Ameryka Cz. 7a – Przełęcze i doliny w drodze do Cusco: NAZCA

Epizod I: Ufoludy z Nazca

Wkrótce zobaczę na własne oczy słynne linie, które zawładnęły swego czasu wyobraźnią osób modlących się do UFO.

Poniżej policjant tuż przed samym Nazca – ja się szczerzyłem z radości jeszcze bardziej niż on.

no images were found

TAA_DAAAM!

no images were found



Zaliczyłem między innymi wizytę u miejscowego garncarza:

no images were found


To jest obiekt stargetowany na klientów z Japonii. Oni lubią takie rzeczy

no images were found


Oto dlaczego:

no images were found

Linie da się oglądać tylko z góry – to znaczy że trzeba kupić bilet na awionetką. Mi się udało polecieć z prawdziwą menażerią – jeden gość z Japonii oraz dziecię-kwiat (to ten z brodą) z jednego kraju europejskiego – nie powiem z którego przez szacunek. Obok jego szesnastoletnia “niezła dupa” córka.

no images were found

Pilot zatyka sobie uszy żeby nie słyszeć wrzasków pasażerów jak będziemy spadali. Co mu powiedziałem.
Potem jeszcze sobie z nim pożartowałem i puściłem parę tekstów typu: “Soy Bin Laden. Porfavor qiero pilotar. Quanto dinero por 20 minutos?”
Bardzo się cieszył z tych przekomarzań, ale popilotować nie dał nawet jak rozszerzyłem krotochwilę o próbe przekupienia go do oddania sterów (“Corrupcion. Quanto dinero necesito?”)

no images were found


A tak wyglądają same linie…

no images were found

Japoniec robi zdjęcia – jakie to stereotypowe

no images were found

A to najsłynniejsze linie: “lotnisko”

no images were found

Epizod II: Lima
Jeśli ktoś się naczytał jakie to wspaniałe i romantyczne miasto, to złą książkę wybrał.
Brud i korki.
Ale zdarzyły się dwie fajne rzeczy: pogadałem sobie z policjantami
i okazało się że PAMIĘTAJĄ NAZWISKA BONIEK I LATO – jeszcze mają traumę z mundialu 1982, kiedy im skopaliśmy tyłki!!! Ale numer.

no images were found


A ponieważ był już środek mojej wyprawy, czas było na postrzyżyny: na dwie raty. Po prawej (mojej prawej, nie twojej!) kulturalny senior escritor (pan pisarz), a po prawej bandito mexicano Pancho Vija.

no images were found


Po wyjeździe z Limy okazało się, że nie dojadę następnego dnia na podwieczorek.
Mapa to jedno, a droga to co innego. W tym wypadku chodziło nie tylko o skalę, tylko o to, że musiałem się przebić przez 4 przełęcze i doliny. Jeden taki cykl sinusoidy to ładne 200-300km mordęgi.

Samo wykorkowanie się z Limy zajęło czas do zmroku.
Następnego dnia rano zaprzyjaźniłem się ze sprzedawcą ze stoiska. Serek i dżemik był tak dziwny, że dowiozłem oba do Chile 8000km.

no images were found

Tak mniej więcej wyglądała pierwsza przełęcz, na którą wjechałem częściowo w nocy – przeciskając się między rzężącymi ciężarówkami.

no images were found


Potem z 200km takich fajnych wiosek za mostem wiszącym.

no images were found


Myślałem sobie “aha, zaraz Cuzco”. Naiwny!

no images were found


Kolejna przełęcz…

no images were found


A potem zabłądziłem. Asfalt poszedł w stronę, po której ani śladu w GPS-sie.
Na dodatek zebrało się na burzę. Takie akcje miałem na każdej przełęczy – mało, że robiło się zimno, to jeszcze napierdzielał deszcz.

no images were found


Za pierwszym razem zabłądziłem, ale za to trafiłem na śliczną wioskę, w której wszystko było pomalowane na kolorowo.
Przystanek autobusowy zawierał obrazoburczy przekaz nienawiści antyfeministycznej. Obraźliwy dla cywilizowanego człowieka pluł w pysk naszym sufrażystowskim ideałom równości ról społecznych.
Całe szczęście, że postępowi wodzireje nowoczesności obchodzą ten blog szerokim łukiem – inaczej dostali by zawału na widok poniższego dowodu zacofania Peru:

no images were found


Trochę sobie pożartowałem z miejscowymi. Pod dachem przystanku pożerałem obiad, gdy gość zaczął się drażnić z panią stojącą pod budynkiem. Kazał mi zrobić zdjęcie pięknej pani (pamiętajcie, że oni nie lubią robienia zdjęć). Ja na to uniosłem kamerę, a ona… CZMYCH!!! chciała się ukryć. Zdążyłem utrwalić moment skoku!

no images were found

A poniżej dwa zdjęcia, które w żaden sposób nie oddadzą tego, co się zrobiło gdy spadł deszcz.
Wróciłem do rozwidlenia i skończył się asfalt i zaczął deszcz.
Po 9 km byłem mokry i wściekły wredotą wciskającej się wszędzie wody.
Po drodze, w miejscu gdzie kończyła się linia kolejowa, stał ZA-JE-BISTY pordzewiały parowóz – przy ruderze stacji kolejowej. Deszcze walił taki, że nie wyjąłem nawet aparatu. Do dziś żałuję!
Wyciągnąłem go jednak chwilę potem: na widok dziurawego mostu, przez który trzeba było przejechać.

no images were found


Zmrok zapadł szybko – za sprawą burzy. Droga była tak wyboista, jak to tylko możliwe. Deszcz nie odpuszczał.
W rezultacie przeczołgało mnie przez 4 godziny w skrajnie nieprzyjaznych warunkach i kompletnie przemoczonego.
Planowałem zjechać z przełęczy do doliny (cieplej przy spaniu w namiocie), ale odpuściłem w jakiejś wiosce i przenocowałem w lokalnym hoteliku.
Wszystko mokre:

no images were found

Poranni autostopowicze:

no images were found

Tradycyjnie policja na końcu trudnego odcinka:

no images were found


I przyjaźni tubylcy, którzy obmienili się ze mną na pamiątki. Strasznie fajni ludzie. Budowali właśnie nowy dom – widać to w tle. Robiłem temu zdjęcia i tak się zaprzyjaźniliśmy od słowa do słowa.

no images were found

Potem było miasto i… następna przełęcz

no images were found


z krowami…

no images were found

Na miejsce zajechałem o zmroku.
Żołądek zaprosił mnie do jedynej w miasteczku restauracji-mordowni.
Wyglądało to nieciekawie – gdy do takiej restauracji wchodził Wiedźmin, to w następnym akapicie przez drzwi wypadały tryskające krwią kawałki ludzi.

no images were found


Ja jednak jakoś dogadałem się o zakup posiłku, a nawet zdjęcie kuchni.
wyglądała dokładnie tak jak cały ten odcinek trasy.

no images were found

A posiłek jak zwykle dla cielska i duszy.

no images were found


..
Restauracja była w połowie zjazdu do następnej doliny. Przejechanie jej i następnej zabrało praktycznie cały dzień.
I następna przełęcz. Już ostatnia!
A z racji tego, że ostatnia, dowalił mi grad awansem za 2 następne lata.

no images were found

Czyli podsumowując
miało być tak:

no images were found


A skończyło się tak:

no images were found

I jeszcze przed Cusco – wymiana oleju u strasznie fajnego gościa – policzyli po kosztach, a szef nie chciał nawet kasy za drobną naprawę.

no images were found

A to widok z restauracji po drodze do jeziora Titicaca. Obsługa chyba pierwszy raz w życiu gadała z obcokrajowcem. Jedna kelnerka niemal spanikowała.
Na szczęście zapobiegłem ucieczce zagadując po hiszpańsku.

no images were found

Kolejny wpis:

Cz. 8 – Drugie Słońce Peru

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *