Wietnam 2005

Jak widać na poniższym zdjęciu, Wietnam
to kraj ryżu, który świetnie rośnie na nawozie z trupów amerykańskich
kapitalistycznych najeźdźców. Widzimy ryż w kilku stadiach sadzenia
– nie jest jeszcze dojrzały.

Na tym zdjęciu dwa plutony Vietkongu zamaskowanego jako
sadzonki oczekuje cierpliwie na nadejście nieprzyjaciela. Ponieważ radio
zamokło i nie działa, nie wiedzą, że wojna się skończyła. Wychodzą tylko
w nocy zżerać ryż prosto z pól uprawnych.

Tutaj krążownik kieszonkowy VKS „Bar-szczęka”
uwięziony przez zdradzieckie odpływy.

A oto duma wietnamskiej floty nawodnej. Rajder Ping-pong (po wietnamsku „Warzywo”).
Dzięki innowatorskim rozwiązaniom napędowym (brak kawitacji wywołanej
obrotem śruby) stanowił niezwykle cichą i morderczą broń.

Maksymalna prędkość 3 węzły i pół supła, która w razie potrzeby ucieczki może zwiększać
się do niemal 3,5 węzła.

Jego dzielna załoga, pomna sukcesów Nazistowskich wypadów atlantyckich
(vide „Graf Spee”) wielokrotnie nękała okręty przeciwnika.

Admirałowie floty amerykańskiej do dzisiaj budzą się w środku nocy zlani
zimnym potem na sama myśl o zmierzeniu się z ta uzbrojoną od zęzy po czubki
masztu bezlitosną machiną śmierci.

Poniżej najbardziej niebezpieczne zwierzę na stanie armii Wietnamskiej.
Szacuje się że odpowiedzialne jest za 10-15% wszystkich strat, jakie ponieśli
amerykanie w czasie walk w Wietnamie. Ten zwierzeczek nie rzuca się do gardła jak królik z Poszukiwaczy Świętego Grala. Na jego grzbiecie przewożono zaopatrzenie dla partyzantów Wietkongu. Co w nowoczesnych wojnach – toczonych przez kwatermistrzów i zaopatrzeniowców – przekłada się na amerykańskie trupy

Dodatkowo zwierzaki myliły i kusiły wyglądem. Żołnierz, który zbliżał się żeby pogłaskać, był wysadzany w powietrze przez odpalany zdalnie ładunek podwieszony do brzucha nieszczęsnej owieczki.

Zamaskowany morderca po lewej oraz ten bezczelny po prawej
to część ruchu ulicznego Hanoi. Zdjęcia poniżej wykonano z motoru jadącego pod prąd.

Jeśli pamiętacie kochani, jak straszliwy jest ruch uliczny na Tajwanie,
to teraz mówię:

W Polsce to jest najwyższa kultura. Na Tajwanie też szczyt cywilizacji.
W Wietnamie jest PIEKŁO.

Wszyscy trąbią, jeżdżą pod prąd, nie używają kierunkowskazu. Pełna wolna
amerykanka.

Tutaj znowu jazda pod prąd!

Wizyta w Chinach – post historyczny

Pekin – Xi’an – Shanghai

Nie(ch) żyje towarzysz . Mao!!!!! Hip hip hura!

chciałbym tutaj zaznaczyć, że nie wszyscy jednak uwierzyli w odejście przewodniczącego. Dlatego też centralną budowlą na placu Tienanmen jest mauzoleum, w którym możemy uspokoić rozkołatane nerwy i upewnić się, że nie zacznie nam ponownie przewodzić. Zdjęć mauzoleum nie ma, bo chińscy sabotażyści (wypożyczeni z Niemiec robotnicy przymusowi) produkują słabe baterie, które starczają na 10-20 zdjęć. Większość budżetu podróży poszła więc mi na wymieniane co chwila baterie.

————–

A poniżej wielki mur. Jest to raczej DŁUGI mur, bo wielki to on wcale nie jest. Zresztą tak brzmi po chińsku jego nazwa: dosł. „Dlugi
mur”

Też nie mieli chłopaki co robić. Mur został zbudowany, aby osłonić Pekin przed najazdami barbarzyńców z północy.
Ku niepocieszeniu konstruktorów i pomysłodawców, a co dopiero roboli, którzy to budowali, mur w wielu przypadkach nie dowiódł swej skuteczności.

Barbarzyńcy obchodzili go bokiem. HA HA HA!!!!

A to mieszkańcy Peknu – pekińczyki w trakcie nawożenia trawnika. W tle mur zakazanego miasta, czyli miejsca, gdzie żył sobie

cesarz. Lewitujący pies po prawej stronie właśnie skończył rytualny obrządek oddawania czci temu szacownemu miejscu i zaciera ślady swojej tytanicznej pracy.

 

To jest jedna z bram prowadzących do budowli cesarskich – już wewnątrz Zakazanego Miasta.

 

A to żółw morderca. Specjalnie tresowany, wyjątkowo niebezpieczny potwór strzegący wrót pałacu. Już sama myśl o tej bezlitosnej kreaturze rodem z horrorów kat. F odbierała wszelką ochotę do odwiedzania cesarza, który w międzyczasie mógł w spokoju siedzieć na kiblu i czytać książkę  (i nie musiał wstawać, żeby przywitać gości).

 

Toalety z pisuarami wprowadzono do pałacu cesarskiego dość późno, więc drzewo uwidocznione na poniższym zdjęciu zostało bezlitośnie i systematycznie trute przez spieszących z domu do biura cesarzy dynastii Ming (1368-1644) i Qing (1644-1911). Drzewo sponsorowane przez Green Peace i producenta armatury łazienkowej KOŁO jest zatwierdzonym przez UNESCO pomnikiem barbarzyństwa chińskiego na przestrzeni wieków.

A to jest oddział chińskich komandosów, który biega sobie w kółko w wyznaczonej zagrodzie w Zakazanym Mieście.

Jedyną ich funkcją jest, jak podejrzewam, pokazywanie się zagranicznym turystom. Ta demonstracja siły z pewnością sprawi, że Chiny zostaną zaliczone przez evil-doera George’a (evildoer – ang. czyniący zło) do ŚWIATOWEJ OSI ZŁA.

Jako że Chiny nie wysłały swoich wojsk do napadu na rope o pardon na Irak, to w ten sposób jasno zademonstrowały opinii światowej, że wspierają terroryzm.

WOLNOŚĆ DLA TYBETU!!!!!!

Podroż pociągiem do Xi’an

Poniżej uzdjęciowiony pociąg jest bardzo czysty, tani i wygodny. I oczywiście bardzo długi, bo Chińczycy wszystko maja albo
wielkie albo długie za wyjątkiem jednej rzeczy, co jest  powodem ich głęboko skrywanych kompleksów.

Dworzec Xi’an, głęboko w sercu Chin, jest podniesionym do kwadratu stadionem dziesięciolecia. Ludzie śpią na ziemi czekając na pociąg, charchają, plują i robią tłok. Dzikie Chiny.

Ta urocza wtulona w tradycyjną zabudowę restauracyjka już od rana przyciąga klientów unoszącymi się smakowitymi zapachami. Stoliki naśladując jakże odległe paryskie kawiarenki porozstawiane na chodniku. Pełni zasadniczo jedną funkcję: dowodnie pokazuje że ktoś tu je, a więc istnieje szansa, że człowiek przeżyje eksperyment gastronomiczny.

Wzorem ultranowoczesnej zachodniej mody kucharz przyrządza posiłek na oczach klientów. Jest to związane z humanitarną decyzją oszczędzenia życia inspektorom sanitarnym, którzy po ewentualnym wejściu do wnętrza budynku zostali by albo rozszarpani przez szczury albo zeżarci żywcem przez karaluchy-mutanty.

A tak na poważnie to tam jadłem i było smaczne, a niniejsze słowa wcale nie piszę na oddziale gastroskopii lokalnego szpitala.

Do Xi’an jedzie się w sumie po to, aby zobaczyć zagrzebane szczątki jakichś wypieków z gliny. Otóż pewnego razu pod podłogą tej hali targowej MARCPOL odkryto kolejkę za mięsem sprzedawanym z przodu hali (zdjęcie nie obejmuje). Ludzie stoją czwórkami, jak ustalił społeczny komitet kolejkowy.

Shanghai – miasto możliwości

A to jest miasto moloch Shanghai. Tylko jeden komentarz
– Mają rozmach skurwiszony.

Najsłynniejsza i chyba najwyższa budowla w SH to wieża telewizyjna. Z bliska jest tak wielka, że trzeba zdjęcie robić poziomo,
żeby się zmieściła w kadrze.

A z daleka wygląda tak:

I to już koniec kochani. Jeszcze tylko zdjęcie sponsora
wycieczki:

Tomasza P. ps. „król pizzy” – lewej stronie instrumentu władzy ludowej w Pekinie oraz mnie samego – po prawej stronie.

Jak widać powyżej, Chińczycy mundury pożyczyli z filmu o drugiej wojnie światowej (nawet czapki).

Hong kong (wpis historyczny)

To widok z góry widokowej na wyspie HK. Rok 2154.

Między wyspą HK i stałym lądem pływają ultranowoczesne
promy stratosferyczno-morskie. Ultranowoczesny, oparty na najnowszej generacji
procesorach logiki rozmytej system cumowania budzi zazdrość i zgrzytanie
zębów twórców konkurencyjnych rozwiązań.

Energie, które wchodzą w grę są tak gigantyczne, że odkształcają lokalnie
czasoprzestrzeń w punkcie styku między nabrzeżem a promem – na zdjęciu
widzimy wyżej wspomniany efekt logicznego rozmycia liny. Dyrektor portu
widoczny w tle w odpowiednim momencie krzyczy „dzierżyj cumu!”

Ponieważ w HK jest mało miejsca, bloki mieszkalne buduje
się jedne na drugich. Na poniższym zdjęciu widzimy dwie warstwy.

Wszyscy znamy animacje robotów transformersów, które wywodzą
się wszak z tego rejonu świata. Ten jest w trakcie budowy. W tym roku
skończa tors i głowę. Jak tylko go wprawią w ruch, to nic tylko spier…..ć!

( a tak naprawdę to pomiedzy pilarami tego wieżowca jest
chatka rybacka, które właściciel staruszek zapisał wszystko na radio Maryja
i nie da sie tej parceli odkupić, bo Rydzyk za dużo chce.)

Poniżej relikt brytyjskiego panowania. Kto był w Londnie
to widział. Hongkong dodaje do tego swój smaczek.

Mieszkańcy HK mówią po angielsku z bardzo śmiesznym akcentem,
który słyszymy z ust Jackie Chana. Fajnie się tego słucha.

CDN