Pola bitew

Wytrwali czytelnicy dawno już odkryli, że atrakcje turystyczne odwiedzane w casie moich wypraw dzielą się na:

  • kwatery i wulkany
  • pola bitew
  • teleskopy i inne obiekty związane z kosmosem

Generalnie dzień bez odwiedzenia czegoś co robiło, robi albo zrobi „BUM!” jest dniem straconym.

A ponieważ Amerykanie również lubią sobie postrzelać, w tym do siebie nawzajem, całym ciągiem atrakcji były wizyty na polach bitew. Oto ich przegląd:

I.  Rewolucja amerykańska

Saratoga – wrzesień październik 1777

To raczej szereg starć, niż pojedyncza bitwa. Całość stała się punktem zwrotnym całej wojny. Amerykanie pogonili kota Brytyjczykom i zmusili ich do kapitulacji. Dodatkowym bonusem było to, że Francja przystąpiła do wojny przeciwko Imperium Brytyjskiemu.

 

Ticanderoga

To fort wybudowany prze Francuzów, a potem przejęty przez Brytyjczyków. W czasie rewolucji amerykańskiej został zdobyty prze Amerykanów i przeszedł z rąk do rąk jeszcze dwa razy. Fort strzegł przewężenia jednego z jezior, w sumie nic nadzwyczajnego.

Nadzwyczajny był za to powód, dla którego zrobiłem dodatkowe 500 km aby to miejsce zobaczyć:
http://youtu.be/k_G8K3JaHU8

Momenty filmu, który naświetlą sprawę:

http://youtu.be/k_G8K3JaHU8?t=50m22s

http://youtu.be/k_G8K3JaHU8?t=1h5m18s

Przysięgam, że to prawda.

Przeprawa promowa  tuż obok fortu była momentem, w którym licznik mojego motoru wskazał, że udało mi się już przejechać 10 000 mil:

Sukces!

 

II. Wojna secesyjna

Na początku lat 60-tych XIX wieku Amerykanie odkryli ropę naftową sami u siebie i rozpoczęła się tak zwana wojna domowa. Mówiąc jak chłop do chłopa: napadli sami na siebie.

Już na poważnie: Amerykanie nazywają ją wojną domową. Ale wojna ta w Polsce nazywana jest wojną secesyjną – trafniej, zważywszy na przyczyny jej wybuchu. W dużym uproszczeniu chodziło o to, że Stany Zjednoczone były federacją. Część stanów stwierdziła, że im się w tej federacji nie podoba. W rezultacie okazało się że wyjść z braterskiej wspólnoty można tylko nogami do przodu.

Harper’s Ferry

Tu wszystko się zaczęło. To historyczne, piękne miasteczko leży tuż przy ujściu rzeki Shenandoah do Potomaku.

Stacja kolejowa, sztuk raz:

Oraz słynny arsenał, na który w 1859 roku napadł John Brown, chcąc wszcząć powstanie niewolników. Także sztuk raz:

Cała sprawa z Brownem zrobiła większe zamieszanie niż nalot policyjny w burdelu o drugiej trzydzieści w nocy z piątku na sobotę. W kwestii niewolnictwa spolaryzowali się wszyscy, którzy spolaryzować się mieli i Jaruzelski w dniu wybuchu wojny powiedział między innymi:

Warunki życia przytłaczają niewolników coraz większym ciężarem. Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów, przebiegają linie bolesnych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści – sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji. […]

Antietam: 17 września 1862

To jeden z najkrwawszych dni całej wojny.

W czasie pierwszej fazy bitwy, poniższe pole kukurydzy przechodziło z rąk do rąk około 15 razy.

„Niby zwykłe pole”, pisze (jest napisane) na tablicy pamiątkowej.


Miejsce innej wyjątkowo krwawej potyczki przy Burnside’s Bridge:

O ofiarach w tej bitwie przeczytasz tutaj.

 

Druga bitwa pod Bull Run

Punktem centralnym bitwy były pozycje obsadzone przez konfederatów w wykopie nieukończonej linii kolejowej.

Taki był efekt całego szukania wykopu:

I około dziesięciu kleszczy. Całe dwa dni później jednego skurwiela złapałem w McDonaldzie jak mi łaził po ręce.

Obyło się bez boreliozy. Resztę skurwysynów podtopiłem Amolem (spirytusem) i wydłubałem ze skóry po nocnej awarii motoru na Florydzie.

Różne ludzie mają hobby.

 

Gettysburg

Oprócz uczestniczenia w odtworzeniu bitwy, zwiedziłem miejsce, w którym bitwa faktycznie miała miejsce 150 late wcześniej.

Poniższe zdjęcie zostało wykonane z Little Round Top – miejsca najbardziej zaciekłej potyczki w tej trzydniowej bitwie.

Obóz odtwórców bitwy, tak zwanych renaktorów:

A to słynny pisarz… ten, jak mu tam… aaa!… Jeff Shaara. Wraz z małżonką, która przedstawiała się jako sekretarka.
Dorobił się gość na pisaniu książek o wojnie secesyjnej. Na polu bitwy pod Gettysburgiem podpisywał swoje książki. Ten to ma dobrze.

 

Chancellorsville i śmierć generała Jacksona

Na poniższym zdjęciu widzicie szlak przemarszu wykorzystany w słynnym, genialnym manewrze generała „Stonewalla” Jacksona.

Szlak był przypadkowo odkrytą drogą, dzięki której Jackson zaszedł przeciwnika od tyłu i zastał go z opuszczonymi gaciami – w trakcie przygotowywania wieczornego posiłku. Żołnierze Północy byli tak wyluzowani, że nie zaalarmował ich nawet widok licznych zwierząt (zajęców, Tomaszów Lisów, słoni i żyraf) wybiegających z lasu w ucieczce przed nadciągającym wrogiem.

Gdy już szale bitwy przechyliły się zdecydowanie na stronę konfederatów, Jacksona ostrzelali i śmiertelnie postrzelili jego właśni ludzie.

Generałowi trzeba było amputować rękę, którą pochowano osobno.  Na tym zdjęciu robię zdjęcie właśnie tej mogi….

KurwAAAAAAAA! bo miałem halucynację, że ręka wydostaje się spod ziemi.

 

A to jest miejsce śmierci generała. Umarł na powikłania i zapalenie płuc w kilka dni po otrzymaniu rany:

 

Mordowanie Indian i chwilowy zgrzyt pod Little Big Horn 25 czerwca 1876

Któż z nas nie słyszał o słynnym generale Custerze? I o jego arogancji, przez którą doprowadził do rzezi własnych podkomendnych?

 

Cmentarz w Little Big Horn

Droga wzdłuż grani (?) wzgórza.

Pomnik upamiętniający poległych morderców rdzennych Amerykanów:

Po obu stronach drogi poustawiane są kamienie nagrobne – podobno tam, gdzie padli, tam ich pochowano.

A to nagrobek samego Cuslera:

Na nagrobkach prawdziwych Amerykanów (tzn. prawowitych właścicieli tych ziem), jest napisane: „zginął broniąc swojej way of life” – te słowa dobrze trafiają do Amerykanów.

 

Alamo:

To zdecydowanie najbardziej symboliczne miejsce, żyjące w zbiorowej świadomości Amerykanów.

Udało mi się zrobić pikne, późnopopołudniowe zdjęcia fasady tego budynku.

 

Jak Tawjańczycy imprezują

Pracowity naród Tajwański, gdy już odtrąbią fajrant w fabrykach elektroniki, którymi wyspa jest usiana, muszą zagospodarować swój czas wolny.
Niektórzy w tym celu liczą ziarenka ryżu, inni zaś, pielęgnują tradycje kawaleryjskie.

Najpopularniejszym sportem jest jednak pożeranie morskich potworów.


.
Nie obejdzie się też od pożerania naszych opierzonych braci i sióstr.
Jak zwykle głowa nieszczęśnego stworzenia idzie na ruszt razem z resztą – pociętą razem z układem kostnym.

.
Gdy już kołduny sobie ponapychali, mieszkańcy Tajwanu zaczynają rzęzić w sito, czyli śpiewać karaoke.
Kto oglądał film „Lost in Translation”, wie o co chodzi.

.
A potem nastąpiło najciekawsze zjawisko etnograficzne. Okazało się, że jubilat zaprosił na impreze tancerki topless, kurwy i ladacznice.
Jednak córa koryntu (na pewno nie wie gdzie leżał Korynt, ale co tam), za gażę 3000NT$ (300PLN) plus napiwki, chodziła na golasa i przytulała chętnych.

.
Akcja wyglądała często tak, że ktoś złośliwy dawał jej parę setek i wskazywał ofiarę, swojego np. kumpla, na ofiarę obściskiwania.

.
Było bardzo śmieszne. Na ten czas dzieci wyproszono na zewnątrz restauracji.
.
Następnie był striptease (tak to się pisze?) i tańce na scenie.
Potem, jak zahipnotyzowany pacjent wracający do swego dizeciństwa, wszyscy grzecznie wrócili do śpiewania karaoke.

.
Gdy dzieci wróciły już po tym porażającym spektaklu kusicielek i ladacznic, wszyscy zaczęli obżerać się słodyczami, promowanymi w mediach przez lobby dentystyczne i stowarzyszenie lekarzy kardiologów.

.

Później nastąpiła kulminacja imprezy – losowanie telewizora FLAT LCD pośród obecnych. Głowę dam, że gość który go wygrał, pracuje na codzień przy linii montażowej produkującej takie same telewizory.


.
Po zakończeniu konkursu, znowu zaczęli wyć do mikrofonu. Tym razem wycia i ryki połączyli z usiłowaniami przekazania swojego stylu życia kolejnemu pokoleniu.

I tyle. Koniec.
A ty, zamiast siedzieć podłączony do internetu

wyszedł byś na dwór!

Kangurlandia cz. 3 – Kradzież motoru oczami Sherlocka Holmesa

Poprzedni odcinek: Operacja Pustynna burza i poszukiwanie diamentów

 

Sherlock Holmes to postać budząca podziw u wszystkich. Jest tak ze względu na niesamowitą wręcz spostrzegawczość i umiejętność kojarzenia ze sobą faktów.

Najsłynniejsza opowieść o tej budzącej zazdrość umiejętności tutaj:

Sherlock Holmes was helping Watson with his taxes.
To the smug face of Sherlock, an overjoyed Watson exclaimed, „Another brilliant deduction, Holmes!”
HA HA HA! Temat wybitnie kwietniowy – w przywiślańskim kraju zbliża się czas składania deklaracji.

Żaden Sherlock Holmes nie pomoże jednak w rozwiązaniu zagadki poniżej!
Ileż godzin przetrawią nad nią ludzie z obsługi motelu, na którego parkingu się zamelinowałem na noc: pozostawiony na betonie ślad po oleju (nieszczelna uszczelka skrzyni biegów) i obok kamień, który ktoś przetargał 200m z klombu z drzewkami naprzeciw recepcji…

Nawet nie będę próbował Was prosić o zgadywanie co się stało. Nie macie szans! Opowiem po prostu jak było:

1) Zaparkowałem motor na parkingu przy jakimś zamkniętym na noc motelu. Motocykl postawiłem przy planowanym miejscu rozstwienia namiotu (ważne) a potem ten namiot rozstawiłem.

2) Przeniosłem namiot pod drzewo, żeby mniej się rzucał w oczy.

3) około 1.00 w nocy słyszę, że coś się dzieje 50m ode mnie od strony śmietników (zmęczony podróżą nie zwróciłem uwagi, że tam są).
Po jakimś czasie przestało hałasować, a ja zapadłem w niespokojny sen zmęczonego (ważne!) człowieka.

4) nagle na granicy snu i jawy dobiega mnie odgłos odpalanego motocykla!
Poderwało mnie na baczność – wyglądam przez otwór drzwiowy namiotu. Patrzę – nie ma motoru!!!!
Informacja została natychmiast przetworzona i zamieniona w czyn. Neurony jeden po drugim przechodziły z trybu „śpię, odwalcie się” na tryb „walka”. Ktoś zasunął mi motor i próbował go właśnie odpalić z pychu!

5) Wypadłem z namiotu jak stałem, czyli w skarpetkach (i spodniach), i pognałem aby rzucić się z kłami i pazurami na złodzieja.
Głośno klapiąc platfusami dokłusowałem do recepcji ok 200 m dalej. Tamtędy złodziej musiał przejechać, aby wyjechać z parkingu. Butów nie zakładałem, wierząc że 10 sekund jest więcej warte niż dodatkowa odporność na nierówności nawierzchni.

6) Pusto!! Całkowita cisza. Już odjechał kiedy jeszcze wydostawałem się z namiotu!!

Brak odgłosu motoru. Może się zaczaił gdzieś w krzakach!…

Nie myśląc się nad szczegółami, zająłem sobą miejsce gdzie przebiegała jedyna droga wyjazdowa z motelu. „Zablokuję gościa jak odpali motor w ciemności i będzie chciał wyjechać z terenu” pomyślałem.

7) Z sekundy na sekundę coraz większe połacie moich płatów czołowych budziły się i meldowały na stanowiskach bojowych: Nie jestem Terminatorem i nie będę szedł na czołówkę z rozpędzonym motorem.
Chwyciłem więc i wyrwałem z ziemi głaz wagi ok. 5kg. Akurat dobry na rzut 3-5 metrów.
Jak gość się spróbuje uchylić jadąc, zaliczy glebę. Wiem bo kierownica mojego motoru jest za mocno skręcona i ciężko się obraca.

Adrenalina dodała mi umiejętności analitycznych. Mam dwie opcje:

a. Jeśli zrobi unik, złodziej w optymalnym dla siebie wariancie wyląduje w krzakach ze mną na karku w półtorej sekundy potem.

b. Jak się nie uchyli to zaliczy centralnie całusa od miejscowych formacji piaskowców w kolorze kremowym. Cała przyjemność z całą pewnością po mojej stronie. Zamiast nowego motoru będzie miał mordę jak buldog.

8. Czekam. Adrenalina i wściekłość pulsują w żyłach i mózgu. Zaraz złodziej będzie miał przykrą niespodziankę, a ja poopowiadam zszokowanym policjantom o granicach obrony koniecznej w PRL-bis i słynnych złodziejach transformatora.

NIC…

Kamień naszykowany do rzutu.
Za chwilę  z głośnym okrzykiem THIS IS SPARTA!!! cisnę mój pocisk w jedynie słusznym kierunku…

9) Nie słuchać dźwięku silnika. Powoli idę w kierunku namiotu.

Czuję się jak obrońca średniowiecznego zamku w środku niespokojnej nocy. Na murze w nieprzeniknionym mroku nocy słychać skrobnięcia wspinających się intruzów. Za kilka sekund rozpocznie się pandemonium, a wydarzenia przyspieszą jak Kubica na starcie z pierwszej pozycji.

10) Gdy już dochodzę czujnie do parkingu, widzę… mój motor – stoi jak stał.

No to pięknie. Mam halucynacje dźwiękowe. Moi wrogowie mieli rację – ze mną jest coś mocno nie tak! Załamany idę spać.

11) A jednak nie! rano okazuje się, że śmietniki są poobalane (na zdjęciu powyżej w głębi). Widać w nocy jakiś pies w końcu je powywracał, żeby dobrać się do zawartych w środku resztek. Łomot upadającego plastikowego śmietnika jest do złudzenia podobny do pierwszego ryknięcia odpalanego silnika motoru.

Zagadka rozwiązana!

I co, domyślilibyście się jaka niesamowita historia kryje się za kamieniem leżącym obok kilku rozlanych kropel oleju silnikowego?

To prawie jak znakomita scena z początku filmu „Szeregowiec Ryan” – gdy widzimy las krzyży, które nic nam nie mówią o dramatycznych historiach kryjących się za każdym z nich.

Następny odcinek: Różne perypetie
Początek podróży tutaj.

Kangurlandia cz. 0 – Prolog: A miało być tak pięknie…

WPIS KU POŻYTKOWI TYCH, KTÓRZY TEŻ CHCIELIBY WYJECHAĆ DO AUSTRALII

Przejechanie taksówką z lotniska 4km (CZTERY!!!!! KM) kosztowało 18AUD (x2.60 = 45PLN). Na szczęście jechałem do spółki z miejscowym gościem, z którym przesiadłem się do autobusu ZKM. Licznik się kręcił jak wściekły pulsar (to taka gwiazda). Nie zrobiłem zdjęcia, bo myśli zaprzątnięte miałem planami natychmiastowego wyskoczenia przez okno taksówki, bez jego otwierania, za to pozostawiając po sobie znany z filmów animowanych przerębel (szerzej opisany we wpisie o Malezji).

A to zakupy na kolacjo-obiad:

– mały słoik drzemu truskawkowego
– puszeczka tuńczyka (smak pieprzowo-cytrynowy, na głodzie nawet smaczny, normalnie bym kijem nie tknął),
– puszka fasoli w sosie własnym (celem generowania poduszki powietrzenej chroniących dolną zabudowę nerek w czasie długotrwałej jazdy na motorze),
– napój owocowy (wypiłem po drodze, bo słońce tu tak wali, jakby właśnie zmieniało się w supernową; butelkę z korko-ustnkiem zachowałem, postanawiając chlać od dziś czystą wodę – jak dzikie zwierzęta)
–  dwa banany
– słoiczek VEGEMITE – czyli takich drożdży z witaminami – specyficzny australijski produkt. Gdy Australia zdawała mi się tylko niespełnialnym marzeniem,  czasem kupowałem ten VEGEMITE, aby (dosłownie) obejść się smakiem przygody.
– 6 bułeczek na hamburgery (ku równie wielkiemu co nieuzasadnionemu rozczarowaniu pieczywo tak podłe, że kompletnie rozpada się przy krojeniu, więc jest nawet gorzej niż na Tajwanie)
– mydło (które w związku z niespodziewanymi wydatkami na wyżywienie, pewnie w którymś momencie zjem razem z papierkiem w dodatku)

Cena tej przyjemności zakupowej:
23.25AUD x 2.6  = 60.45PLN

———
Na myśl tu przychodzi pu-łenta znanego i cenionego kawału:
Przychodzi odpindolona baba do lekarza z pługiem na plecach.  Lekarz na to:
O-rzesz kuRRRwa!
————-

Jakby ktoś wątpił w cenę skromnych zakupów dla matki z jednym dzieckiem, to tu proszę przelicznik:

Tym samym wyjaśnia się, dlaczego  część Australii to pustynie: mieszkańcy, oszczędzając na zakupach żywności, wyżarli kangurom drzewa, krzaki i trawy, mchy i porosty, bakterie i wirusy i wszystko inne co zawiera DNA i wodę (a w końcu kangury też, bo to cenne źródło białka, a poza tym oszczędzili im w ten sposób straszliwej śmierci głodowej). Dziś – za Wikipedią – ” […] Obszar pustynny zajmuje powierzchnię większą niż na jakimkolwiek innym kontynencie; dwie trzecie powierzchni […]

Wyczytałem też, że ceny żywności razy-3 ponad racjonalną wysokość sprawiają, że Australijczycy to najczęściej podróżujący naród świata, i najszczuplejszy za wyjątkiem Etiopii.
Inny przykład: nitki dentystyczne do zębów – 14AUD (35PLN – KURDE!!!). Kupowane są pewnie tylko dlatego, że dentyści też walą ceny jak za zboże, więc tubylcy-desperaci prostą kalkulacją wolą nitki.

Ok, muszę kończyć – idę przegrzebać okoliczne śmietniki (na szczęście niedawno czytałem książkę o archeologii śródziemnomorskiej, więc mam teoretyczne podstawy), zanim rzucą się na nie hordy tubylców i turystów – może coś znajdę na śniadanie.

Czapa dla handlarzy narkotyków

Jak już wcześniej raczyłem poinformować szanownych czytelników, przyszło mi żyć w kraju, w którym za handel narkotykami twardymi jest kula w łeb. W kwestii narkotyków i ich definicji pisałem na poważnie tutaj: Narkotyki i ich dystrybutorzy

Ostatnio ucieszyły setce moje następujące wieści:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7403776,W_Chinach_wykonano_kare_smierci_na_Brytyjczyku.html

Kieruję uwagę na te fakty:
– w wiadomościach nie ma nawet śladu informacji, czy gość się przyznał, czy był kurierem, czy robił pod siebie. Gazeta Wybiórcza (inne zresztą też) ZMUSZAJĄ czytelnika, aby wydawał on sądy moralne, etyczne i inne, na podstawie informacji w oczywisty sposób niepełny.
– słowa z jednego z komenarzy:
Lapia goscia z walizka pelna heroiny – co tu moze byc do
wyjasniania? Szybki poltoragodzinny proces (i tak dziw ze tak dlugi,
bo jak dla mnie to 10 minut by tu wystarczylo) i standartowy wyrok.
facecik pomylil kraje i myslal ze pogranie na swira mu pomoze. Nie
pomoglo i bardzo dobrze.

– a poza tym – to uczciwe  że dostał kulkę – na granicach Chin wszędzie jest napisane po angielsku, że wwóz narkotyków grozi przerwaniem procesów homeostazy wwożącego.

– akurat Brytyjczycy z uwagi na zaszłości historyczne w postaci wojen opiumowych powinni w tej sprawie przymknąć paszcze i się nie wychylać. Ich żenujące protesty są od powiednikiem ew. protestów Niemców przeciw odradzającemu się neonazizmowi – trącą obłudą i złym smakiem.

– system prawny na Zachodzie jest tak skonstruowany, że oskarżający MUSI PONAD WSZELKĄ wątpliwość udowodnić winę, a obrońca wystarczy że podważy tą pewność. O tym mechaniźmie na blogu już było nie raz, bo dwa razy. A ostatni raz 2 wpisy wcześniej.
Bo na zadziałanie tego mechanizmu + psychologię liczył ten gnojek podszywający się pod admina.

—–

I proszę – parę dni później mamy piękną ilustrację z kraju Konfucjusza:

http://wiadomosci.onet.pl/1593542,2678,2,kioskart.html

Fragmenty i moje komentarze:

Mimo zapewnień, że to był jej pierwszy raz, 41-letnia Lixin została natychmiast wysłana do ośrodka odwykowego na przymusową terapię. Minimalny czas pobytu w tego typu instytucjach wynosi dwa lata, w czasie których pacjenci narażeni są na przemoc fizyczną i zmuszani do ciężkiej pracy. Z relacji byłych pacjentów wynika, że w ośrodkach nie przechodzą żadnego leczenia farmakologicznego.

I to lubię – leczenie metodami naturalnymi.

wzywa chiński rząd do natychmiastowego zamknięcia ośrodków.

To może jeszcze darmową działkę dla każdego Chińczyka – jak w XIX wieku przed i po wojnach opiumowych?

Osadzeni dostawali do jedzenia suche bułki i pomyje. Prysznic przysługiwał im raz w miesiącu. Lekarstwem na objawy głodu heroinowego było wiadro zimnej wody na głowę. ? Nie dostałem ani jednej tabletki, nigdy nie rozmawiałem z psychologiem ? mówi. Mimo to mężczyzna uważa, że dwuletni wyrok osiągnął cel: wyszedł z nałogu, w który wpadł w 1998 roku. ? Nigdy do tego nie wrócę ? zapewnia.

Aha! Czyli że jednak działa!

Zhang wie, co mówi. Uzależnienie od heroiny spowodowało, że od połowy lat 90. aż sześć razy trafiał do obozu pracy i ośrodka odwykowego. ? Rząd nie zdaje sobie sprawy z tego, że chorobę trzeba leczyć, a nie karać za nią ? mówi 42-letni dziś mężczyzna.

Właśnie to jest leczenie – wyrabianie koniecznej siły woli.

Jak mówi Zhang, „w Chinach narkoman jest wrogiem państwa”.

I tak powinno być! Raz że staje się bezproduktywny dla ludzi, którzy go wykarmili od małego, to jeszcze demoralizuje innych samą swoją obecnością.

Mimo to w całym kraju pojawiają się też drobne zmiany na lepsze. W Pekinie jest osiem klinik stosujących leczenie metadonem, a w całym kraju działa ponad tysiąc programów wymiany igieł. Yu Jingtao stoi na czele organizacji, która miesięcznie rozprowadza 30 tysięcy czystych igieł. Jego zdaniem rząd powoli zmierza w stronę modelu leczenia uzależnień, jaki funkcjonuje w krajach rozwiniętych.

Ja bym powiedział, że są to zmiany na gorsze – teraz potencjalni narkomani mają ułatwione życie i wisi nad nimi mniejsze ryzyko zakażeń, które inaczej mogłoby stanowić czynnik odstraszajacy.

A co do tzw „rozwiniętych” państw europejskich:

Co robi Japończyk, gdy chce otrzymać podwyżkę?
– Pracuje jeszcze lepiej niż dotychczas.
A co robi Polak, gdy chce dostać podwyżkę?
– Strajkuje.

Ilu (tu wstaw grupę docelową) potrzeba żeby zmienić żarówkę?

Kawał:

– Jeden.

– Ilu jasnowidzów potrzeba, aby zmienić żarówkę?

Dla abnegatów kulturowych wyjaśnienie tytułem wstępu:

Kawały o zmienianiu żarówek mają w „kulturze” amerykańskiej długą tradycję. To mniej więcej to samo zjawisko co nasze „przychodzi baba do lekarza”

Np. kilka moich ulubionych:

Q: How many Roman Catholic Priests does it take to screw in a light bulb?
A: None–they aren’t allowed to screw!

Q: How many magicians does it take to change a light bulb?
A: Depends on what you want to change it into.

Q: How many psychiatrists does it take to change a lightbulb?
A1: Only one, but the lightbulb must really want to change.
A2: None; the bulb will change itself when it is ready.
A3: How many do *you* think it takes?

Uczta się języków, chłopy

…. bo wyjdziecie na durniów, jak były prezydent najwspanialszego państwa na świecie.

maliki_leave2

(Dla wyjaśnienia: powyższy obrazek jest celem „pocieszenia serc”. Pokazuje on dowodnie, że w naszym rządzie nie mają monopolu na ograniczenie umysłowe.  )

Aha, dla niewtajemniczonych w politykę wielkiego świata – na zdjęciach przemówienie wygłasza premier czy prezytent Iraku.  Jak wiemykraj ten padł ofiarą kapitalistycznej inwazji w roku 2003. Wtedy to w walce o wolność ludu irackiego, imperialiści spod znaku Hiroszimy i Nagasaki odnieśli miażdżacy sukces, definitywnie tą wolność zabierając.

———————

Dla jasności tego co się tam dzieje: raz dwóch żołnierzy brytyjskich przebranych za lokalnych ludzi zostało złapanych przez iracką policję z bronią w ręku. Po ich aresztowaniu Brytyjczycy skurwiele po prostu odbili ich czołgami z posterunku policji. Tak wygląda amerykańskie wprowadzanie demokracji .

http://www.infowars.com/articles/iraq/basra_agent_provocateurs.htm

i oficjalne źródło: http://www.guardian.co.uk/world/2005/sep/19/iraq

————————-

I dlatego też napisałem – uczta się języków, bo w polskich mediach takich informacji nie znajdziecie.

Dla zainteresowanych historią naszej wspaniałej rasy homo sapięs sapięs, krótki review:

1. Miejscowa ludność prowadzi beztroskie życie na ruinach wspaniałej cywilizacji babilońskiej:

123097318528941105

2. Przychodzą wybawcy

43b5b699-632a-44b8-9618-1d593b4817dd

3. którzy pomagają miejscowym docenić wolność i niepodległość

4thofjuly

4. Merry christmas

7750137b-e597-44d2-83ca-6f91e073d1e5

THE END

…and {…} bless America (1776-2003)

00017730