Mam zaćmienie

Tak jak wielu innych Chińczyków, dziś miałem zaszczyt hołubić w myślach myśli Przewodniczącego Mao, patrząc jednocześnie na zaćmienie. Słońca.

Niestety spotkał mnie srogi zawód. Miałem nadzieję, że nagle i dramatycznie zapadnie ciemność, zawieje mistyczny wiatr, a zwierz wszelaki, z borów wypłoszony tym dziwem natury, zapuści się w siedliska ludzkie siejąc wśród gospodyń domowych niepewność co do daty końca świata.

Brutalna prawda jest taka, że nie było ani egipskich ciemności, ani nagłego podmuchu wiatru, ani żadnych innych efektów archetypizowanych produkcjami z Hollywood.

Ot – zrobiło się trochę mniej gorąco. Przy pokryciu Słońca Księżycem ok. 70% nie było zauważalnego spadku jasności dnia. Gdybym nie wiedział że jest akurat zaćmienie, to bym się nie spostrzegł.

Z kosmosu widać takie zaćmienie o wiele lepiej:

Moje polowe obserwatorium astronomiczne na czubku góry wokół zbiornika retencyjnego.
Kompletna dzicz, zero ludzi i piękne krajobrazy

.

Niestety Unia nie dała mi dotacji na coś bardziej profesjonalnego, więc moje sophisticated astrolabium składało się ze:
– zdemontowanej dyskietki 3.5 cala (kolor różowy)

.
– urządzenia rejestrującego obrazy (aparat fotograficzny)

.
– obserwatora właściwego (czyli mnie)

.

.

A oto i zaćmienie w maksymalnym stadium jakie dało się obejrzeć na Tajwanie:

.

Z nudów (trwało to ładnych parę minut) zadzwoniłem na lotnisko wojskowe

– Halo? Lotnisko? OVER
– Yes… Who is this? OVER
– This is of no importance now. I wish to talk directly to the officer on duty. OVER
– This is me. OVER
– Wiem gdzie jest Bin Laden! OVER
– WHERE???!!!!! OVER
– Siedzi pod krzakiem i sra nad brzegiem zbiornika retencyjnego OVER
– WE GOT’IM!!!!! FINALLY!!! The F-16 are on their way to intercept. Thank you for your contribution to the war on terror! OVER
– Nie ma sprawy. A dolarów z nagrody nie chcę – sam sobie wydrukuję, bo to teraz wszyscy robią. OUT

.

Amerykanie są jak dzieci. Powiedzieć Bin Laden i dostają amoku jak kot z pęcherzem. Prawie jak w tym dowcipie:
Q: Co zrobić żeby zlikwidować zator lodowy na rzece?
A: Napisać na nim „SOLIDARNOŚĆ” i wezwać ZOMO.
(wiem, stary kawał, ale dobry)

.

W każdym razie –  tym sposobem moi drodzy, po chwili zahuczało, coś mignęło mi nad głową z prędkością MACH2 i mogłem zrobić unikalne zdjęcie i analizę spektroskopową chemtraila z zaćmionym słońcem w tle!

.

Nie wiecie co to chemtrail? O tutaj wyjaśnienie:
http://www.guardian.co.uk/Archive/Article/0,4273,4398507,00.html
.

Jak zwykle sukces! Co znalazłem w chemtrajlu opiszę jak dacie choć jeden komentarz! Dodam tylko, że co prawda samolotem było F-16, to jednak pozostawiony ślad nie był chmarą odpadających od pojazdu części i elementów kadłuba. Tajwańskie rzadziej się psują.

.

Wielki krok dla człowieka

Któż może zapomnieć ten wiekopomny moment, kiedy to noga naszego sojusznika z Afganistanu i Iraku wgniotła swój żelazny kamasz w grunt Księżyca!

Istnieją jednak inne alternatywne wersje tego, kto był pierwszy na Srebrnym grobie…. eh… to jest globie.

1. Pan Twardowski

.

.

2. Wikingowie i Leif Eriksson AD1000

.

.

3. Inni, przy czym poprawność polityczna zabrania wymieniać ich nazwy.

.

.

.

.

4. I mój faworyt – bohater Związku Radzieckiego Porfiri Jebanow

.

.

Związana z nim legenda sięga czasów Związku Radzieckiego, Zimnej Wojny i wyścigu obu mocarstw (USA, ZSRR) do umieszczenia na Księżycu swych astronautów/kosmonautów. Jeden z planowanych, acz ryzykownych wariantów ?podboju? Księżyca, zakładał wysłanie nań statku kosmicznego wyposażonego w prymitywny lądownik – taki wariant pokazuje amerykański film fabularny ?Odliczanie? (?Countdown?; reż. Robert Altman 1968r.) nakręcony przed misją Apollo-11. Załoga tego lądownika ograniczona miała być tylko do jednego człowieka, a na domiar złego niemożliwy był bezpośredni powrót na Ziemię – zmuszony był on czekać na dostarczenie w późniejszym czasie modułu powrotnego, którym to dopiero wróciłby do domu. Rosjanie w swoim gronie ochrzcili żartobliwie takiego ochotnika nazwiskiem ?Jebanow?, którego znaczenia chyba tłumaczyć nie trzeba. W tamtym czasie w amerykańskiej prasie pojawiały się też przeróżne spekulacje na temat wyścigu kosmicznego pomiędzy mocarstwami i nieostrożni dziennikarze umieszczali czasem nazwisko ?Jebanow? w domniemanych składach radzieckich załóg księżycowych, co wywoływało zrozumiałe rozweselenie w środowisku astronautycznym ZSRR. W późniejszym czasie (lata 70-te XX w) krążyła dowcipna historia, jak to amerykańscy astronauci Aldrin&Armstrong nie mogli wystartować z powrotem na Ziemię (misja Apollo-11), a pomógł im przebywający już od jakiegoś czasu na Księżycu radziecki kosmonauta – nie kto inny, jak Porfiri Jebanow, na dodatek obywający się zupełnie bez skafandra, bo chadzający po Księżycu nago.”

.

.

A na Marsie pierwsi będą Chińczycy, zakład?

.