Święta na Tajwanie

Polaki,  Merry Christmas i dużo sukcesów w Arbait zarobkowej życzy wam wszystkim Eureko. PS Czekamy na kasę!

…Tak pozdrawiają nas inni Europejczycy. Póki co jednak jeszcze się nami solidnie nie zajeli, więc na karpia polskim rodzinom w tym roku starczy.
Natomiast w innych miejscach na swiecie sytuacja wygląda różnie.

Może kiedyś przyjdzie mi spędzić Święta tutaj….

ksw008

Jednak póki co pozostaje mi Tajwan.

imgp4510

Po raz kolejny spędzam święta z daleka od ziemi ojczystej, tak pełnej niewysłowionych bogactw, ludnych miast i pól i łąk tak obficie plon dających, że hojny i dobrotliwy rząd chłopom płaci za ich nieuprawianie.

Jedyne co pozwala mi wspomnieć duch świąt przepełniający serca kolędników w ludowej ojczyźnie, to klasyka filmowa, którą raczą się Polacy  z okazji Bożego Narodzenia

Oczywiście wyspa i państwo Tajwan mocno trzyma się chrześcijańskich tradycji. Wszędzie można zobaczyć choinki, mikołajów i inne dziwy.

imgp4499

Ten mikołaj, postawiony w metrze, to forpoczta najazdu muzułmańskich ekstremistów. Trzymana przez niego płonąca laska dynamitu  symbolizuje Świętą Wojnę DZII-HAAAD, która bocznymi drzwiami spadnie wkrótce na karki niczego nie spodziewających się Tajwańczyków. Czytaj więcej

Zboczeńcy na Tajwanie

Niestety plaga dumnej równości nie ominęła tej pięknej oraz mlekiem i miodem płynącej wyspy wynurzającej się z (od)mętów oceanu.
A co do tych mętów….

W jednym uniwersytecie wystawili „Wspaniałą bo amerykańską” sztukę. Było to przedstawienie zorganizowane przez studentów kończących właśnie anglistykę. Mam tan paru znajomych, więc na swoje nieszczęście zaprosili mnie na przedstawienie.
na 48 godzin przed godziną ZERO moją uwagę przyciągnęły symbole „zbliżone do satanistycznych” na pocztówkach reklamowych rozdawanych na kampusie.
imgp4149ok

Treść była „lepsza” niż moje oczekiwania. W wielu miejscach były nawiązania do symboliki i rytuałów satanistycznych, ale na tyle słabe, że nie dało się wyraźnie sprecyzować zarzutu. Np jedna z postaci (kobieta) mówi więc po tym jak odkryła sodomię swojego męża:

„ja nie wytrzymam; […] położę się na ziemi, a ty mnie zabij” (W czarnej mszy satanistów ołtarzem jest właśnie ciało kobiety, ponadto istnieje rytuał składania ofiary – ludzkiej bądź zwierzęcej).

Kozie rogi na pocztówce są rogami nie kozy (samicy, która rzeczywiście występowała w sztuce), ale rogami kozła – a więc jest to symbol Szatana.

Dramatis personae:

Billy – syn;
Stevie  – matka,
Martin –  ten gość który realizował swoje „EGZOTYCZNE UPODOBANIA” (cytuję inny fragment tej sztuki) z kozą.

Wybrane fragmenty:


Matko-żona trzeźwo zauważyła w przerwach między napadami histerii i szału, że szczęśliwie jej mąż wybrał do igraszek kozę-SAMICĘ, a nie samca. Czyli matka jest HOMOFOBEM! A to nietolerancyjne bydle. Prawdopodobnie dlatego jako jedyna postać w sztuce zachowywała się jak oszalała [pod wpływem szokującej radosnej wieści o wszechstronnej tolerancji małżonka].
Nasunęło mi to pomysł, aby do walki z tym przedstawieniem poszukam sojuszników wśród organizacji promujących homoseksualizm! HA HA HA!! Żart.

imgp4152ok

Czyli: mąż uspokaja żonę mówiąc, że swojego syna nie przeleci, bo nie jest on w jego typie!! Mnie by taka deklaracja uspokoiła – przynajmniej syn jest wszak bezpieczny. Ale chyba tylko on – zobaczcie dalej!

Czytaj więcej

Dziś pojedziemy po Niemcach

PORADNIK DO KONTAKTOW Z NIEMCAMI!!!!!!!!

A TERAZ PRZECZYTAJ PORADNIK DO KONTAKTOW Z NIEMCAMI.
1 Przygotuj sie na to,ze Niemiec nie zna zadnego jezyka obcego-ale
uwaga,nawet jak poznasz niemiecki to tez nie gwarantuje sukcesu-bo .np.
Bawarczyk za chiny nie zrozumie Berlinczyka .

2.Niemiec to wyjatkowo leniwy osobnik,z reguly pracuje 35 godzin na tydzien
(zwiazki zawodowe chca nawet przeforsowac 30 godzin) ma 7 tygodni urlopu i
wykorzystuje maksymalna ilosc swiat po drodze.
Przy czym nalezy zauwazyc,ze przy wiekszosci swiat Niemiec nie ma pojecia co
swietuje:).Zadajac mu pytanie o sens takich swiat jak Zielone Swiatki
(Pfingsten) albo Boze Cialo(Fronleichnahm) zobaczymy na twarzy Niemca takie
samo przerazenie,jakby zza rogu wyszla Godzilla albo jego tesciowa(Nierzadko
nota bene obie postacie Niemcowi sie myla:)
Ale i tak ta opisana tutaj skala tygodniowej pracy, jest obowiazujaca tylko
dla mniejszosci populacji Vaterlandu -bo znaczny odsetek Homo germanicus od
lat siedzi na zasilkach dla bezrobotnych (Arbeitslosengeld) albo socjalnych
(Sozialhilfe).

3.Niemiec to rowniez wyjatkowo malo wyksztalcony osobnik-wystarczy
wypowiedziec slowo -Pisastudie-w ktorej badano inteligencje niemieckich
uczniow,zeby Niemiec sie zaczerwienil i ze wsytdu uciekl-a wiec nie poruszaj
tego tematu:)

4.Mimo wszystko Niemiec lubi sie uczyc-dlatego nie zdziw sie spotykajac
Niemca na uwniwersytecie,ktory w wieku 35 lat na 28 semestrze powoli,powoli
przygotowuje sie do obrony pracy dyplomowej z n.p.socjologii albo
pedagokiki:) -rekordzista 4 lata temu (nie znam aktualnych danych)byl
studentem fizyki w Kolonii na 64 Semestrze!!-to nie zart.

5.Niemiec cechuje sie tez pijanstwem(Oktoberfest), brakiem kultury(niemieccy
turysci n.p.w Hiszpani),i mala muzykalnoscia(VOLKSMUSIK).

6.Obiektem westchnien i marzen kazdego Niemca w wieku lat 40-75 jest krasnal
ogrodowy-czyli GARTENZWERG.W calej sowjej krasie GARTENZWERG calkowicie
zaspokaja poczucie piekna i romantyzmu u Hansa i Hermenegildy:)

7.Poczucie humoru-z poczuciem humoru sprawa ma sie u Niemca tak,ze ante i
post mortem w tej kwestji niewiele sie u niego zmnienia:)

8.Jedno trzeba jednak przyznac-Niemiec wysmienicie zna historie.Z tym jednak
malym ograniczeniem,ze Historia nie moze siegac dalej wstecz niz 2 dni:))

9.Wszystko co mloda Niemka potrzebuje,zeby przygotowac mezowi obiad to
TELEFON:)
Albowiem tylko zamowienie obiadu w Pizza Hut lub u Chinczyka gwarantuje,ze
Sven,Olaf albo Detlefnie dozna apokalipsy w jelitach i nie zadomowi sie przez nastepne 2 tygodnie w KRANKENHAUSIE.:)
10.Niemiec bardzo ceni swoich czlonkow rodziny-dlatego chetnie zalatwia babci
(OMA) i dziadkowi(OPA) trwaly odpoczynek od obowiazkow i stresow rodzinnych-
czyli ALTERSHEIM(dom starcow).
ALTERSHEIM lezy mozliwie na polnocy Niemiec,jezeli Niemiec mieszka na
poludniu albo vice versa,zeby OPA i OMA czasami nie wpadli na glupi pomysl i
nie przyjechali na obiad.
OPA i OMA sa jednak regularnie odwiedzani-to znaczy raz na rok:)-bo trzeba
sprawdzic czy czasami nie zmienili testamentu.

11.Jedno trzeba jednak przyznac-Niemcy wysmienicie znaja Historie.Z tym jednak malym ograniczeniem, zu historia nie motze siegac dalej wstecz niz 2 dni.-)

12.Niemiec tez bardzo kocha zwierzeta-szczegolnie swojego kota albo psa.Problem polega jednak na tym, zu karmi te zwierzaki z reguly tylko i wylacznie zarciem z puszek z niewyobrazalna iloscia konserwantow.To prowadzi do tego, ze niemieckie psy i koty z czasem staja sie praktycznie niesmiertelneJ
Zlosliwi twierdza, zu wilczur Adolfa jest nadal wsrod nasJ

13. Wiekszosc Niemiek z wygladu—nie,nie moge o tym pisac-sorry:)

Wielka zsyłka na Syberię cz. 4 – W poszukiwaniu źródeł mongolizmu

Wielka zsyłka na Syberię – cz. 1  – Podróż
Wielka zsyłka na Syberię – cz. 2 -Na miejscu
Wielka zsyłka na Syberię – cz. 3 – Zbiornik o znaczeniu strategicznym

Początek pobytu w Mongolii był zachęcający:

Dalej było równie ciekawie. Wjazdowi do Mongolii towarzyszyły także nadzwyczajne zjawiska atmosferyczne.


Zupełnie jak w tym wiekopomnym dziele:
Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki.

Wracając do brutalnej rzeczywistości, była to konkretnie zachód słońca + burza. Pioruny trzaskały jak w filmie o Frankensteinie. Niestety nie udało mi się utrafić ze zdjęciem.

Tak więc cały świat duchów wojowników mongolskich, czekających od stuleci na powrót proroka, wieszczony przez wróżbitów, obudził się ku zgrozie współpasażerów i mieszkańców tek krainy piaskiem płynącej.

W stolicy Mongolii deszcz pada ponoć raz na 1000 lat – zwiastując pojawienie się proroka-wodza, który swą mocą przeora świat wzdłuż i wszerz. Dziwne – może w moim pociągu jechał, a ja o tym nie wiedziałem. HA HA!

Tak proszę państwa wygląda tankowanie samochodu po kurki wlewu przed wyjazdem na pustynię.

A tak wygląda postsowiecki wehikuł, który wiózł mnie w nieznane pustkowia i stepy.

A tu wnuczka Dżyngis Hana – to podobno jej przodkini mogła łazić po imperium z workiem złota, i nikt jej ani nie zaczepił (bo brzydka) ani złota nie odebrał (bo nie było wtedy rządów demokratycznych, które złoto kradną, np. tu: Roosevelt złodziej)

Tak wyglądała przez większość czasu autostrada biegnąca przez pustynię:

A to jest mój kierowca – Bu-qie (pisownia chińska).
Tak jak już wspomniałem, nie znał żadnego obcego języka – oprócz paru słów po rosyjsku, typu Charaszo i spasiba.
Jego przydomek, nadany na czas podróży, to Han Solo (zaraz dowiecie się dlaczego)
Na zdjęciu poniżej: odwrotność zachodu słońca (dla niedomyślnych: wschód).

A tu sam zachód słońca na pustyni.

A tu kolacja. Wiatr pustynny zerwał się taki, że nie dało się zrobić jej na zewnątrz.

To jest mapa mojej trasy: jak zwykle jechałem trasą, która była omijana przez innych turystów. Mójkierowca pytał się o drogę przy każdym napotkanym namiocie miejscowej ludności.

Aha – miałem szczęście – do Mongolii przyjechałem w czasie dorocznego festiwalu Nadaam – to tak jakby obcokrajowiec przyjechał do Polski akurat na 1 maj a i pochody pierwszomajowe!

A teraz wyjaśnię, dlaczego mój kierowca nazywał się Han Solo.
Ten Han Solo – gość po prawej, wkurzony że jego przyszła dziewczyna całuje innego.


Otóż nasz samochód co chwila się sypał – niczym ustrój socjalistyczny w PRL – wymagał ciągłych prowizorycznych napraw.
Niestety po raz kolejny rzeczywistość okazuje się znacznie mniej romantyczna niż wymysły imperialistycznego Hollywood. Zamiast zmagać się z krążownikami Imperium i manewrować między meteorytami, mój han Solo właśni uzupełnia wodę do chłodnicy manewrując między stertami piachu. Pod koniec podróży mieliśmy chyba z 10 butelek i dolewaliśmy co chwila wody do pękniętej chłodnicy.

A tą wodę tankowaliśmy w siebie. To studnia-kierat gdzieś w górach w których błądziliśmy – bo droga, która na mapie była, w rzeczywistości była tylko w wyobraźni. Tzn. była tak słabo używana, że w kilku miejscach zupełnie jej nie było widać.

Na szczęście udało się dojechać do pola wydm, celu mojej heroicznej wyprawy.

Niestety rzeczywistość nie stanęła na wysokości zadania

wyczucie czasu, wyrobione przez lata praktyki, pozwoliło mi oglądać burzę piaskową z miejsca bardziej komfortowego od jej środka.
Porywy wiatru porywały w powietrze cale płachty piachu – zwłaszcza na szczycie wydmy, na której byłem dosłownie 30 minut wcześniej.

Tak wygląda parking pustynny: biedne zwierzęta, to już lepiej je zjeść!

To jakiś kawał wąwozu – ponoć miejscowi tu przekopują w poszukiwaniu skamielin z czsów, gdy cała Ziemia była jednym wielkim Parkiem Jurajskim.

Tutaj mój Han Solo znowu zmaga się z technologią post-sowiecką.
U brzegu zdjęcia widać stragan z pamiątkami – w większości skamieliny. Kupiłem u nich ząb dinozaura – wygląda na prawdziwy.

A tak wygląda oaza na pustyni – trochę wody i większość błota. Ja bym z tego się nie napił.

To jakieś słynne ruiny z czasów Dżyngisa. Jedyna chyba materialna pozostałość po okresie, kiedy mongolskie imperium trzęsło światem w poszukiwaniu złóż ropy.

A to znowu Han Solo w akcji – po raz kolejny moduł napędu hierprzestrzennego – czyli amortyzator, wymagał pomocy.
ponieważ nadwozie mówiło tylko po rosyjsku, kierowca po mongolsku, a robota tłumaczącego nie było, musiałem służyć jako tłumacz.



.
.
A to moje ulubione zdjęcie – świt na pustyni.
Kierowca spał w samochodzie i się dziwił, dlaczego wolę się męczyć na wietrze w namiocie.
HA HA HA

A to odradzający się nacjonalizm mongolski:

W dalszej kolejności wracać mi było trzeba. Pociągiem do Pekinu, potem do Ningbo.

Potem…. TAK! Autobusem sypialnym (nie wiedziałem że coś takiego jest możliwe!) do Kantonu i…

Hong Kongu.

Tak oto wielkiej wyprawy kres nadszedł. Dojechałem najdalej jak się dało drogą lądową.

Niestety nie udało się zakończyć podróży na Tajwanie – co było moim pierwotnym zamiarem. Winni ponieśli i poniosą zasłużoną karę.