Hanysy (off topic)

Skopiowane z „Nonsensopedia”

Gdyby nagle ci odbiło i chciałbyś zostać hanysem

  1. Kop w ziemi.
  2. Kop jeszcze bardziej i jeszcze głębiej.
  3. Nie zakopuj, odkopuj.
  4. Kop w czym się da.
  5. Skop każdego, kto nie jest Ślązakiem.
  6. Noś kask z latarką.
  7. Musisz być czarny od węgla. (kliknijcie na link. Super!)
  8. Nie jesteś czarny od węgla? Nie jesteś godzien, aby zamieszkać w kopalni. Uwal się.
  9. Musisz mieć zdeformowaną twarz.
  10. Świec w nocy na zielono lub żółto.
  11. Silesia!
  12. Wydobywaj węgiel rękoma.
  13. Nie wychodź na światło dzienne, nigdy.
  14. Siedź w kopalni.
  15. Żyj kopalnią i węglem.
  16. Żyw się węglem.
  17. Mów tylko po niemiecku i śląsku, tylko.
  18. Gdy raz zostaniesz skalany promieniami słońca, nie będziesz już Ślązakiem.
  19. Strzeż się słońca. Używaj tylko żarówki.
  20. Węgielek!
  21. Jeszcze więcej węgla.
  22. Nie używaj kilofa ani innych nieśląskich machin.
  23. Musisz być z Mordoru.
  24. Nie jesteś ze śląska?! Przemelduj się i sfałszuj akt urodzenia.
  25. Musisz być pijany. Codziennie. To obowiązkowe.
  26. Huta!
  27. Stęp narzędzia, aby pracować w jeszcze większym znoju.
  28. Musisz się pocić.
  29. Pot zapewni ci wodę.
  30. Raz w życiu musisz zdemolować Warszawę.
  31. Pamiętaj, że światło słoneczne może cię zniszczyć. Warszawę zniszcz w nocy.
  32. Musisz, ale to musisz mieć łopatę.
  33. Kop tunele.
  34. Kop więcej tuneli w kierunku Warszawy.
  35. W ogóle kop, patrz pkt. 1, 2, 3, 4.
  36. Musisz mieć dziołchę, aby rodziła ci silnych górników.
  37. Pamiętaj, że węgielek jest najważniejszym surowcem przemysłowym każdego stulecia.
  38. Czcij węgiel.

Po spełniyniu ino poru tych warunów, każy gorol może stać się hanysem. Może nim zostać Warszawiok, Poznaniok, nawet górol czy inszy Murzyn. Nigdy, ale to nigdy w życiu niy bydzie hanysem ktoś urodzony w Sosnowcu. Tak zasmolonych papiyrów nijak niy do się już wypucować.

Meta-komentarz, czyli kto ma, a kto nie ma poczucia humoru

Uwaga, dostałem komentarz od jakiegoś durnia z Tajwanu!!! HA HA HA!

Ciekawe chlopie jak na te Twoje opisy reaguja znajomi z TW,
bo po przetlumaczeniu ich moim znajomym nie bardzo sie spodobaly i stwierdzili ze nikt Cie na sile nie trzyma w ich kraju wiec?lec do domu

Proszę bardzo, odpowiadam:

1. Po pierwsze pedał jesteś czy co? W e-mailu masz „kotka” a gadasz jak facet. Niezależnie od tego problemu, kto ci ćwoku jeden pozwolił nazywać mnie chłopem? Znasz mnie osobiście?

2. Blog jest dla moich POLSKICH przyjaciół – czyli nie dla obcych, a już szczególnie nie dla takich debili jak ty, i więcej mi się tu bałwanie nie pokazuj. Jak się dowiem kto ci dał adres, to ta osoba ma przesrane.

3. Z treści komentarza jednoznacznie nie wynika, czy ci twoi znajomi to ryżożerczy tybylcy, czy Polacy na Tajwanie, więc dwie wersje:
– jeśli POLACY: a pies im mordy lizał jak nie mają poczucia humoru. Takim ludzim wstęp wzbroniony. Jeśli to takie ciemniaki jak ty, to tak czy inaczej znać ich nie chcę.
TAJWAŃCZYCY/CHIŃCZYCY: Przede wszystkim niech oddadzą albo zapłacą za ziemię, którą wsparci przez masońskie USA zagrabili Chińskiej Partii Komunistycznej w 1949 roku. Przy okazji pacyfikując i spychając na margines niczego niewinnych tubylców i zaprowadzając krwawą dyktaturę trwającą ponad 30 lat. Jeszcze wujek Helmut (o pardon, wujek Lee w tym wypadku) .
Przede wszystkim koleś popełnił kardynalny błąd i zapodał dowcip do niewłaściwej widowni. Do tego trzeba mieć wyczucie. Ja np. lubiłem przed moim niemieckim kumplem markować gest „zamawiam piwo” – ale to był MOJ przyjaciel (lubiłem jak za każdym razem się kurczy i rozgląda na widok SIEG HAIL) – i sprawa była na TAJWANIE. Jak by była przed obcymi i w takiej Polsce – efektu komicznego by nie było. Byłbym faszystą.
Ponadto można powiedzieć Tajwańczykowi ten dowcip:

Gdy u Chińczyków rodzi się dziecko, rzucają na podłogę widelec lub łyżkę.
Jaki wyda dźwięk, tak na imię dają dziecku.

Albo Tajwańczykowi ten:

Pytanie: Jaka jest różnica między Tajwanem, a Parkiem Jurajskim?
Odpowiedź: Na Tajwanie wycieli część dżungli, zrobili z tego pałeczki [te do jedzenia] i zjedli nimi wszystkie zwierzęta.

Albo Niemcowi ten:

Wojna Światowa, ulicami okupowanego Krakowa idzie Karol Wojtyła. Nagle
zza rogu wyskakuje na niego SSman z pistoletem i krzyczy:
– Halt! Dokumenty!
– Nie mam.
– Dokumenty, polnische schweine, bo rozstrzelam!
– Jak Boga kocham nie mam przy sobie!
– Nie drwij sobie polaczku, dokumenty ale już!
– Naprawde zapomniałem!
SSman wkurwiony odbezpiecza już broń, nagle z niebios zstępuje promień światłości, pojawia się Anioł Pański i mówi do SSmana:
– Oszczędź tego dobrego człowieka, on będzie w przyszłości wielkim
człowiekiem i papieżem, zrobi wiele dobrego na świecie i zostanie
obwołany świętym.
SSman się zastanawia, po czym mówi do Anioła:
– No dobra, oszczędzę go, ale pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Że ja będę papieżem zaraz po nim.

(Akurat ten opowiadałem Niemcom i wybitnie ich rozbawił,więc to chyba zły przykład)

Albo komuś ze śląska ten: daje link, bo tekst nieco dłuższy

Albo można wytoczyć cięższe działa, i powiedzieć murzynowi (tego to jeszcze nie zrobiłem) kawał o murzynie, który powiedział złotej rybce że chce być biały i pożądany przez kobiety.
Ale:
– po pierwsze oni takich kawałów po prostu nie kumają i trzeba im tłumaczyć; a kawał o Parku Jurajskim to rozśmieszy tylko obcokrajowców, którzy przebywają tu na stypendium i oglądali przy tym film PJ.
– są rzeczy (kawały) które można robić i mówić przyjaciołom, znajomym (często jedynie we właściwym czasie), ale obcego można albo śmiertelnie urazić, albo zrazić – w najlepszym razie zrozumieją że ktoś powiedział coś w zamierzeniu niemiłego i obraźliwego – a taka jest natura WIĘKSZOŚCI kawałów. W niektórych krajach można nawet dostać po mordzie (zwłaszcza za ten węgiel i hanysów HA HA HA)
– często kawały są obliczone dla znajomych tylko. Takich z którymi prześmiało się już i przedowcipkowało niejedą imprezę albo wspólny wyjazd. Stąd też np bardzo mnie bawi ten kawał:
Pociąg. W przedziale siedzi 4 facetów znajomych. Dosiada się piąty – po to by odkryć, że jeden z czwórki co jakiś czas mówi jakąś liczbę, np. 45, 18, 24, po czym wszyscy czterej wybuchają rechotem i głośnym śmiechem. Gość w końcu nie wytrzymał i spytał się tego siedzącego obok, co jest grane.
– A, widzi pan… – odpowiada tamten. – Znamy się od podstawówki, wiemy o sobie wszystko, znamy wszystkie śmieszne historie jakie nam się zdarzyły i kawały, które nam się najbardziej podobały. Ponumerowaliśmy je dla wygody, żeby oszczędzić czas na ponowne opowiadanie.
– Aha! A czy mogę też spróbować. – Jasne, czemu nie!. Gość wystrzelił więc: – 16!!
Nikt się nie zaśmiał. – Dlaczego się nie śmiejecie?
– A, widzi pan, Pan tego nie umie dobrze opowiedzieć!

I teraz przechodzę już bez kolejnych dygresji do komentarza tego dupka:
– po pierwsze, zerowe poczucie humoru – ten blog jest po to, żeby rozbawić. Do kultury chińskiej mam bardzo poważne podejście podparte rzetelną wiedzą i WSZYSCY moi chińscy i tajwańscy znajomi o tym wiedzą i za to mnie szanują. Polacy też to wiedzą i tym bardziej jest dla nich śmieszne to co tu naskrobię piórem.
– na każdy kawał jest miejsce, pora i odbiorca. Nie mam tu na myśli, że należy unikać obrażania (bo właśnie odwrotnie!!), chodzi tylko o to, aby wywołać co najmniej uśmiech. Dając obcym do czytania, i to zwłaszcza bez pozwolenia, dowodnie świadczy że gość chciał zrobić akcję typu „zobaczcie jaki to dupek bez szacunku do wszystkiego” – chyba że ma takich dupczastych znajomych, że też są ćwierćinteligentami jak on.
– co najśmieszniejsze dla mnie: zobaczcie gdzie wpasował swój komentarz „nikt Cie na sile nie trzyma w ich kraju wiec?lec do domu – przy wpisie wyraźnie (zresztą jak wszystkie inne, ale ten bardziej) świadczącym, że bawię się świetnie i dom mój i miejsce gdzie kości moje spoczną jest tutaj (ooops – powiedziałem!)

A teraz przesłanie z głębi chorej wątroby: no powiedz kim jesteś, to ci to co wyżej napisałem (i trochę więcej) prosto w durny pysk powiem. (Ciekawe czy będzie miał poczucie honoru żeby podnieść przyłbicę anonimowości HA HA HA Pewnie nie, bo wyszłoby na jaw, że usztywniający go kij od szczotki musi wyjmować przez pysk żeby się zgiąć do zawiązywania sznurowadeł.)

Wyprawa do chińskiej GG (Generalnej Guberni)

Jak już wcześniej informowano, integralna część Chin, Tybet miała zaszczyt gościć grupę niezależnych dziennikarzy pragnących – z bezstronnością z której słyną – zlikwidować wszelkie nieporozumienia i stereotypy rozpowszechniane przez spijających amerykańskie złoto, reakcyjnych pismaków.

Oto fotorelacja:

[simage=1,400,y,left,clear]

Na podbój tybetu Chińczycy jak zwykle ruszają małymi grupkami.


[simage=2,400,y,left,clear]

Dwie noce w pociągu.


[simage=3,400,y,left,clear]

A ten SKURWYSYN tak siorbał, że nie dało się przemnożyć 2×2 w pamięci. Jeszcze był taki koleś, który mlaskał. Po przeczytaniu akapitu książki orientowałem się że nic nie rozumiem.

[simage=4,400,y,left,clear]

Pierwszy poranek stolicy jednej z prowincji Chin – mieście Lasa. Blady świt nie jest tu blady – dzięki wysokości 3600mnpm i małej ilości zanieczyszczeń, kolory, i dźwięki wyglądały i brzmiały inaczej.

[simage=5,400,y,left,clear]

A oto główna atrakcja miasta – pałac maharadży Pankot… oh, miałem na myśli pałac Pantala – spod tego kamienia wyszedł Dalajlama – czyli tybetański watażka, sługa reakjonistycznej CIA, pragnący pchnąć swój naród ku wyniszczającej wojnie o oderwanie od macierzy, czyli Chin Ludowych.

[simage=6,400,y,left,clear]


W związku z zapędami imperialistycznymi przywódców wygodnie mieszkających w betonie i otoczonych cudami nowoczesnej techniki, brak jest środków budżetowych na budowę infrastruktury cywilizacyjnej dla wyborców. Widniejące na zdjęci dzieci to ofiary kapitalistycznego (żydo-masońskiego) spisku opłacanego ze splamionych krwią tajnych funduszy CIA.

[simage=7,400,y,left,clear]

Sielskie życie mieszkańców tybetańskiego interioru. Pan w tle wypatruje postępów bohaterskiej armii wielkich Chin, a w międzyczasie miejscowe feministki, zmuszane do powrotu do swych tradycyjnych zajęć, tj. wychowywania dzieci, kontynuują swój heroiczny wysiłek w celu zwiększenia zaludnienia.

[simage=8,400,y,left,clear]

Tymczasem wyczerpana śmiertelnie nieustającymi starciami z opozycją brygada specjalna policji szybkiego reagowania, zażywa zasłużonego odpoczynku. Chciałem zrobić zdjęcie gościa za kierownicą, i spotkała mnie niespodzianka. Jak wiemy z amerykańskich filmów, policjanci najczęściej pracują parami – np. murzyn i biały. Jest tak ponieważ jeśli biały spałuje czarnego bandziora, to jest to rasizm, a jak czarny spałuje czarnego, to tylko walka z przestępczością.
Co prawda policja w Tybecie nie idzie z duchem postępu najwspanialszego kraju świata, ale parami pracują – może to Tybetańczyk i Chińczyk – i każdy pałuje swoich – nie wiem. W każdym razie – ten koleś z tyłu wystawił broń biologiczną (śmierdzącą skarpetkę) w chwili gdy naciskałem spust aparatu – i w ten sposób zdradził swoją z góry upatrzoną wcześniej pozycję.

[simage=9,400,y,left,clear]

Poranna gimnastyka to stały element życia Tybetańczyków. Od samego rana robią pompki przed świątyniami. Dzięki temu są nacją zdrową i wolna od chorób wieńcowych.

[simage=30,400,y,left,clear]

NIestety robienie zdjęć grypsującym… tj. mantrującym mnichom jest za kasę. Sępy czasem przesadzały. Za filmowanie mantrujących nierobów chlejących herbatę z masłem – 500PLN!!!

[simage=10,400,y,left,clear]

Nie wszyscy w Tybecie są pełnymi powagi i smutku po utraconej niepodległości mnichami. Ta pani samym swym istnieniem udowadnia, że pod powłoką smutku butem chińskiego oprawcy wywołanego, kryje się cały świat nieudolnie naśladowanej imperialistycznej dekadencji.

[simage=11,400,y,left,clear]

Wielu zastanawiało się,  czemu ci kolesie tak kręcą młynkami. Otóż wyjaśnienie jest całkiem proste. Jeśli zadacie sobie trud zrzucenia ze swojego umysłu puszczanej w świat amerykańskiej propagandy, dowiecie się np z wolnych mediów Iranu, że Dalajlama musiał uciekać z Tybetu po nieopłaceniu zaległych rachunków za prąd (razem z karami za nielegalne przyłącze). Na zdjęciu obok widać, jak cały naród solidarnie kręci przenośnymi prądnicami, a następnie udaje się do świątyni, gdzie przez specjalne przyłącze przekazuje zgromadzoną energię do sieci energetycznej. Większe i wydajniejsze prądnice, zasilane rękami przechodniów (w tle) stanowią kolejny dowód, jak wielka jest mobilizacja społeczna i wytrwałość buddyjska.

Niektórzy twierdzą, że ładunek zbierający się w młynkach odkształca pole elektromagnetyczne w taki sposób, że stymuluje ono działanie mózgu redukując prawdopodobieństwo oddziaływania złych mocy astralnych. W trakcie powstawania na uniwersytecie Pingdzing jest praca doktorska pt. „Roczna wydajność energetyczna prądnicy ręcznej a centralizm demokracji socjalistycznej”.

[simage=13,400,y,left,clear]

Ten koleś to Chinol (nie Tybetańczyk). Pod tym wielkim i wspaniałym pałacem sprzedaje masło z mleka jaka. Powiedziałem mu, że jestem z Tajwanu i nauczyłem pozować ze słynnymi palcami V
Tajwańczycy tak właśnie pozują do zdjęć i twierdzą, że to jest cool!

.

Poniżej Biblioteka Narodowa Tybetu w Lasie. Nadzwyczajnym wysiłkiem mieszkańców udało się ją zadaszyć.
Na razie jest tylko jedna książka – jednak statystyki mówią, że odsetek użytkownictwa książek wynosi 100% – najwyższy (bo w Tybecie) rezultat na świecie!
Co za wydajność! Grecy i inne kolebki cywilizacji powinni zazdrościć.

[simage=18,400,y,left,clear]

Wyprawy w góry
Ponieważ siedzenie w miastach nie do końca wyczerpywało program zwiedzania, udaliśmy się na wyprawę w teren.
Jednego dnia wpadłęm na genialny pomysł: kazałem przewodnikowi zawieźć nas do miejsca, gdzie nie ma turystów. Zabrał nas więc do swojej rodzinnej wioski, na czym obie strony transakcji bardzo skożystały.
Po drodze widzimy takie piękne zbiorniki (wodne – przyp. red.)
[simage=19,400,y,left,clear]

—————–
zwłaszcza chodzi tu o ludzi związanych z CIA
POtencjalnym obrońcom Tybetu polecam tą książkę:

„Knaus John Kenneth: „Ofiary zimnej wojny”
ISBN: 83-7245-300-4

Opis wzięty stąd: http://www.mareno.pl/prod/MIDN/83-7245-300-4

Sensacyjna, a zarazem obiektywna i starannie udokumentowana relacja człowieka, który wie wszystko o tajnych operacjach CIA w tej części świata, odsłania nieznany fragment dramatycznej historii Tybetu. Po raz pierwszy demaskuje całą prawdę o amerykańskim poparciu dla Dalajlamy, ujawnia sekretne negocjacje ONZ, śmiałe akcje amerykańskiego wywiadu i brutalne akty przemocy w Himalajach. Niepublikowane relacje uczestników wydarzeń i unikatowe zdjęcia ilustrują tę przejmującą opowieść szpiegowską o ”wielkiej grze”, która w Azji nigdy nie ustała, chociaż zmieniali się gracze i wygrane.

———————
Wioska zbudowana jest tak: czym bliżej drogi asfaltowej, tym lepiej wymurowane domy.
[simage=23,400,y,left,clear]

Tak wygląda izba w domu stojącym blisko drogi.
[simage=24,400,y,left,clear]

tak więc jeśli zapuścić się dalej, zabudowania są coraz rzadsze, a w czasie lata opuszczone – bo wszyscy oprócz dzieci, kobiet dozorujących i starców – idą na wyżyny wypasać jaki.

[simage=20,400,y,left,clear]

Tak wygląda kuchnia – w domu na samym końcu doliny.

A to mieszkańcy rdzenni Tybetu, czyli aborygeni. Tak – ludzie wcale nie byli tam pierwsi! Jaki – bo tak nazywają się owi pierwotni mieszkańcy tych okolic. Przed olimpiadą 2008 planują aktywne wystąpienia przeciwko okupacji Tybetu przez ludzi.
[simage=25,400,y,left,clear]

[simage=14,400,y,left,clear]

A tak właśnie wygląda ta herbata z jaka (to taki skrót myślowy – oczywiście herbata jest z liści rośliny, a dodatkiem do niej jest mleko z jaka. Hmm.. znowu uproszczenie. Mleko jest wydzieliną z cyców samicy jaka. Smacznego – teraz jest dokładnie)
[simage=15,400,y,left,clear]

Jako zagrycha do herbaty z jaka (pan Peter przed chwilą się poprawiał, a teraz znowu wyskoczył z tą no jak jej tam… herbatą. Chyba ma problemy z pamiencią – przyp. red.)
Zagrycha jest antyalergiczna z sierścią kota – dzięki temu tybetańskie dzieci od małego uodparniają się na obecność ciał obcych.
[simage=16,400,y,left,clear]

Gotowe! Kuchnia pełna niespodzianek w wersji tybetańskiej zaprasza!

Wyprawa do najwyżsej góry świata

A to scena wiejska – przy drodze na Mt. Everest ludzie pracują i wyplatają chorągiewki.
[simage=17,400,y,left,clear]


I oto z porannych mgieł wyjelenia się cel podróży:
[simage=22,400,y,left,clear]

W namiocie w obozowisku pod czomolungmą skończył mi się tlen, więc ciągnąłem co jakiś czas z butelki!
Żartuję – to zdjęcie pozowane. Ale jedna taka pani miała rzeczywiście duże problemy z tą jak jej tam – migreną.
[simage=28,400,y,left,clear]

A ta pani jest menadżerem hotelu (bo tym w swej istocie był ten namiot). Cały czas gotowała herbatę z jaka i nam dawała do picia.
[simage=21,400,y,left,clear]

To jeden z lokalnych kierowców. Tybetańczyk. Po chińsku ledwo co kumał. Poduczyłem się u niego trochę tybetańskiego. Z początku traktował mnie jak każdego turystę – jednak po pewnym czasie, widząc moje postępy nauki języka i okazywany szacunek – zaczął mi nawet drzwi otwierać.
[simage=27,400,y,left,clear]

Na pożegnanie – chyba dla otrzeźwienia związanego z powrotem na niziny i w świat złodziejstwa – na lotnisku celnicy ukradli mi pojemnik z tlenem. Wziąłem go na pamiątkę – na wszelki wypadek w razie rozhermetyzowania kabiny samolotu.
[simage=29,400,y,left,clear]

Na zasługę przypada im niezabranie TRZECH noży w tym jednej zajebistej maczety, które kupiłem w Tybecie na pamiątkę.

Koniec