Amerykańscy imperialiści i ich niecne knowania

Historia ma wiele wersji. Zwykle tyle, ile aktorów w niej uczestniczących. Kto ma rację? Kto mówi prawdę? Jacek Kaczmarski śpiewał „tylko ofiary się nie mylą”. Zwykle całe zamieszanie i kłamstwa sprowadzają się do podpięcia jakiejś ideologii jako usprawiedliwienie działań zwiększających możliwość wywierania wpływu. Z ideami i ideałami robi się wtedy to, co zwykle, a co podsumował celnie Eric Hoffer

Every great cause begins as a movement, becomes a business, and eventually degenerates into a racket.

 

Dziś akurat mam nastrój, aby dokopać trochę Amerykanom. A więc zacznijmy. Abraham Lincoln we własnych słowach:

If I could save the union without freeing any slaves, I would do it… And if I could do it by freeing some and leaving others alone; I would also do that.

What I would do about slavery and colored race, I do because I believe it helps save the Union.

 

http://www.abrahamlincolnonline.org/lincoln/speeches/greeley.htm

 

Ja nie jestem antysemitą, ale na marginesie dodam jeszcze, że imię wyraźnie wskazuje, że Lincoln był Żydem. Podobnie zresztą jak inny żyd – Iceberg, który przewodził spiskowi celowego zatopienia Tytanika w 1912. Bzdury? Ale trzymają się kupy. Be my guest:

 

Co za głupi filmik, na tą chwilę, zresztą, ma tylko w zaokrągleniu 1,18 obejrzenia. Druga osoba nawet nie doszła do połowy i wyłączyła te brednie dobijające poziomem o celowym zniszczeniu budynku 7, siedziby CIA w atakach w Nowym Jorku w 2001 roku.

Słowo o stosunkach angielsko-francuskich i co z tego wynika dla Tajwańczyków

Jak każdy szanujący się doktorant nauk historycznych wie, przyjaźń między bratnimi narodami angielskim i francuskim nie była zawsze gorąca… A jeżeli już była, to od pożóg podpalanych miast i siół. Tą prawdę historyczną należy propagować, gdyż – jak mówił słynny hiszpański mędrzec Santayana, ci, którzy nie pamiętają historii, są zmuszeni ją powtarzać. Nieliczni tylko znają słowa, którymi Santayana spuentował swoją mondrą maksymę: „A ci co pamiętają historię, muszą stać bezradnie i patrzeć, jak powtarzają ją wszyscy dookoła”.

Gdy więc w mojej włóczędze po tajwańskich górach trafiłem na wioskę aborygenów, postanowiłem zrealizować misję kształcenia lokalnej dzieciarni w zakresie historii średniowiecznej Europy. Nie odmówiłem sobie nauczyć naszych milusińskich gestu pojednania między nacjami.

 

Nauczyłem dwóch łebków, a nowa wiedza rozprzestrzeniła się wśród kwiatu tamtejszej młodzieży niczym pożar buszu na Kalahari. Albo ww. pożar strzech. Gest starannie wyjaśniłem – nauczyłem dzieciaki pokazywać go w formie historyczno-dowcipnej, a nie ześwinionej. Wygłupiać się – nie trzeba mnie dwa razy prosić, ale nie kosztem ofiar, że sformułuję to oksymoronalnie.

Tu wyjaśniam, że gest pokazany pionowo jest ugruntowany przez praktykę społeczną i znaczy u Anglosasów bardzo brzydko. Pokazany poziomo jest zdecydowanie odcięciem się od takiej praktyki wszczynania burdy, a więc jasno nawiązuje do pierwotnego znaczenia: angielski łucznik (longbowman – wiki) ma jeszcze paluchy i może strzelać z u-ku, gdyż odbiorca gestu, Francuz, nie zdążył mu tych paluchów urżnąć zardzewiałym nożem.

Żeby absolutnie wszystko było jasne: w przenośni gest oznacza tyle co „jeszcze mnie nie pokonałeś”, co bardzo starannie dzieciakom wyjaśniłem, jednocześnie zakazując pokazywania paluchów (zwłaszcza pojedynczego) w pionie. Stąd na początku robiły gest we wszystkie strony, a na koniec (zdjęcie poniżej) już jak należy, czyli po historycznie-militarnemu.

Po paru minutach  reszta dzieciarni podłapała gest, co uwieczniam na na poniższym zdjęciu, a ich nauczyciel (czyli ja) pokiwał głową i uśmiechnął się w myślach.

 

Znowu sukces. Nie na darmo tutejszy MEN (Ministerstwo Edukacji Narodowej) we mnie zainwestowało fundując doktorat z historii. Teraz pozytywną energię finansową przemieniłem w wartość dodaną sumarycznej edukacji historycznej nadziei narodu tajwańskiego.

Jedyne czego  żałuję, to to, że nie zobaczę miny Anglika albo Francuza, który zawita w tamte strony. Dzieciakom starannie i dwa razy wytłumaczyłem, że jeśli chcą zrobić takim gościom zrobić niespodziankę, powinny powitać ich właśnie wyżej opisanym gestem.

 

 

 

Ponowna wizyta na wyspie Jinmen

Wyspa przy wyspie

Jinmen to skrawek lądu o długości około 20 km tuż przy brzegu komunistycznych Chin. Wyspa-forteca. Dodam, co powinno wyjaśnić dlaczego mam w sercu specjalne miejsce dla niej, że cała usiana jest bunkrami, koszarami i innymi instalacjami, których odpowiednikiem są plaże w Normandii.

W tym roku wyczaiłem na niej miejsce, którego wcześniej nie znalazłem. Otóż tuż obok portu jest wysepka z fortem, do którego dostęp jest odcinany przez przypływ:

Akurat w czasie mojego pobytu przypływ wypadał na noc i dzień. Dostać się na miejsce można było tylko wieczorem i o bladym świcie.

Generalnie w odległości 3 km było widać już miasto Xiamen – Chiny Ludowe. Wyobraźcie sobie, że pełnicie tam służbę… w zasięgu typu point-blank komunistycznej artylerii.

 

W październiku tego roku (2015) będzie dzień sznura, tzn. rozliczenia miłościwie nam panującej władzy ludowej. Jeśli POlszewickim uciekinierom przyjdzie na myśl schronienie się na Tajwanie, będę na nich czekał równie gotowy co obrońcy Jinmen w latach pięćdziesiątych.

Jeśli pamiętacie wpis o teleskopach, to wiecie, że w teleskopie VLA w Nowym Meksyku wycyganiłem kawał stali – właśnie z przeznaczeniem na nóż.

Kawał podkładu kolejowego z szyn, po których poruszają się anteny, czekał cierpliwie 2 lata.

Został przekuty na piękne ostrze i wkrótce zyska rękojeść i wieczne przywiązanie właściciela.

 

—————-

Dopisane 29 marca 2015:
tak wygląda gotowy nóż:

Cudeńko.

Nowy Amsterdam 2014

„UWAGA! Uwaga! Przeszedł!
Koma trzy!”
Ktoś biegnie po schodach.
Trzasnęły gdzieś drzwi.
Ze zgiełku i wrzawy
Dźwięk jeden wybucha rośnie,
Kołuje jękliwie,
Głos syren – w oktawy
Opada – i wznosi się jęk:
„Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy!”

„Ameryka under attack!”” Głosiły nagłówki gazet 11 września 2001 roku.
Dziś jak co roku Nowojorczycy obchodzą szerokim łukiem rocznicę wyburzenia tajnej, obciążającej amerykańskie służby wywiadowcze dokumentacji, ukrytej w budynku nr 7.
Połączona akcja CIA i Saudyjskich pomagierów z sekty Wahabitów dała nadspodziewanie dobre efekty propagandowe.

————-
Niezorientowanym przypominam, że wg oficjalnej wersji  solidny, z pewnością wzmacniany budynek zawalił się od niewielkiego pożaru na jednym z pięter. A zawalił się calutki z prędkością swobodnego upadku, co widać na wszystkich filmach dokumentujących cały incydent.

Oficjalna wersja starczy za cały swój komentarz.

———————

Ale do rzeczy. Dostałem pracę w branży filmowej. Zaproponowano mi wiele ról – oczywiście głównych.
Wszystkie te oferty przyjąłem i w roku 2015 kolejne obrazy pojawią się w kinach i będziecie mogli wszystko oglądać. Oto jak realiizowałem niektóre z kontraktów.

Na początek przejąłem główną rolę w miejsce Mela Gibsona, który odrzucił ją twierdząc, że nie jest jej godzien. Wcieliłem się w szarego mieszkańca Nowego Jorku, który ciężką pracą osiąga swoje cele życiowe i w końcu (w drugiej części, czyli musisz zapłacić kolejne 40 zł za bilet i popkorn) osiąga sukces.

 

Potem zadzwonił do mnie Arnold – ten, któremu odstąpiłem rolę Terminatora. Do dziś trochę żałuję, bo strasznie ten film stracił na zamianie aktora grającego główny czarny charakter. Doznał on kontuzji, która uniemożliwiała mu odegranie roli motocyklisty walczącego ze złem tego okrutnego świata. Aby lepiej wcielić się w rolę, zostałem poproszony przez Spielberga, abym poznał od środka świat motorowców.

Ludzie drogi to bardzo specyficzny typ. Chodzą, a raczej jeżdżą własnymi drogami i starannie pielęgnują swój imaż osób groźnych i nieprzystępnych:

Na szczęście wkrótce trafiłem we właściwe miejsce – do klubu zrzeszającego polskich emigrantów na Greenpoincie.

I tu wszystkie ponure i budzące grozę mity rozpadły się jak domek z kart (je…nięty karzącą piąchą gościa, który nakazał mi tonem jednoznacznym, że napiszę pozytywnie or else!) Motorowcy okazali się ludźmi przyjaznymi i pełnymi życzliwego poczucia humoru.
By nie być nagosłownym, dam przykład. Ponad poziomy wynosi się gościnność i wyrafinowane, pełne dystansu poczucie humoru tego oto osobnika:

Całość drużyny, oprócz oglądania  Przeminęło z wiatrem (aby wyrazić swój wrodzony szacunek dla gustów płci pięknej, jakże odmiennych od męskich*) na zmianę z Imperium kontratakuje (dla absolutnie ich ulubionego motywu muzycznego Dartha Vadera), urządza regularnie wycieczki po okolicy, aby głosić chwałę polskiego rycerstwa, na pohybel Putinowi i jego pachołkom z PO:

——–
* prawda jest taka, że nie można cały czas oglądać filmów wojennych albo o policjancie infiltrujacym mafię, bo druga połowa w ramach retorsji odmówi posług małżeńskich. Stąd pojawił się nowy gatunek filmu wojennego: zamiast cały czas pokazywać strzelaniny i wybuchy jak w porządnym filmie zasługującym na to miano (co w tym złego, ja pytam!!!!) reżyser należący do lobby żydowskiego w Hollywood dokłada minimum 30% scen romantycznych – że niby żołnierz zaspokaja swoje potrzeby duchowe nie w przyfrontowym burdelu, tylko pisząc do jakiejś – przepraszam za słowo – niedoruchanej narzeczonej 10 000 mil z miejsca z wybuchami.
——

Ale wróćmy do moich kontraktów filmowych.
W międzyczasie zagrałem jedną rolę w filmie o poszukiwaczach skarbów:


Jest to remake słynnego filmu National Treasure. Nicholas Cage mi to załatwił, a poza tym dobrze płacili.
Przyszedłem, kierownik planu wykrzyknął, jak do rekruta wrzeszczy rasowy sierżant, niedoszły profesor fizyki kwantowej. Wrzasnął, aż się siano posypało z sufitu, nawiązując do swojej ulubionej teorii o wspólnej naturze czasu i przestrzeni:
– Kurwa, masz kopać stąd do południa!!

No to kopałem – przez 8 godzin wykopałem około 2 m sześcienne piachu z polodowcowymi kamieniami. Ledwo się ruszałem przez dwa dni. Czego się nie robi dla sławy.

Po sukcesie tej roli, dostałem angaż do kolejnego filmu o Godzilli napadającej na Nowy Amsterdam, a zwłaszcza na Manahachtanienk.

—————————–
Bo Nowy Jork dawniej nazywał się Nowy Amsterdam – zanim nie trafił w łapy Brytyjczyków.
A Manahachtanienk to Manhattan – ale w języku lokalnych Indian, którzy byli to pierwsi. Ale nie ostatni. Niestety.
Dodam, że ten akurat szczep Indian musiał mieć krew jakichś polskich podróżników w czasie, bo Manahachtanienk znaczy tyle co miejsce, w którym wszyscy się schlaliśmy”.
———————————

Całą sprawa z Indianami śmierdzi hipokryzją zwłaszcza w świetle całej afery znanej jako 9/11. Do tematu będziemy wracać. Na jednym z przyjęć dla ekipy filmowej od ich dalekich potomków dostałem pamiątkowe zdjęcie z XIX wieku:

Darczyńca jest kimś szczególnym i jest otoczony aurą niezwykłości. To jedyny człowiek będący krzyżówką Polaka i Indianina. Niewątpliwie ten szlachetny dzikus jest dowodem na prawdziwość starodawnej mądrości „Polak Indianin dwa bratanki – i do łuku i do szklanki”.  Człek ten jest wybitnie wykształcony i wychowany zgodnie z rygorem fhancuskiej ahystokhacji.

Ale wróćmy do głównego wątku całej historii. Oto kanion ulic Manhattanu:

Przez trzy tygodnie dojeżdżałem takimi właśnie drogami do miejsca pracy. To był jedyny raz, kiedy mnie oszukano w kontrakcie.
Zapłacili 20 milionów USD z góry na sam mój widok – i to osłabiło moją czujność. Miałem grać główną rolę bogatego playboya. Do roli tego wpół erotycznego filmu akcji szukano kogoś, kto potrafi pukać panienkę 12 godzin bez przerwy, aż ściany będą dudnić, a panienka zrobi się krucha jęcząc, drżąc i parując jak czarnoziemy polskich kresów zaorane dwutygodniową nawałą artyleryjską Armii Czerwonej tuż przed wiosenną ofensywą w czterdziestym czwartym.

Okazało się jednak, że musiałem zrobić dobre wrażenie jako budowlaniec-remontowiec.
Zamiast dość ciekawej, nie powiem, roli, znowu musiałem machać młotem albo innymi narzędziami. Tym razem byłem członkiem całej grupy remontowej, toczącej zacięty bój o czek w każdy piątek.

Wspólna praca i spożywanie lanczów pełne były braterstwa, i śmiesznych wpadek.

Kierownik tego planu, chodząca sława Hollywood, zwany przez remontową brać „najlepszym stress-manem Nowego Jorku”, był człowiekiem sprawiedliwym, pełnym miłosierdzia, grzecznym i kulturalnym do granic absurdu. Absurd ten przekroczył, założę się, gdy przejął ode mnie nawyk kłaniania się po japońsku w chwili wręczania czeku. (Ciekawe, co powie, jak to przeczyta!)

Ale zdecydowanie najlepszą rzeczą w tym kontrakcie był spór słowny bezustannie toczony przez dwóch towarzyszy pracy.
W spór ten ochoczo się włączałem – żeby było sprawiedliwie, raz po jednej, raz po drugiej stronie. Czasami jednak tylko słuchałem i notowałem teksty, jakie leciały – a było warto – na pewno wiele z nich, takich jak „co tak stoisz jak widły w gnoju?!” znajdą swoje zasłużone miejsce w arcydziełach literatury, które wkrótce wyjdą spot mojej dysgraficznej ręki.

Aby dopełnić tą pełną wzlotów i upadków opowieść, warto wspomnieć, że wszystkie mity i fałszywe stereotypy krzywdzące mieszkańców Ameryki, są prawdziwe.
Dotyczy to policji:

rasizmu:

Ale i samochodów i ich właścicieli:
Na pokazie starych modeli to był reprezentant Europy:

a tak Ameryki:

Pozostaje tylko mieć nadzieje, że górnolotne przesłanie pokoju, które głoszą wszystkie filmy, w których wystąpiłem, zdołają zmienić swoją renomę kraju rozbójniczego:

Z Nowego Jorku mówiłem jak jest.
Roger Out.

 

 

Parada zwycięzców odkłamana

Dramat w 2 aktach

 

 

Dramatis personae:

Premier Margaret Thatcher

tash

i inni.

Akt 1 – 1939-1945

[ocenzurowano]

Akt 2

Scena 1. Londyn, Downing Street 10, lata osiemdziesiąte, godzina 8.32 rano.

– Pani premier, polscy kombatanci przyszli.

– Znowu?! Jeszcze nie poumierali, żeby nie było z nimi PR-owego problemu? Powiedz im, że jeszcze nie zapłacili za używanie naszych samolotów. A odsetki lecą.

– Już próbowałem rok temu.

– I co?

– Dupa. W odpowiedzi dali mi do podpisania umowę o dzieło strzelania do Niemców. Była trzy razy wyższa od naszej dla nich. I – ośmielę się wspomnieć – powiedzieli dokładnie to samo – „odsetki lecą”.

– Donnerweter! Coś trzeba z nimi zrobić. „Z tą Polską zawsze są kłopoty” jak śpiewał ich słynny bard Jacek Kaczmarski.

– Jawohl, Frau premier! Zaraz zrobię burzę mózgów w szklance wody… tzn. w szklance herbaty Earl Grey, żeby było patriotycznie.

– Nie! Musi być tym razem woda, bo frakcja zielonych wypomni nam, że produkując herbatę – i opium – w Indiach doprowadziliśmy do do śmierci głodowej tamtejszej populacji.

– Я понял, премьер-министр товарищ! Eee…. Aye-aye m’am!

– Zaraz, moment…! Czy ty nie jesteś czasem rosyjką matriszką – sowieckim szpiegiem? Dlaczego mówisz po rosyjsku? Tyle słyszałam o tym jak nasze elity są zinfiltrowane agentami wpływu!

– Och, ee…. Nie. Co złego to nie ja.

– Aaaa, to w porządku… [chwila ciszy] Dobra, już w międzyczasie wymyśliłam. Powiesz im tak….

Scena 2: Pod drzwiami

– Guten Morgen, Polskie kombatanta.

– Dzień dobry!

– Wy znowu w sprawie parady?

– Znowu.

– To wam coś wyjaśnię, bo mi się śpieszy do łazienki. Jak się nazywa parada?

– No…. e…. Parada zwycięstwa.

– A zwyciężyliście? Ale uwaga! Skupta się chłopy, bo bić po stronie zwycięzców to się biliście. Zwyciężyliście?

– Eeee… yyyy…

– No właśnie. Dwa razy wam ruscy wjechali od tylca. To co Niemcy nie zrujnowali, to ci pierwsi wywieźli. I co? Nie jesteście żadnymi zwycięzcami, to i miejsca dla was w paradzie nie ma. I nie będzie.
A teraz raus! Weg! Szczać mi się chce! Idźcie już , bo was pozamykamy w zoo, jak tego waszego niedźwiedzia, też w sumie bohatera. Aha! Na wszelki wypadek jeszcze spytam. Jesteście zwycięzcami?

– [głucho] W sumie… nie!

– No to wyjazd. I więcej nie wracać.

– Może nie tak szybko! – ogarnął się kombatant. Mamy tu do zademponstrowania istotny przedmiot w sprawie co myślimy o waszym herbaciano-narkotykowym imperium. – To powiedziawszy, sprawnie po żołniersku odpiął pasek od spodni i sięgnął po ww. przedmiot. Obraz przeskoczył na kamerę zza jego pleców.

– A co to!? A co to? – wykrzyknęła żelazna lady.

– To życie.

KONIEC

=============

A tak na poważnie, oto lista premierów kalifatu Wielkiej Brytanii, z którymi gadka była mniej więcej taka, jak powyżej, dopóki  w końcu w 2003 Tony Blair nie przeprosił, a w 2005 w końcu naszych nie wpuścili na paradę. Dlaczego – kurwa, ja się pytam – nie w 1989?

Winston Churchill 1940-45, 1951-55

Clement Attlee 1945-51

… a zresztą! Nie będę tych gnojów wypisywał. Zobaczcie sobie ich tutaj:

http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Prime_Ministers_of_the_United_Kingdom#20th_century

Pies im wszystkim mordy lizał, a potem trącał

Okinawa pod butem kapitalistycznego okupanta

Wbrew moim pragnieniom nie udało mi się przybyć na tą kwitnącą mlekiem i miodem* wyspę dokładnie w rocznicę inwazji na nią 1 kwietnia 1945. To nie żart.

(*  – oczywiście chodzi tu o japoński odpowiednik, czyli oczywiście surowe wodorosty i równie surowe stworzenia morskie za wyłączeniem ryb (Serio) i sake (to już mniej serio))

 

Pomimo tego zgrzytu, przypominającego dźwięk pilnika szorującego po kościach wrzeszczącej ofiary kata połączonego z wizgiem nienaoliwionej gąsienicy czołgu wyposażonego w miotacz ognia, wyprawa była udana. A oto relacja:

Czytaj więcej

Rozmowa z herr H. (Ameryka cz. 15 i 3/4)

Zgodnie z zapowiedzią, dziś relacja z rozmowy z herr Adolfonso L.(eoncio) Hitlerem, farmerem z Argentyny.

WYWIAD:
P(ytanie): Pytanie pierwsze, czy Pan mnie słyszy?
A(dolf) H(itler): Kto ja?
P: Tak, Pan!
AH: Słyszę

P: Przejdźmy więc do rzeczy. Dlaczego Argentyna?
AH: Och, to proste. Narobiliśmy w Europie bigosu z socjalizmem. Żyć się nie da, więc trzeba było spierdzielać jak najdalej.

P: Ale przecież tyle rzeczy zrobiliście dobrze. Autostrady – cuda inżynierii, garbusy – zgodnie z Pan–
AH: Mów mi Adi!

P: Dziękuję, to dla mnie zaszczyt. Wracając… Zgodnie z twoimi Adi deklaracjami Garbusy to najpopularniejsze samochody osobowe na świecie!
AH: Niby tak, ale cóż z tego – w Reichstagu zamiast trzeciej, śpiewać powinni pierwszą zwrotkę naszego hymnu! Irytujące!

P: Czy mogę zadać kontrowersyjne pytanie?
AH: Ależ naturlisz!
P: Dziękuję. Jak się pan czuje jako główny współtwórca Izraela?
AH: O ŻESZ TY KURWA! Po coś to wspominał! Znowu przez miesiąc z nerwów nie będę się mógł wysrać. VERFLUCHTE!

P: A merytorycznie?
AH: Ale nas zrobili. Dobra, już się uspokoiłem, powiem od początku.
Siedzieliśmy sobie raz w sobotę wieczorem z Toddem i innymi w piwiarni. Wiesz pan, tej słynnej, w której zaczynałem karierę cesarza III Rzeszy.

P: Aha… i?…

——————————————-
OPOWIEŚĆ Adolfąsa:
AH: I wtedy do środka wchodzi koleś w cylindrze. Bankier jak z obrazka
P: może pan naszkicować portret pamięciowy?
AH: [wyciągając szkicownik i węgiel] nie ma sprawy.

AH: No więc podszedł on do naszego stolika. Usiadł.
A, i cały czas się tajemniczo uśmiechał.Ja już po 2 sekundach chciałem mu ten uśmiech rozmazać na mordzie. Była w nim taka wyższość, politowanie. Jakby Marsjanin patrzył na ludzką aktywność przez teleskop i na widok obfitości zwierzyny łownej się zastanawiał, czy rozpalić grilla, czy wstawić wodę na gaz. A my właśnie kombinowaliśmy jak bezboleśnie zająć całą Europę…
„Cześć dzieciaki, w co $ię bawicie?” zapytał.
A ja na to: „Gramy w pikuty. Nie chciałeś nam pożyczyć tyle ile chcieliśmy, to teraz mamy trochę pod górę. Jesteśmy za krótcy – nie mamy paliwa i czołgów na zagarnięcie Sowietów!”
On: „Z.W.T.P.! Za łatwo by wam po$zło – trzeba mieć wkład wła$ny jak się kupuje nieruchomość. He he! A poza tym, my też mu$imy trochę zarobić na produkcji broni dla obu $tron.
No, ale mam dla wa$ wiadomość. Dobrą. Wyno$imy się do wuja $ama. W Anglii nam się mniej opłaca.”
Ja: „Jak to? To już im nie będziecie pożyczać?”. Ja i pozostali zaczęliśmy się uśmiechać.
On: „Ano nie. Anglia $traci ‚imperium, w którym $łońce nie zachodzi’ i zamieni je w dziurę do której $łońce nie dochodzi. Z przeproszeniem murzynów.”
Wtedy obok Himmler obok mnie nie wytrzymał, huknął pięścią aż nam kufle podskoczyły i wykrzyknął: „Wreszcie! Koniec z limoniarzami! Zachciało im się lądowego połączenia Krainy Piramid z Krainą Krugerandów!!!*”

Ja byłem bardziej sceptyczny: „A co wy z tego chcecie i dlaczego nam to mówicie?” Pytania niby inteligentne, pomyślałem w chwili ich zadawania. Samozachwyt mi szybko przeszedł. R. odpowiedział: „Ka$ę, kurde. A w zasadzie raczej JE$ZCZE WIĘCEJ KA$YYYY!!!! A mówimy, bo i tak nikt nas nie pow$trzyma, hłe hłe hłe!” Zaśmiał się i – $łowo daję – zapachniało $iarką i $mołą.

Odpowiedziałem mu: „Ale jak to możliwe – pół świata mówi po angielsku. Ameryka. Australia… Kurwa, Indie!”

Na to jego uśmieszek zrobił się jeszcze bardziej pobłażliwy. „Na$i jasnowidze zobaczyli w obliczyli, że jak dobrze pójdzie to za 60-70 lat cała populacja Zapadnej Jewropy zo$tanie $pacyfikowana przez Kultur-kampf o kryptonimie „multi-koń-trojański-kulti”. Ale o tym na razie nikomu nie mówcie, bo to tajemnica. Efekt naszych działań będzie taki:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Mikolaja-nie-bedzie-w-przedszkolu-W-imie-szacunku-dla-roznych-wyznan,wid,15154563,wiadomosc.html?ticaid=1fcba
http://www.pch24.pl/absurdy-a-d–2012,10963,i.html

I dodał na koniec: „A kolorowych lepiej się doi z ka$y niż białych. I w to nam graj!
Na$i p$ychohi$torycy obliczają, że klamka przy$złości świata zapadnie 21 grudnia 2012″

Mój rozmówca skończył mówić, a ja długo jeszcze patrzyłem w drwa płonące w kominku. W końcu otrząsnąłem się.

P: I co potem będzie z naszym światem?

AH: Ano, będzie piknie i kolorowo. Poza tym I tak nie lubiłem wieprzowiny – zawsze po niej dostawałem biegunki (łac. srawicus acutus). Aha, jedna sprawa. Nie publikuj pan tych ich planów. Jeszcze mi tu przyślą mojego samobójcę. Wytnie pan to, bueno? Co prawda mam tu na stałe oddział MOSADu do ochrony, ale jak mi walną chemicznym z moździerza, to nie będzie ciekawie.

P: Ależ oczywiście. (AKURAT! Gówno wyciąłem, pieprzony nazista! Naucz się że nie wolno ufać kamerzyście, który poproszony o nie filmowanie stawia kamerę na stole niby przypadkiem ustawiając ją obiektywem w zakazującego). Zmienię nazwisko, żeby nikt się nie zorientował… HEJ! Zaraz zaraz… Jak to z Mosadu?!

AH: To całkiem proste, myślałem, żeś chłopaku już to wyczuł. Młodyś! Gdyby nie ja i moje ekscesy, to nie daliby rady wywrzeć dostatecznej presji na ustanowienie ich państwa.
Dla kilku wtajemniczonych w ich rządzie jestem Bohaterem przez duże „B”! Raz do roku wysyłają mi chałkę na szabas. [spojrzał na kominek] Kroję ją sobie tym o – tu! nożem Hitler Jugend, który dostałem od Spielberga. Został mu po jakimś filmie, czy coś.

P: Ok, to dziękuję za rozmowę. A tak na marginesie… Chyba ten pan w cylindrze was też kiwnął. Politycznie poprawni dorwali się też do neonazistów! Wam też mózgi przepiorą i będzie pyrrusowe zwycięstwo:

AH: Wiem, to godne ubolewania, ale pracujemy nad tym. Auf Wiedersehen!

=================================================
* – Po I WŚ, za niegrzeczne zachowanie (budowanie własnej floty bez przyzwolenia), Brytyjczycy zabrali Niemcom kolonie zamorskie. Ich ew. zwrot był celem politycznym Niemiec w kampanii dyplomatycznej przed II WŚ. Niestety sprawa była nierealna – to lądowe połączenie było Angolom potrzebne.

 

(Dodane)

BONUS MUZYCZNY:

http://youtu.be/UfixqY5Eu30

Gdzieś ty był?! Wszyscy cię szukaaaali! (Ameryka Południowa Cz. 15 1/2)

Miałem o tym spotkaniu nie pisać, ale w Polsce w roku 2011 i 2012 nastąpił tragiczny rozwój nazizmu, zwieńczony przybijaniem do tarcz niemieckich dzieci pod Cedynią.


Zmusza mnie do zabrania głosu w tej jakże ważnej debacie społecznej.

 

Oto moja relacja ze spotkania z Wodzem, pisana na gorąco:

==========================
Argentyna, Patagonia, godzina 8.42
W połowie drogi z Błones Ajres do przełęczy w Andach zajechałem na farmę przy drodze, bo musiałem do toalety.

Zbliżyłem się do zamkniętych drzwi i poprosiłem o skorzystanie z Winstona Churchilla (WC)
Głos zza grubych dębowych drzwi spytał mnie:
– A masz własny papier?
– MAM!!!! Po nauczce z Australii (gdy zbezcześciłem moją ulubioną powieść) nigdzie się bez niego nie ruszam!
I pokazałem:

(jeszcze wtedy nie wiedziałem, że oprócz załatwienia żeby „piss” był „saved”, tego ranka miałem konwersacje z Herr H.)
Czytaj więcej

Today is our independence day!

Wszystkiego najlepszego z okazji dnai niepodległości!
Są to pierwsze obchody tego święta po tym, Polska po kilku zaledwie latach wolności (formalnej) ponownie ją utraciła. Dokonało się to w chwili, gdy nasz prezydent Lech Kaczyński podpisał zasrany Traktat Lizboński, którym to czynem zrzekł się (na szczęście bezprawnie) niepodległości w imieniu całego narodu, który wszak jest suwerenem państwa (dlatego napisałem że bezprawnie).
Prezydentowi było wsjo adno co pisze, bo i tak miał czapę od KGB za zdemaskowanie ich siatek agentów. Sprawa dokonała się 10 kwietnia 2010. Po tym wydarzeniu kraj został przejęty przez siedzących mocno komunistów (nie piszę ex-komunistów, bo wcale nie są „ex”)
Tu proszę bardzo kilka przykładów na dobranoc dla grzecznych dzieci (będę dopisywał sporadycznie nowe rzeczy):

1. Prezydent wręczył Ordery Orła Białego

Prezydent Bronislaw Komorowski odznaczył Orderami Orła Białego […]Adama Michnika

za wybitne zasługi w organizowaniu zadym w święto narodowe: TUTAJ

4. Brat Michnika nie stanie przed sądem? Szwecja mówi nie

Brat Michnika nie stanie przed sądem? Szwecja mówi nie / Shutterstock

Klamka zapadła. Szwecja odpowiada na polski wniosek o wydanie stalinowskiego sędziego, a jednocześnie przyrodniego brata redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”,  Stefana M. A odpowiedź brzmi „nie”.

W uzasadnieniu tej decyzji sąd w Uppsali stwierdził, że stawiane Stefanowi M. zarzuty w myśl szwedzkiego prawa już się przedawniły.

A propos naszego dzielnego kawalera orderu orła białego zapraszam tutaj:

http://wpolityce.pl/view/4433/_Nigdy_dotad_nie_uzywalem_rozroznienia_na_gazety_polskie_i__polskojezyczne___Tym_razem_wydaje_sie_ono_w_pelni_uzasadnione_.html

i jeden trafny komentarz:

proszę zwrócić uwagę na następujące fakty: 1. Stefan Michnik bez wątpienia sądowy morderca komunistyczny (nikt tego nie zaprzecza)nie zostaje wydany polskiemu sądowi bo jest obecnie naturalizowanym obywatelem Szwecji i kraj ten go chroni – może to być zrozumiałe, niektóre kraje przyjmują takie zasady w stosunki do swoich obywateli, można to zrozumieć. 2. rodowity obywatel Szwecji zamieszany w kradzież napisu „Arbeit macht frei” z Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego w Oświęcimiu jest wydawany polskiemu sądowi i siedzi w polskim areszcie do dziś.

2.  Jaruzelski zaproszony na obrady Rady Bezpieczeństwa Narodowego

Na środowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego został zaproszony generał Wojciech Jaruzelski – dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa.

Tematem posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego będzie zbliżająca się wizyta prezydenta Federacji Rosyjskiej oraz przyszłość stosunków na linii Warszawa – Moskwa.

3. Rosja neguje Katyń, nie chce wyjaśnić losu Polaków

Rosja nadal neguje zbrodnię katyńską i twierdzi, że nie musi wyjaśniać losu tysięcy polskich oficerów – ustaliła „Rzeczpospolita”.

Gazeta dotarła do pisma, jakie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu otrzymał od rządu rosyjskiego. Jest to odpowiedź na skargę polskich krewnych ofiar NKWD, złożoną do Trybunału.

W przesłanym dokumencie nadal jest mowa o „wydarzeniach katyńskich”. Rosja neguje określanie ówczesnych wydarzeń, jako mordu zbiorowego. Odmówiła także przedstawienia Trybunałowi decyzji z 2004 r. o umorzeniu śledztwa katyńskiego, trwającego aż 14 lat.

Śmierć teutońskiej hołocie, cz. 1 Miecz i ogień niesiemy krzyżokom! Za Juranda!

(post w trakcie pisania)

Rok bieżący jest rokiem szczególnym. Sześćset lat upływa od chwili, gdy armie Korony i Litwy pokazały dowodnie zachodnioeuropejskiej hołocie, że w kwestii wcielenia wschodniej Europy do eurokołchozu, bez referendum się nie obejdzie.

Tak kochani, 600 lat temu nie było telewizji i teutońskie roszczenia, pycha i paneuropejski śpiew tam-taradam – tam taradej posłuchu nie uzyskał. Germański pysk z którego śpiew ten się dobywał dostał pancerną jagiellońską pięścią centralnie między oczy bez żadnej gry wstępnej.

Potomnym  ku pamięci i przestrodze daremnej prezentują się więc postacie wrogów śmiertelnych polskości, którzy obecnie godzą w serca nasze ostrzami Związku Wypędzonych i innych organizacji szerzących tolerancję i zwątpienie w sercach naszych.

Trzeba było przedsięwziąć kroki zaradcze, powstać i dać się policzyć. Trzeba stawić się na miejscu pamięci narodowej i pokazać euroentuzjastom, że jeszcze Polska nie zginęła, póki kurczak w garnku. Kurczak co prawda jest już GMO, ale póki co nadal ma skrzydła i udka.

Na miejsce bitwy wyruuszyłem dumą polskiej motoryzacji, która niestety wzięła i się zapsuła. To pierwszy taki przypadek dla tego modelu samochodu – mechanik samochodowy był bardzo zdziwiony, że pojazd wymagał naprawy. Gdy przyszło pojazd zostawić na dłuższą naprawę, skorzystałem z mojej szalupy ratunkowej, ukrytej w przepastnych ładowniach mojego okerętu HMS, to jest znaczy się FSO Heweliusz.

.

Droga była długa i kręta, więc trzeba było ochlać się miodu (koli) i nażreć pieczystego (batonół Mars)


.
Dzień chylił się ku końcowi nieuchroninie niczym amerykańskie imperium petrodolarowe.

Trzeba było więc znaleźć miejsce na biwak. Zadekowałem się więc w przydrożnym lesie.

Ranek zaskoczył mnie przemiło – tj. okazało się że spałem w jagodach, które z dodatkiem głodu zmieniły się w śniadanie.
Zwyczajem ludów pierwotnych myśliwsko-zbierackich uzbierałem ilość niezbędną do podtrzymania procesów homeostazy.

I tak oto po kilku godzinach dalszego pedałowania oraz przy pomocy przygodnych podróznych dotarłem na miejsce.

(singlepic=978,420,300]

W następnym odcinku: obóz wojenny