie nie sprzedawali towaru bokiem. No bo jak nie dawać paragonów, skoro ludzie  ciułają świstek do świstka, żeby raz na dwa miesiące (bo co tyle jest losowanie) starannie wszystkie przeglądać w nadziei na łatwy szmal. Poniżej moja sterta z wakacji (lipiec-sierpień):

A tak wygląda w zbliżeniu szczęśliwie wygrzebany zwycięski papierek:


W tym cyklu zbieractwa udało mi się wyjątkowo – wygrałem aż 3x po 20PLN.

Żeby jeszcze za to dało się kupić jakieś normalne jedzenie!

Polska
Szara strefa rulez – a to dzięki złodziejskiej wysokości podatków.

.

.

Kible w miejscach publicznych

Na Tajwanie i w Chinach w większości miejsc, choćby na stacjach metra i w pociągu, są kible wbudowane w podłogę – czyli kucane. Czyli bezkontaktowe. Czyli jest realnie możliwe, żeby się w pociągu wys…  a zresztą, i tak dzieci tu nie zaglądają.  WYSRAĆ!! się można w pociągu, bez zakładania kombinezonu kosmicznego!

Dzięki temu na Tajwanie większa jest statystycznie ilość ludzi uśmiechniętych.

Polska


Za tysiąc lat nikt nie ośmieli się w Polsce pomyśleć, że takie kible w podłodze to dobra rzecz. DLACZEGO? pytam się! Dlaczego!

Bo taka jest praktyka społeczna i jej się nie da zmienić. Co dobitnie da się podsumować słynnym chińskim powiedzeniem z tego wpisu.

Dla leniwych powtarzam:


chinese_gougaibuliaochishii

co się przekłada na:
?Pies nie może zmienić [tego, że] żre [najczęściej własne, nie wiem czy to na szczęście] kupy.?

Z Tajwanu pisał do Was mgr Peter

Ogłoszenie: "Szukam żony. Może być żółta"

Tak, przyszedł czas na zajęcie się tym jakże ważnym tematem! Nie będzie to jednak jakiś świński wpis o domniemanych różnicach anatomicznych między postaciami z anime jakie zamieszkują Tajwan czy Japonię, a kobietami w Polsce.
Będzie to natomiast poważna socjologiczna analiza (magister socjologii jestem!) i zestawienie różnic społecznych i psychologicznych, jakie istnieją i prędzej czy później wejdą w drogę osobom spragnionym egzotycznego związku.

Związek taki wymaga bowiem nie tylko odwagi


ale i dobrze ugruntowanej wiedzy.

Znalezienie sobie zagranicznej dziewczyny będzie najczęściej nie spełnieniem marzeń, ale odkryciem, że marzenia te były nierealistyczne, a egzotyczna miłość była tylko sposobem na wyrwanie się ze środowiska, które człowiek chciał tylko zmienić z innych powodów (np. takiego, że nikt go nie rozumiał albo nie doceniał).
Grunt to wiedzieć, czego się chce. A więc zaczynamy!

—————-
Teraz na poważnie: wpis kieruję do tych, którzy myślą o poważnym związku, a nie okazyjnym dupczeniu. Jeśli to leży w zakresie umiejętności czytelnika, proszę oddzielać warstwę humorystyczną (formę) od poważnych przemyśleń (treść pomocowa) – zgodnie z cytowanym  przeze mnie słowem Kisiela:

Moim zdaniem, poważny jest człowiek, który nie odnosi się poważnie do rzeczy niepoważnych, niepoważny jest natomiast ten, który rzeczy niepoważne traktuje poważnie.? Stefan Kisielewski

——————-

Dawno nie było lekcji chińskiego, więc na początek nauczam was obRYŻać Chińczyków.

Chińska tysiącletnia mądrość ludowa mówi:
Łatwiej zmienić bieg rzeki i przesunąć górę; trudno zmienić pierwotnie nabytą  naturę człowieka
:

Po usłyszeniu powyższych słów należy wpaść w wyniosłą zadumę nad sensem życia i ludzką naturą na przestrzeni dziejów.

W życiu codziennym jednak można – a czasem trzeba – inaczej. Jeśli przyjdzie nam zadać się z osobą „niereformowalną”, można jej powiedzieć:

co się przekłada na:
„Pies nie może zmienić tego, że żre [najczęściej własne, nie wiem czy to na szczęście] kupy.”

Po padnięciu tych słów, zależnie od sytuacji, może dojść do różnych wariantów, z mordobiciem włącznie, choć rękoczyny są u chińczyków bardzo wyjątkowe. Z całą pewnością, jeśli słowa zostaną wypowiedziane odpowiednio dobitnym tonem, osoba której one dotyczą, śmiertelnie się obrazi, nawet jak nic nie odpowie. Redakcja zrzeka się odpowiedzialności za eksperymenty czytelnika!

Amerykanie mają ukute inne powiedzonko. Pochodzi bodajże z kawału, w którym nauczycielka każe uczniom wymyślić zdanie z trudnym wyrazem ‚horticulture

Jasio (little Johnny) wymyśla więc all’istante* coś takiego:
‚You can lead a whore to culture but you can’t make her think’.

Sugeruję, aby zagłębić się w powyższą życiową mądrość przed dalszym czytaniem.

(* – wł. = natychmiast; uczta się języków, chłopy)

Tekst Johnnyego wpisuje się świetnie w angielskie porzekadło: You can lead a horse to water, but you can’t make it drink”

A Polacy nie gęsi, i tez mają swoje: Co matka śpiewa do kołyski, rozbrzmiewa echem w trumnie.
(Jeśli ktoś zna oryginał tego powiedzenia, proszę o kontakt)

———————————

Nauka jaką powyższe mądrości niosą jest taka:

Proces przyswajania podstawowych zachowań społecznych, religii itp jest [w zasadzie] NIEODWRACALNY.
Jeśli człowiek wsiąknie we WŁASNĄ (pierwotnie nabytą) kulturę, przeskok do innej, będzie niemożliwy. Będzie mógł IMITOWAĆ zachowania zewnętrzne, jednak w środku zostanie głębokie i niezmienialne poczucie oczywistości tego, co widział w dzieciństwie.

Dobrym słowem opisującym tą prawidłowość jest IMPRINTING (sprawdźcie sobie w słowniku, co to znaczy). Przykłady i ilustracje poniżej.

Oczekiwania

Wracasz po pracy do domu, pies przynosi ci kapcie, siadasz do stołu i…

na stole żona stawia michę ryżu z sosem sojowym zamiast schabowego z ziemniakami + buraczki.
NO ŻESZ KURWAAAAA! A miało być tak pięknie!

Jesteś zawiedziony? To może zupę zjesz pałeczkami?
Ja jadłem!

Jeszcze się wstrzymaj z niedowierzaniem, bo po ślubie i miesiącu miodowym na talerzu zobaczysz to:

Azjatka właśnie tą michę żywej substancji białkowo-biologicznej będzie traktować jako rzecz oczywistą. Nawet nakarmi nią dwumiesięczne dziecko dodając przy tym Tabasco i curry. Ona ma swoje przyzwyczajenia  (czyli oczekiwania też) i ty masz swoje. Są one niezbywalne tak jak prawo do ścigania szczęścia (pursuit of happiness)

Oczywiście można wszystko pakować do kieszeni lub do foliowej  torebki pod stołem, a potem dojadać hamburgery lub pizzę, ale taka konspiracja prędzej czy później się wyda i będzie trzask.

Różnice psychologiczne i społeczne

Rozmowy o dupczeniu

Chińczycy, a więc i Tajwańczycy, mają bardzo głęboko ugruntowane tabu w kwestii rozmawiania na tematy reprodukcyjne. Wszelkie tego typu rozmowy, choćby dla Europejczyka były całkowicie naturalne i niewinne, są traktowane jak moralne zepsucie i wyuzdanie.

Którym zresztą są – nie bójmy się tego powiedzieć. Proszę choćby poczytać sobie „oczami Chińczyka” tego ćwierć-pornosa, jakim jest strona startowa Wirtualnej Polski, a zobaczycie o co chodzi.
Poziom habituacji (przyzwyczajenia) na bodźce seksualne jest w Europejczykach tak wysoki, że nawet osoba bez żadnych obsesji seksualnych i nie zepsuta uważa za OK rozmawianie o seksie w taki sposób, że Chińczyk natychmiast uzna tą osobę za zdeprawowanego erotomana.
Jako konsekwencja, Chinole nie dostrzegają seksualnych podtekstów w wielu sytuacjach. A gdy już się skapują, że już coś jest nie tak, to dostają takiego szoku, że aż strach.

Chlanie wódy

Zaborcy, a potem okupanci naszego pięknego kraju buforowego odwalili kawał dobrej roboty. W ramach między innymi kampanii GENERALPLAN OST (sprawdźta se w Internecie co to).  Nie tylko rozwalali elitę intelektualną kraju, ale też demoralizowali jego mieszkańców promowaniem złych nawyków odurzania się narkotykami – a w tym konkretnym przypadku związkami węglowodorów pozyskiwanymi metodą fermentacji biomasy pochodzenia roślinnego, czyli mówiąc już bardziej przystępnym językiem, C2H5OH. Dla już zupełnie niedomyślnych piszę, że chodzi o alkohol etylowy. O WÓDĘ I JEJ CHLANIE CHODZI!!!!!

Nawyk wszedł tak głęboko w krew narodu (tu rekordzista – 13,4 promila – i tu powód do dumy: wreszcie Polak bezkonkurencyjny na polu światowej konkurencji: http://en.wikipedia.org/wiki/Blood_alcohol_content#Units_of_measurement – reszta daleeeeko w tyle) , że stał się solą w oku tej ziemi. Praktyczną konsekwencją jest to, że ludzie zachlanie w trupa uważają za dobrą oczekiwaną społecznie i całkowicie naturalną formę spędzania wolnego czasu.

Dla Azjatów jest ten nawyk tym dziwniejszy, im dalej na południe kontynentu. Możliwe więc, że rzeczywiście ma to coś wspólnego z klimatem, jak to tłumaczą narkomani alkoholowi.
Ogólnie Azjaci: prawdopodobnie jest to genetyczne, ale ich alkohol po prostu TRUJE – nie mogą pić większych ilości.
Koreańczycy – chlają podobno jak Polacy, bohatersko ignorując wyżej wspomniane protestujące głośno dziedzictwo genetyczne.
Japończycy – chyba jeszcze gorzej niż nasi, a to ze względu na takie a nie inne stosunki społeczne wprowadzone przez okupujących Japonię Amerykanów. Ci imperialiści spod ciemnej gwiazdy rozwalili tradycyjne społeczeństwo japońskie i zainstalowali swoją tzw. kulturę pop. Efektem jest to, że ludzie są zagubieni i wyalienowani.
Proponuję poczytać sobie relacje z wieczornych powrotów metrem w Tokio – zarzyganych  biznesmenów z napuchniętymi mordami.

Chińczycy – nie chleją na umór i do rzygu, a przede wszystkim nie są agresywni po alkoholu. Piją sobie trochę, żeby było wesoło. Na ulicach nie widzi się ludzi pijanych.

Tajwańczycy – jesteśmy już bardzo na południu. Piją mało. Po wypiciu walą się spać i są ospali. A przede wszystkim – nie chleją aby się agresywnie wyżyć i wyszaleć i narzucać innym. Piją troszkę, żeby się pośmiać w towarzystwie.
Nie ma menelstwa, ulice wieczorami są bezpieczne, poza najbliższymi okolicami klubów do których uczęszczają obcokrajowcy. Nikt też po wypiciu w towarzystwie nie zaczyna ziać wulgarnymi przekleństwami, wliczając w to europejskie dziewczyny.

W związku z tym, Tajwańczyk/Tajwanka, którzy wybiorą się na tzw. „imprezkę, chodź z nami, będzie fajnie” – w stłamszonych obliczach zachlanych ludzi zobaczą mordę carskiego i kajzerowskiego zaborcy, rzygającą, zionącą od wódy, wykrzykującą i bełkoczącą wulgarne przekleństwa i zataczającą się w poniżeniu do domu.

I tak to kochani wygląda z punktu widzenia osoby niepijącej, którą zresztą jestem! Dodajcie do tego treść pijackich rozmów naładowaną wulgarnymi uwagami o seksie (także ze strony dziewczyn), toczonych także przez pozornie przyzwoicie wychowane kobiety (patrz rozdzialik o tabu), a będziecie mieli pełny obraz zachodniej dekadencji!

Ja bym na miejscy Chińskiego gościa wolał biegiem wracać do Azji, żreć ryż do końca życia w Chinach, niż bratać się z taką demoralką. Co też zresztą uczyniłem, ha ha!

(reszta w budowie)


Religia

Jak już raz pisałem przy opisywaniu wyścigu smoczych łodzi w 2006, Chrześcijaństwo to na Tajwanie (a zapewne i w Chinach) zupełnie inna bajka. Uczestniczyłem w katolickiej mszy świętej, rozmawiałem z ludźmi „wierzącymi” i moje obserwacje są następujące:
– sprawy dogmatów wiary nie ma sensu z nimi poruszać – nic nie zakumają. Kwestie Zbawienia, grzechu pierworodnego, niepokalanego poczęcia itp są dla nich kompletnie nie do przetrawienia.
– dla nich chrześcijaństwo i katolicyzm to rodzaj grupy wierzeń, powszechny na Zachodzie, a przez to stanowiący ciekawą alternatywę dla lokalnych zabobonów, religijności i wierzeń.
– katolicyzm to nie chodzenie do kościoła, spowiedzi i słuchanie i śpiewanie poważnych pieśni – oni tam tworzyli zamknięte społeczności, urządzali scenki wspólnych śpiewów itp, jakie można pooglądać sobie na amerykańskich filmach.

Jeśli więc ktoś oczekuje że poznana Chinka katoliczka będzie spełniała jego oczekiwania religijne, to jest w błędzie. Najwięcej co może na tym polu osiągnąć Polak-katolik to uzyskanie zewnętrznych zachowań imitujących obrzędy katolicyzmu w wydaniu polskim. Będą to jednak tylko POZORY, odgrywane, a nie odczuwane w głębi nawróconej duszy. Prędzej czy później polak/polka dojdzie do takiej konkluzji.

Najważniejsze moim zdaniem: wiara nie jest w Azji Wschodniej powiązana z kwestią TOŻSAMOŚCI. Niepodobieństwem jest więc np. walka czy wojna religijna. Religijność jest kwestią nie tyle mody, ile INDYWIDUALNIE I DOBROWOLNIE PODJĘTEJ DECYZJI.

Wychowanie dzieci

Dziecko żadnej z dwóch kultur nie wchłonie DO KOŃCA. Będzie więc nieco zawieszone w powietrzu – i pewne tzw. oczywiste zasady myślenia i zachowań społecznych będą płytkie, choć powinny być silnie ugruntowane. Dotyczy to zwłaszcza religii.


Teściowie

Rada uniwersalna (dotyczy też związków niemieszanych):
Jeśli chcesz wiedzieć, jak będzie wyglądało twoje przyszłe pożycie małżeńskie, obserwuj BARDZO BARDZO UWAŻNIE rodziców twojej dziewczyny/chłopaka. Ich zachowanie będzie
przez przyszłego małżonka TOTALNIE NIEŚWIADOMIE powielane, wprowadzane w Wasz związek i uważane za jedyne oczywiste.
Jeśli masz wątpliwości, możesz skorzystać z anonimowych blogów i opisać sceny z życia przyszłych teściów i prosić internautów o ocenę z dystansu.
Ja byłem głupi kiedyś, i zlekceważyłem te zapowiedzi – co skończyło się wypadnięciem z życiorysu na szczęście TYLKO jednego roku męczarni.
Nie zgrywajcie więc Rambo, twierdząc że was to nie dotyczy.

— * —

Teściowie – poza BARDZO nielicznymi wyjątkami – będą krzywo patrzeć na związek mieszany, przeczuwając/zakładając z góry, że to chwilowa fizyczna fascynacja odmiennością. W wielu przypadkach ich oczekiwanie będzie samospełniającym się proroctwem – będą truć związek tak długo, że w końcu dojdzie do rozstania i będą mogli triumfalnieogłosić, że mieli rację od początku.

Należy więc:
– upewnić się co do ich podejścia w kwestii przyszłej tożsamości ukochanego wnuczka. Muszą się pogodzić – dogłębnie i szczerze wobec samych siebie, że zaakceptują takiego wnuczka – inaczej bezlitośnie (choć czasem nieświadomie dla samych siebie) ZNISZCZĄ związek mieszany swoją postawą, zbudowanym ogólnym nastrojem, drobnymi uwagami, ustawianiem postaw innych ludzi itp itd.
– upewnić się co do własnych odczuć w tej kwestii.

UWAGA: próby psucia związku mogą też nastąpić ze strony znajomych i przyjaciół. Będą oni chcieli „zrobić nam dobrze” wbrew naszej woli – jeśli stwierdzą, że coś im w naszym związku nie pasuje i się nie podoba, to bez względu na nasze zapatrywania będą nasz związek przemeblowywać – PSUJĄC GO.
Rozwiązanie: o ile nie urazi to uczuć drugiej osoby, trzymać związek w tajemnicy. Być może dojdzie nawet do tego, że trzeba będzie całkowicie zmienić środowisko. Dlatego trza się dobrze zastanowić – co dla nas ważniejsze: dawne znajomości, czy wymarzona egzotyczna ukochana osoba.

Miejsce życia

Przynajmniej jedno z dwojga musi być szczerze i silnie zdeterminowane aby żyć i umrzeć z daleka od swojej ojczyzny, rodziców, przyjaciół, A PRZEDE WSZYSTKIEM źródeł produktów spożywczych zasługujących na tą nazwę (np musztarda sarepska, mleko w szklanych butelkach, twarożek hegemonizowany z bułką kajzerką posmarowaną masłem)

To ostatnie jest – jak się domyślają czytelnicy tego bloga – moim zdaniem najważniejsze!

Obie strony muszą dobrowolnie wyrzec się życia w oswojonym środowisku, które jest im znane. Taka jest cena.
Zanim więc wyruszysz na internacjonalne łowy, sprawdź w zakamarkach swojej jaźni, czy godzisz się taką cenę zapłacić. A już w trakcie samych łowów – upewnij się, że ta druga osoba też się na to bezwarunkowo godzi.


Na co się przygotować

1. Bariera językowa
brak pełnego opanowania języka rodzinnego drugiej osoby sprawi, że niektóre problemy z niedogadywaniem drobnych spraw po prostu nie będą miały gdzie się zaognić – bo jak się kłócić o jakiś detal (nie dopięty guzik od koszuli, albo że zupa dziś za słona), jak nie da się wysłowić dobrze niuansów własnych odczuć.
To wielki plus! Plusem ujemnym staje się wtedy, gdy nie da się dzielić DO KOŃCA życiowych marzeń.
Dla osoby wrażliwej odkrycie, że druga osoba nie jest w stanie (I RACZEJ NIGDY NIE BĘDZIE) dzielić naszych najtajniejszych, wypracowanych latami marzeń, może być decydujące – może też przyjść za późno [, czego nie życzę].

Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć,rada dla facetów: jak się podsłucha plotkujące mężatki w restauracji, to wychodzi na to, że decyzja o zamążpójściu była dla nich często nie sprawą WIELKIEJ MIŁOŚCI, a decyzją wykalkulowaną znalezienia sobie dobrego męża wg własnych wydumanych (i cząsto nierealistycznych, wziętych z debilnych czasopism dla kobiet) kryteriów.
Ja już wolę się męczyć z Azjatką, której jedzie z gęby ryżem, ale zafascynowaną swoim obcokrajowcem, niż odkryć po 10 latach, że żona dała mi się poderwać i z sobą ożenić, bo stwierdziła że „stanowię dobry materiał na męża/ojca”.

2. Co trzeba sobie przemyśleć

– upewnić się, że rzeczywiście nie jest to tylko przelotna fascynacja zainspirowana naoglądaniem się japońskiego anime, w którym nastolatka w mini i  seksownym mundurku szkolnym gania z samurajskim mieczem i morduje wampiry (polecam Blood The Last Vampire! Świetny film!). W moim przypadku naoglądałem się o raz za dużo Final Fantasy Spirits Within (2001).  A po The Last Samurai (2003) to już wymiękłem kompletnie. HA HA HA! Pozdrowienia z Tajwanu!

– trzymać się z daleka od wszelkich czynników mogących zakłócić rozwijanie się głębokiego uczucia opartego na szacunku i akceptacji NIEUSUWALNYCH ODMIENNOŚCI. Unikać ludzi, którzy z zazdrości bądź innych powodów mogliby zniszczyć Szansę (przez duże S), o ile Szansa taka może się ziścić.

– upewnić się, że azjatycki partner/ka nie śmierdzi ryżem, tj. lubi zachodnią kuchnię. Dla Chińczyków i Tajwańczyków oznacza to KFC, McDonald, Subway i [mój ulubiony obecnie] Burger King.

– uwaga: Chińczycy z ChRL spożywają posiłki strasznie głośno siorbiąc, bekają i grzebią w nosie w miejscach publicznych. Dotyczy to także kobiet/dziewczyn. Na szczęście nie pierdzą przy stole. Ale niewiele to poprawia ogólną sytuację. Te różnice sawuar wiwru mogą się okazać nieprzezwyciężalne!
Acha! A zużyty papier toaletowy te świnie wrzucają do wiaderka obok kibla – i to także na Tajwanie. Czy na pewno chcesz, żeby twoje dziecko też tak robiło?


Wnioski, wnioski

Obie strony muszą być silnie zdeterminowane aby przezwyciężyć wyżej opisane kwestie. Sama głęboka miłość NIE WYSTARCZY na dłuższą metę.

Jak już ktoś madry powiedział:

„Attracting a guy is an art, being a wife is a job.

Inaczej mówiąc – chciałe(a)ś mieć coś innego, to masz!

Jeśli więc chcesz uniknąć bezsensownego trwonienia życia, męczarni niespełnionych zachcianek i rozczarowań co do celów życiowych, poznaj naturę tego czego pragniesz! Przeczytaj uważnie trzy razy poniższy tekst:

Co pomyślałbyś o człowieku, który powie: „Chcę mieć kota, ale pod warunkiem, że będzie szczekał”? Twoje twierdzenie, że chciałbyś rząd, ale pod warunkiem że będzie funkcjonował w sposób, jaki ty uważasz za dobry – jest równie zabawne. Reguły polityczne, które kształtują zachowanie agend rządowych po tym jak zostaną utworzone są nie mniej sztywne niż biologiczne prawa determinujące zachowanie kota. Sposób, w jaki działa rząd i konsekwencje tego nie są przypadkowe, nie są skutkiem łatwego do skorygowania ludzkiego błędu, ale konsekwencją natury rządu w takim samym rozumieniu, w jakim miałczenie, a nie szczekanie, jest konsekwencją natury kociej. – Milton Friedman, „Free To Choose”

OLIMPIADA SPECJALNA NA TAJWANIE

DZIEŃ-DOBRY! DZIŚ PISZE KRZYKIEM (DUŻYMI LITERAMI), A W NASTĘPNYM ZDANIU SIĘ OKAŻE DLACZEGO!

OTÓŻ W CZASIE GDY ZŁOTA POLSKA JESIEŃ PRZYNOSIŁA POLSCE RUSKICH I NIEMCÓW, NA TAJWANIE TRWAŁA W NAJLEPSZE WIELKA OLIMPIADA GŁUCHYCH.

GŁUUU-CHYCH POWIEDZIAŁEM. TZW. DEAFLYMPICS. http://english.2009deaflympics.org/bin/home.php

W ZASADZIE NIE MA O CZYM PISAĆ, BO ZGODNIE Z POLITYCZNIE POPRAWNYM MYŚLENIEM, GŁUSI TO TACY SAMI LUDZIE JAK INNI, MAJĄ TYLKO PRZESRANE Z DOSTĘPEM DO SCHRONÓW W CZASIE BOMBARDOWAŃ DYWANOWYCH. NIE SŁYSZĄ SYRENY OSTRZEGAWCZEJ, A ZAZWYCZAJ PRZYJAŹNIE NASTAWIENI I POMOCNI SŁYSZĄCY WYKORZYSTUJĄ CZASOWO OSIĄGNIĘTĄ PRZEWAGĘ KONKURENCYJNĄ I ZAPEŁNIAJĄ SOBĄ SCHRONY.

————————

DZIĘKI TEJ OKOLICZNOŚCI DOWIEDZIONO, ŻE GŁUCHOTA JEST DZIEDZICZNA, GDYŻ W DREŹNIE I HAMBURGU (DAWNIEJ III RZESZA, OBECNIE IV RZESZA, ZWANA TEŻ UNIĄ EUROPEJSKĄ – przyp. red) PO ROKU 1945 DRASTYCZNIE SPADŁA ILOŚĆ ZAREJESTROWANYCH OSÓB GŁUCHYCH.

JEST TO ZNANY W SOCJOLOGII FENOMEN STATYSTYCZNY, KTÓRY DO TEJ PORY NIE DOCZEKAŁ SIĘ LEPSZEGO WYJAŚNIENIA. JESTEM MAGISTREM SOCJOLOGII, WIĘC WIEM CO MÓWIĘ (I ŻE OD RZECZY)!
—————————-

WRACAJĄC DO TEMATU,

W KLASYFIKACJI MEDALOWEJ WYGRALI RUSCY (NIESTETY), ZE WZGLĘDU NA SPECYFICZNY SYSTEM KWALIFIKACJI ZAWODNIKÓW. OTÓŻ PYTAJĄ ONI KANDYDATA: „SŁYSZYSZ COŚ?” A ON ODPOWIADA „NICZJEWO!” – I JUŻ JEST ZAKWALIFIKOWANY.

INNĄ PORAŻKĄ BYŁO TO, ŻE TAJWAŃCZYCY WYBUDOWALI BASEN Z OŚMIOMA TORAMI, ZAMIAST Z DZIESIĘCIOMA, JAK GŁOSI OLIMPIJSKI STANDARD. STOJĄCYCH PRZY ZMYWAKACH RODAKÓW, ROZMYŚLAJĄCYCH O WADACH NARODOWYCH POLAKÓW I O TYM ŻE „W TYM KRAJU NIC SIĘ DOBRZE NIE DA ZROBIĆ” POCIESZAM, ŻE NA TAJWANIE TAKŻE WIELE RZECZY KOMENTUJE SIĘ POWIEDZENIEM „STARALIŚMY SIĘ JAK MOGLIŚMY, A WYSZŁO JAK ZWYKLE”
CZĘŚĆ ZAWODÓW MUSIAŁA ZOSTAĆ PRZENIESIONA 50KM DALEJ DO MIASTA XINZHU.
(TA WIADOMOŚĆ JEST AKURAT 100% PRAWDZIWA ha ha ha!)

.

NAJWIĘKSZĄ KLĘSKĄ BYŁY JEDNAK CEREMONIE WRĘCZANIA MEDALI.

45 ZŁOTYCH, 30 SREBRNYCH I 54 BRĄZOWE MEDALE POZOSTAŁY W RĘKACH ORGANIZATORÓW. „DLACZEGO?” –  PYTACIE.

TO PROSTE: ZAWODNICY NIE ZGŁOSILI SIĘ NA PODIUM, GDYŻ NIE SŁYSZELI ZAPOWIEDZI – SIEDZIELI W PRZEBIERALNI LUB POSZLI NA KONCERT (CHYBA KOCIEJ MUZYKI) ŚWIĘTOWAĆ ZWYCIĘSTWO. NIE ROZDANE MEDALE PRZETOPIONO I PRZEKAZANO NA CARITAS.

W ZWIĄZKU Z POWYŻSZYMI KLĘSKAMI ORGANIZACYJNYMI, AŻ GŁUPIO MI BYŁO WPISYWAĆ W KOMUNIKATORZE MSN STATUS WIDOCZNY DLA MOICH TAJWAŃSKICH PRZYJACIÓŁ KAWAŁY TYPU:

Wersja SOFT:
– DO YOU KNOW THAT THERE IS A DEAFYMPICS IN TAIWAN THIS SEPTEMBER?
– REALLY? NEVER HEARD [OF IT].

Wersja BRUTAL:
– DO YOU KNOW THAT THERE IS A DEAFYMPICS IN TAIWAN THIS SEPTEMBER?
WHAT?!

I JESZCZE DWA KAWAŁY
STARSZY PAN ODWIEDZA SWOJEGO LEKARZA. TEN PYTA:
– I JAK TAM PANA NOWY APARAT SŁUCHOWY?
– A DZIĘKUJĘ, ŚWIETNIE. JUŻ DWA RAZY ZMIENIAŁEM TESTAMENT

PEWIEN CZŁOWIEK WCHODZI DO SKLEPU Z APARATAMI SŁUCHOWYMI. PYTA O CENY, A SPRZEDAWCA ODPOWIADA:
– NAJTAŃSZY TO 5 ZŁ, A NAJDROŻSZE KOSZTUJĄ NAWET 4000PLN I WIĘCEJ.
– JAK TO? TAK TANI, ZA 5 ZŁOTYCH? A JAK ON DZIAŁA?
– WCALE NIE DZIAŁA, ALE JAK LUDZIE WIDZĄ, ŻE MA PAN APARAT, TO MÓWIĄ GŁOŚNIEJ.

ha ha ha!!!!!!!

Z PIĘKNEGO TAJWANU PISAŁ DLA WAS MGR „PETER”

————-
nota redakcyjna:
O tym jak wygląda udana (choć nie zawsze do końca) olimpiada, można poczytać tutaj: OLIMPIADA 2008

Znowu Ruskie przyszli (Kampanii wrześniowej cz. 2)

Dnia 17 września roku 1939 nastąpiła ZDradziecka napaść na Polskę.

Czerwony gnój wlał się w ówczesne granice bękarta traktatu wersalskiego jak najgorszy tchórz – aż 17 dni po tym, jak Niemcy zaatakowali z trzech pozostałych stron.

Stało się tak, bo ci tchórze pamiętali jeszcze lekcję roku 1920 – i to jak im Piłsudski pogonił kota, jednocześnie powstrzymując ich przed zalaniem reszty Zachodniej Europy (nota bene trochę szkoda).

Przypominam grzecznie, że czerwona rewolucja została zasadzona w Rosji przez Niemców, którzy w te sposób z sukcesem wyłączyli Rosję  z wojny w roku 1917. Więcej pisałem o tym tutaj.

INTERLUDIUM

Ruscy wchodzą, a tydzień wcześniej nastąpiło inne wiekopomne wydarzenie. Otóż zdarzyła się jedna Kampania Wrześniowa, którą Polacy zakończyli sukcesem!

Dziesiątego dnia Septembra, Anno Domini 2009, przegadałem trzech panów z komisji żeby dali mi tytuł magistra!! I od tej chwili moi drodzy, wszystkie moje rozważania nt. społeczeństwa Tajwanu, Polski i innych (s)tworów politycznych zyskują dodatkowy prestiż, uzasadnienie, aurę solidnej wiedzy socjologicznej i co tam jeszcze.

W związku z powyższą okolicznością zarządzam, że do dnia 11 listopada 2009 należy zwracać się do mnie per „panie magistrze” pod rygorem odłożenia [przeze mnie] słuchawki (w przypadku rozmowy telefonicznej) lub zjebki (w przypadku rozmowy na żywo). Listy, w których tytułować się mnie będzie inaczej, wrzucam do kibla bez czytania.
Próby złośliwego pomijania mojego tytułu będą srodze ukarane ponad społeczne akceptowalne normy i zasady współżycia społecznego. Kto mnie zna, ten wie, że nie żartuję.

podpisano magister socjologii „Peter”

Wreszcie jakaś akcja!!!

Mówiąc szczerze, latanie samolotami już mi się znudziło.
Zdarzy się zaraz jednak coś, co zmieni tą postać rzeczy.
Otóż jutro mój (nie własny, ale ten, którym lecę) samolot startuje mniej więcej ze środka tej okrągłej białej plamy w pobliżu lewego dolnego rogu zdjęcia:

Biała plama to taki sobie sztorm tropikalny, który właśnie wyje i kotłuje mi się za oknem jak podatnicy  w kolejce pod pocztą główną w Warszawie 30 kwietnia.

Adrenalina rulez. Lotnisko otwarte, właśnie sprawdzałem on-line. Ciekawe na co liczą?

– Może wzięli na ten dzień stare samoloty i ubezpieczyli je na wysokie kwoty u firmy ubezpieczeniowej której chcą zrobić na złość?

– Co powiedzą rodzinom? W razie upadku samolotu planują chyba wymazanie z komputerów danych o całym locie. Zapytani będą odpowiadać z tajemniczym uśmiechem „takiego tu nie było”

Kochani… wchodzę!